Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Janowiec: Rada pedagogiczna pod obserwacją skarbnika gminy

Skarbnik gminy Janowiec uczestniczyła w obradach rady pedagogicznej miejscowego Zespołu Szkół, choć nauczyciele byli temu przeciwni. – To jawne łamanie prawa – uważa Leszek Bińczak, były dyrektor szkoły, powołując się na ustawę oświatową.
Rada pedagogiczna w janowieckim Zespole Szkół odbyła się w czwartek. Oprócz nauczycieli i dyrekcji placówki wziął w niej udział zwolniony w maju przez wójta były już dyrektor Leszek Bińczak. – Byłem gościem, nie brałem udziału w pracach gremium, a jedynie je obserwowałem. Miałem do tego prawo, bo dostałem zgodę p.o. dyrektor i nauczycieli – tłumaczy Bińczak. Takiej zgody nie dostała za to Zofia Cieloch, skarbnik gminy Janowiec, która też przyszła na radę. Kiedy o nią poprosiła sala buchnęła śmiechem. Urzędniczka wyszła za drzwi, ale po chwili pojawiła się na zebraniu i przez cały czas przysłuchiwała się obradom tłumacząc, że może to robić, jako przedstawiciel organu prowadzącego. – To jawne łamanie prawa – uważa Bińczak. – Proszę spojrzeć w ustawę o systemie oświaty. Jest tam wyraźnie napisane kto i na jakich zasadach może brać udział w posiedzeniach rady pedagogicznej. Zgodnie z tym na sali nie powinno być nikogo oprócz dyrekcji, nauczycieli oraz ewentualnych zaproszonych gości. Były dyrektor, który po zwolnieniu z funkcji jest w sporze z władzami gminy, podkreśla też, że uczestnicząc w radzie skarbnik usłyszała o sprawach, o których nie powinna wiedzieć. – Były tam przecież podejmowane decyzje personalne, m.in. dotyczące promocji do następnej klasy uczniów mających jedynkę z jakiegoś przedmiotu – wyjaśnia Bińczak. Co na to skarbnik Janowca? – Rada pedagogiczna nie jest żadnym gremium zamkniętym, na którym musi być zachowana tajność – uważa Zofia Cieloch. – Pan Bińczak nie jest tu żadnym autorytetem w tej sprawie, ani też ustawodawcą. Równie dobrze mogę zapytać też jego, co tam robił i co wniósł do dyskusji. Przecież jest tylko byłym pracownikiem szkoły. A ja wiem, jakie mam prawa, jako przedstawiciel organu prowadzącego placówkę oświatową – dodaje Cieloch. To kolejna odsłona przepychanek między byłym dyrektorem Zespołu Szkół Leszkiem Bińczakiem a wójtem gminy Tadeuszem Koconiem, nie widać. Spór trwa od kilku miesięcy. Pod koniec maja wójt zawiesił dyrektora, bo – jego zdaniem – niedostatecznie dbał o dyscyplinę finansową placówki. Miał też nadużywać alkoholu, a na spotkaniach towarzyskich lżyć swoich współpracowników, a kobietom składać propozycje seksualne. Ten ripostował, że powód zwolnienia był zupełnie inny – miała to być kara za to, że nie chciał zatrudnić w szkole rodziny jednego z radnych. Sytuacja zrobiła się kuriozalna, gdy zarządzenie wójta o zwolnieniu Bińczaka uchylił wojewoda lubelski, a w międzyczasie dokument ten wycofał... sam wójt. – Szkołą zarządza pani wicedyrektor, której dałem pełnomocnictwo do końca 2013 roku – tłumaczy Tadeusz Kocoń. – Rzeczywiście cofnąłem zarządzenie o zwolnieniu pana Bińczaka, ale jednocześnie wypowiedziałem dyrektorowi umowę o pracę. Wojewoda nie jest władny tego zmienić. Pan Bińczak nie jest już pracownikiem szkoły. 13 września w puławskim sądzie pracy odbędzie się pierwsza rozprawa, na której Bińczak będzie domagał się od wójta przywrócenia do pracy i wypłaty wynagrodzenia za okres zwolnienia. Z kolei na 22 września wyznaczono termin referendum w sprawie odwołania wójta Koconia ze stanowiska.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama