Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Wojna na Ukrainie może przedłużyć rozbudowę elektrociepłowni Wrotków

Nikt nie ma pewności dostaw gazu – przyznaje dyrektor Elektrociepłowni Wrotków, która właśnie buduje nową kotłownię gazową, żeby zrezygnować z węglowej. Jednocześnie zapewnia, że jeśli zabraknie gazu, to będzie mógł ogrzać miasto… węglem
Wojna na Ukrainie może przedłużyć rozbudowę elektrociepłowni Wrotków

Autor: Maciej Kaczanowski/archiwum

Był arcybiskup z kropidłem i wystąpienia oficjeli. Tak wyglądało w piątek oficjalne rozpoczęcie budowy nowej części elektrociepłowni na Wrotkowie. Właściwie była to pokazówka, bo prawdziwa budowa już trwa.

– Jesteśmy na etapie budowy fundamentów pod obiekt, trwają prace prefabrykacyjne nad kotłami, palnikami i konstrukcją stalową kotłowni – raportuje Małgorzata Kozioł z zarządu Instalu Kraków. Ta spółka za blisko 80 mln zł ma wykonać nową kotłownię rezerwowo-szczytową w Elektrociepłowni Wrotków odpowiedzialnej za dwie trzecie ciepła w miejskiej sieci.

Nowa część ma się składać z czterech kotłów na gaz (zamkniętych w budynku) oraz pięciu kotłów mobilnych (te, w razie braku gazu, będzie można zasilić awaryjnie olejem opałowym).

Wszystko to ma zastąpić używaną dotychczas rezerwową kotłownię na węgiel. Uruchamia się ją w czasie zwiększonego zapotrzebowania na ciepło, czyli podczas silnych mrozów, gdy nie wystarcza podstawowe źródło ciepła, jakim jest blok na gaz. Nowe kotły rezerwowe mają być sprawniejsze i pewniejsze od starych, a spalając gaz nie będą emitować pyłów.

– Przepisy mówią, że do końca roku 2023 trzeba wycofać takie instalacje, jak nasze kotły węglowe, dlatego ta inwestycja ma miejsce – mówi Paweł Okapa, dyrektor Elektrociepłowni Lublin-Wrotków. Wynika to z prawa unijnego, które zdaniem ciepłowników nie pasuje do obecnej sytuacji w sektorze energetycznym.

A sytuacja jest trudna, bo EC Wrotków nie może być pewna ciągłości dostaw gazu, nawet dla swojego głównego bloku energetycznego.

– W chwili obecnej nikt nie ma pewności dostaw gazu – przyznaje dyrektor Okapa. Pytamy go wprost, czy w razie braku dostaw gazu, rezerwowe kotły węglowe „udźwigną” ogrzewanie miasta. – Jeżeli okaże się, że blok gazowo-parowy nie może pracować, będą pracowały kotły węglowe i w pełni zapewnią dostawy ciepła dla mieszkańców Lublina.

Budowa nowej kotłowni rezerwowo-szczytowej powinna się zakończyć nie we wrześniu przyszłego roku. Taki termin jest zapisany w umowie z krakowskim Instalem, jednak wiele wskazuje na to, że prace potrwają dłużej.

– Przypuszczamy, że może być jakieś opóźnienie liczone w miesiącach – przyznaje Przemysław Kołodziejak, prezes spółki PGE Energia Ciepła, która jest właścicielem lubelskiej elektrociepłowni. – Oficjalnie jeszcze nie mamy od wykonawcy informacji, że mogą być problemy z dotrzymaniem tego terminu, natomiast widzimy, co się dzieje.

Problemem jest przerwanie „łańcuchów dostaw” materiałów. – Okazuje się, że z Ukrainy czy Rosji pochodziła spora część stali wykorzystywanej do budowy stalowych konstrukcji obiektów, czy na produkcję rur, które są niezbędne w tego typu obiektach – mówi Kołodziejak – Przerwanie tych łańcuchów i zniszczenie stalowni na Ukrainie, które mieliśmy okazję oglądać w mediach, powoduje to, że wydłużają się dostawy.

Rezerwowe kotły na węgiel nie zostaną rozebrane zaraz po roku 2023. – To ogromna instalacja, jej zburzenie jest dosyć problematyczne. One po prostu przestaną palić – wyjaśnia Okapa. Wynika z tego, że kotły na węgiel będzie można włączyć nawet po roku 2023, jeśli zaistnieje taka potrzeba (wymuszona np. brakiem gazu), oczywiście pod warunkiem, że zmieni się prawo, na co zresztą liczą ciepłownicy.


Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama