Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama Juwenalia Politechniki Lubelskiej 2026 | Lublin | bilety na eBilet.pl

Jawne czy poufne

Nie wszystkie urzędy samorządowe ułatwiają swoim mieszkańcom dostęp do informacji
Mieszkańcy Radzynia Podlaskiego już wiedzą, co zrobić, żeby zajrzeć w dokumenty urzędu miejskiego. Prawo wglądu do wszystkich dokumentów dali im radni, którzy uchwalili, że wszystkie informacje urzędu są jawne, a obywatele za drobną opłatą mają prawo natychmiastowego wglądu do wszystkich uchwał i protokołów. Nie wszędzie jednak panują takie zasady. W treści uchwalonej przez radzyńskich radnych uchwały czytamy, że obywatele mają prawo do informacji o pracy wszystkich organów gminy, wstępu na sesje rady gminy (do czego zresztą daje im prawo stosowna ustawa), posiedzenia wszystkich komisji i prawo dostępu do dokumentów, protokołów posiedzeń rady i poszczególnych komisji. Uchwała określa też drogę, jaką ciekawscy muszą pokonać i za ile kupić znaczek urzędowy, żeby zajrzeć do dokumentów. Interesant musi zgłosić się z wnioskiem do Wydziału Organizacyjno-Prawnego. Uchwała zapewnia, że dokument zostanie pokazany niezwłocznie. Tylko w wyjątkowych sytuacjach petent będzie musiał zaczekać do trzech dni od daty wpłynięcia jego wniosku do urzędu. - Informacje te dotychczas były też jawne, ale panował chaos, petent nie wiedział, jaką drogę musi pokonać, żeby informację uzyskać - mówi zastępca burmistrza Radzynia Podlaskiego Jerzy Woźniak. Jednak na razie niewiele urzędów może pochwalić się taką uchwałą: - Nie mamy podobnej uchwały i na razie nie zamierzamy jej wprowadzać w życie - mówi burmistrz Łukowa Krzysztof Tymoszuk. - U nas i bez uchwały petenci nie mają problemów z dotarciem do materiałów, wszystko jest jawne. Innego zdania są petenci i dziennikarze. - Kiedy zbierałam materiały do tekstu, w łukowskim urzędzie odmówiono mi prawa wglądu do pisma z jednostki podległej urzędowi. Kiedy potem zwracałam się do burmistrza pisemnie, nadal nie pokazano mi stosownego papieru, tłumacząc się wewnętrzną sprawą urzędu - mówi dziennikarka lokalnej gazety. - Korespondencja między jednostką a urzędem toczyła się miesiącami. Ujawnianie jednego listu wyrwanego z kontekstu nie miało sensu - odpiera zarzut Krzysztof Tymoszuk.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama