Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Skażony miód. Zakazana substancja \"zniknęła”. Prokuratura zajmie się sprawą?

Dwie analizy i dwa zupełnie różne wyniki. Tak zakończyły się badania miodu, w którym w październiku wykryto znaczne stężenie szkodliwej substancji. Sprawę najprawdopodobniej zbada prokuratura.
Skażony miód. Zakazana substancja \"zniknęła”. Prokuratura zajmie się sprawą?
W związku z wynikami ostatnich badań, właściciel pasieki może już handlować miodem. (Archiwum)
O dramatycznych wynikach kontroli w pasiece w Janowie Lubelskim pisaliśmy 31 października. Próbki oferowanego tam miodu pobrali przedstawiciele Inspekcji Weterynaryjnej. Po badaniach w laboratorium Państwowego Instytutu Weterynaryjnego w Puławach okazało się, że w miodzie jest ponad 3000 razy więcej sulfamerazyny (pochodna leków) niż dopuszcza norma. Sulfamerazyna może uszkodzić nerki i powodować alergie. Z naszych ustaleń wynika, że skażonego miodu było około tony. Sygnał o wstępnych wynikach kontroli dotarł do weterynarzy w październiku. Inspektorzy odwiedzili pszczelarza, by pobrać kolejne próbki i zabezpieczyć towar. – Z ponownych badań wynika, że w miodzie nie ma sulfamerazyny – mówi Wojciech Tyczyński, pełnomocnik Wojewódzkiego Lekarza Weterynarii w Lublinie. Skąd tak rozbieżne wyniki? Jak twierdzi nasz informator, w czasie drugiej kontroli miód pobierano już z innych beczek, niż za pierwszym razem. Skażony towar mógł więc zostać podmieniony. Była ku temu okazja, bo jak ustaliliśmy, inspektorzy mieli kontaktować się z pszczelarzem, kiedy tylko otrzymali sygnał o wykryciu sulfamerazyny. – Nie podejrzewam, by specjaliści w Puławach się pomylili – mówi Roman Jarosz, Powiatowy Lekarz Weterynarii w Janowie Lubalskim. – To przecież europejskie laboratorium referencyjne. Możliwe, że za każdym razem badano inny miód. – Takie rozbieżności nie biorą się znikąd – dodaje Tyczyński. – Niestety nasze kompetencje w pewnym momencie się kończą. W wyjaśnieniu sprawy mogłaby pomóc policja i prokuratura. Możliwe, że właśnie tak się stanie. – Nie mogę tego wykluczyć. W najbliższych dniach podejmiemy odpowiednią decyzję – zapowiada Jarosz. W związku z wynikami ostatnich badań, właściciel pasieki może już handlować miodem. Jeśli sprawą zajmą się śledczy, sprawdzą nie tylko czy doszło do podmiany towaru. Ustalą również, skąd wziął się skażony miód. Z naszych ustaleń wynika, że skażony towar pochodzi zza wschodniej granicy. Stamtąd trafił na Podkarpacie i do Janowa Lubelskiego. Nie wiadomo, ile miodu z sulfamerazyną trafiło na rynek.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama