Leśnicy boją się o stan prywatnych lasów
Leśnicy w powiecie bialskim niepokoją się o stan prywatnych lasów. Od przyszłego roku będą one nadzorowane przez pracowników starostwa.
- 07.11.2013 13:53

– Nasza decyzja podyktowana jest stałym przyrostem powierzchni lasów prywatnych, a także rosnącą stawką za hektar lasu. Obecnie to 11,60 zł – mówi Mariusz Łukaszuk, dyrektor Wydziału Rolnictwa i Środowiska Starostwa Powiatowego w Białej Podlaskiej.
Na terenie czterech nadleśnictw należących do powiatu bialskiego jest ok. 33 tys. ha lasów prywatnych. Od 2009 r. ich powierzchnia wzrosła o ok. 2 tys. ha.
Z wyliczeń starostwa wynika, że oszczędniej będzie przejąć obowiązki nadzoru od nadleśnictw. Ale leśnicy nie pochwalają tej decyzji. Ich zdaniem, wpłynie to na pogorszenie kondycji lasów.
– Nadzór nie polega tylko na wydawaniu pozwoleń na wycinkę drzewa, ale także na kompleksowym doradztwie. Doszkalaliśmy się w tym temacie we własnym zakresie – mówi Mariusz Kiczyński, zastępca nadleśniczego z Nadleśnictwa Chotyłów.
– A co stanie się z pracownikami, którzy byli zatrudnieni do tego celu? Czy stracą pracą? – dopytuje Tomasz Bylina, radny i inspektor nadzoru w Nadleśnictwie Międzyrzec Podlaski.
– Leśnicy będą mogli ubiegać się o pracę w starostwie – kwituje Łukaszuk.
To nie jedyny \"leśny” problem w powiecie. Okazuje się, że znaczna część lasów prywatnych nie posiada żadnych dokumentów, które upoważniają właścicieli do starania się o pozwolenia na wycinkę drzew. Za te braki leśniczowie obwiniają starostwo. – To starosta powinien zadbać o plany urządzenia lasu – twierdzi radny Bylina.
– Wykonywanie dokumentacji należy do zadań powiatu i to starosta powinien zapewnić finansowanie tych zadań. Środki na ten cel starosta może, a nawet powinien pozyskiwać z wojewódzkich funduszy ochrony środowiska i gospodarki wodnej – informuje Aleksandra Majchrzak z Zespołu ds. Komunikacji i Promocji Ministerstwa Środowiska. – Obecnie aktualną dokumentację urządzeniową ma w Polsce ok. 55 proc. lasów prywatnych, ale w wielu starostwach mniej niż 10 proc.
Przepychanki samorządowo-państwowe najbardziej dają się we znaki właścicielom lasów. – Mam zastój w robocie. Ludzie żalą się, że przez jakąś biurokrację nie mogą wycinać drzewa ze swojego lasu. A jak komuś brakuje na dach? Przecież nie będzie czekał w nieskończoność – mówi Ireneusz Łukasiak, właściciel tartaku w Tucznej (pow. bialski).
Reklama













Komentarze