Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Drodzy opiekunowie

Lekarz i siostra z ośrodka pomocy stanęli przed sądem oskarżeni o wyłudzenie mieszkania wartego 100 tys. zł od zniedołężniałej staruszki
Taka była jej wola - twierdzili na wczorajszej rozprawie przed Sądem Rejonowym w Lublinie lekarz oraz siostra z ośrodka opiekuńczego oskarżeni o wyłudzenie 50-metrowego mieszkania w centrum Lublina od zniedołężniałej umysłowo staruszki, którą się opiekowali. Oboje nie przyznali się do winy. - Jak przychodziłam do ciotki, to oskarżeni uchylali drzwi i mówili, że ona nie chce się ze mną widzieć - opowiadała przed sądem krewna staruszki i jej prawna opiekunka. - Do środka mogłam wejść tylko z policją i psychiatrą. 85-letnia kobieta była właścicielką 50-metrowego mieszkania w centrum Lublina. W połowie lat 90. sporządziła testament, w którym spadkobierczynią uczyniła wnuczkę swojej siostry. W marcu ub. roku w obecności notariusza połowę mieszkania darowała znajomemu lekarzowi i pracownicy ośrodka opiekuńczego, która się nią zajmowała. Pozostałą połowę mieszkania sprzedała im za 50 tys. zł. Na początku kwietnia trafiła do domu starców. W październiku ub. roku przy notariuszu podpisała pokwitowanie, że dostała od lekarza i opiekunki 50 tys. zł. Co się stało z pieniędzmi - nie wiadomo. - Nie mam się do czego przyznać - odpowiedział 30-letni lekarz po usłyszeniu prokuratorskiego zarzutu. Nie chciał odpowiadać na pytania. W prokuraturze twierdził, że staruszka zapisała na niego i opiekunkę mieszkanie, bo nie chciała, żeby trafiło do jej krewnych, którzy zachowywali się nagannie i nie opiekowali się nią. Źle o krewnych staruszki mówiła też oskarżona opiekunka. - Nie widziałam ich na oczy, dopóki nie zaczęło chodzić o mieszkanie - mówiła przed sądem. Kobieta utrzymywała, że staruszka postąpiła tak ze swoim mieszkaniem, bo chciała się zrewanżować za opiekę. - Taka była jej wola - twierdziła oskarżona. Na wczorajszej rozprawie przesłuchana została tylko krewna staruszki. Mówiła, że lekarz zaczął się pojawiać w mieszkaniu kobiety w 1999 roku. - Przyprowadził go ksiądz, który kontaktował się z ciotką w sprawach religijnych - opowiadała. - Lekarz mówił wtedy, że opiekuje się ciotką z potrzeby serca. Zeznająca kobieta twierdziła, że najpierw ona zajmowała się staruszką. Robiła jej zakupy. Dopiero potem namówiła na skorzystanie z pomocy ośrodka opiekuńczego, który zaczął przysyłać opiekunkę - obecną oskarżoną. Początkowo opiekunka dobrze wywiązywała się z obowiązków, potem było gorzej. - Powiedziała, że za to co wykonuje musi mieć godziwą zapłatę, a nie to co dostaje - opowiadała kobieta. Następna rozprawa w październiku.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama