Coraz mniej bażantów, kuropatw i zajęcy w lubelskich lasach
Leśnicy kupują bażanty, kuropatwy oraz zające z hodowli i wypuszczają je na wolność. W ten sposób chcą pomóc malejącym populacjom zwierząt. Szaraki trafiają do nas nawet ze Słowacji i Węgier.
- 21.10.2013 19:16

Od wielu lat liczba tzw. zwierzyny drobnej w kraju spada. W naszym województwie w 2010 roku było niecałe 45 tys. zajęcy. Osiem lat wcześniej liczba ta przekraczała aż 57 tysięcy. Trudną sytuację zwierząt próbują poprawiać m.in. leśnicy z kół łowieckich.
Kupują zające, kuropatwy i bażanty z hodowli, a potem wypuszczają je w miejscach, gdzie sytuacja jest kryzysowa. W akcji pomaga także samorząd województwa lubelskiego razem z Wojewódzkim Funduszem Ochrony Środowiska.
– Szacujemy, że rocznie wypuszczamy od 2 do 2,5 tysiąca bażantów – wyjaśnia Marian Flis z Zarządu Okręgowego Polskiego Związku Łowieckiego w Lublinie.
– Z kolei w ubiegłym tygodniu wypuściliśmy 320 zajęcy w rejonie gm. Wysokie. Od 10 lat nie polujemy na te zwierzęta. Chcemy im pomóc – dodaje.
Nie zawsze jednak koła łowieckie stać na taką inicjatywę. – Jeden zając kosztuje od 350 do 600 zł. Wszystko zależy od hodowli, z której pochodzi – tłumaczy Flis. Z szacunków wynika, że w tym roku na teren naszego województwa trafiło od 300 do 400 zajęcy.
Jeszcze 10 lat temu Polska była eksporterem zajęcy do innych krajów. Sprzedawaliśmy je do Francji, Włoch czy Belgii. Dzisiaj sami kupujemy, nawet na Słowacji i Węgrzech.
W ten sposób działają myśliwi z Koła Łowieckiego \"Świt” z Zamościa. Ostatnio kupili 100 zajęcy ze słowackiej hodowli. Zające trafiły do woliery adaptacyjnej, w lutym zostaną wypuszczone, m.in. na teren gm. Miączyn. Koło od trzech lat prowadzi takie akcje. – Widzimy poprawę. Nadal jednak trzeba pomagać – wyjaśnia Robert Polski ze \"Świtu”.
Problem zmniejszenia populacji zajęcy jest złożony. – To m.in. wina lisów czy jenotów, ale również drapieżników skrzydlatych – tłumaczy Marian Flis. Problemem jest także chemia używana w rolnictwie, np. opryski.
Problem dobrze zna Andrzej Gaweł, który pod Lublinem od kilkunastu lat zajmuje się hodowlą m.in. zajęcy i bażantów. – Na wolności od urodzenia do dorosłości przeżywa 4 razy mniej zajęcy niż w hodowli. Widzimy jednak, że ich sytuacja poprawia się – tłumaczy Gaweł.
Reklama













Komentarze