Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Syndyk ratuje ludziom pracę. Musi zapłacić 250 tysięcy z własnej kieszeni

Syndyk Agnieszka Biała próbuje uratować Kampol-Fruit, w którym pracuje około 230 mieszkańców Ryk i Milejowa. Jej działania kwestionuje sędzia komisarz Magdalena Hypś. W konsekwencji syndyk musi zapłacić 250 tysięcy złotych z własnej kieszeni. - Nie mam takich pieniędzy. Jestem jedynym rodzicem niepełnosprawnego syna. Moja sytuacja jest trudna - skarży się Biała w rozmowie z Dziennikiem Wschodnim.
Syndyk ratuje ludziom pracę. Musi zapłacić 250 tysięcy z własnej kieszeni

Autor: Archiwum Prywatne

Grudzień 2022 roku, spółka Kampol-Fruit nie płaci rolnikom za dostawy warzyw i owoców. Kilkudziesięciu z nich gromadzi się przed zakładem w Rykach. Henryk Kowalczyk, minister rolnictwa w drugim rządzie premiera Mateusza Morawieckiego, obiecuje, że protestujący otrzymają należne pieniądze. Składa zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełniania przestępstwa przez Kampol-Fruit.

Luty 2023 roku, prezesowi firmy Piotrowi F. przedstawione zostaje 35 zarzutów. Śledczy podejrzewają go o oszustwa na kwotę przekraczającą 9 milionów złotych. Nie przyznaje się do winy. Postępowanie jest w toku. Sprawa wciąż trwa. Grozi mu nawet 8 lat pozbawienia wolności.

Kwiecień 2024 roku, Sąd Rejonowy Lublin-Wschód w Lublinie z siedzibą w Świdniku ogłasza upadłość spółki Kampol-Fruit.

Syndyk stawia Kampol na nogi

Sąd wyznacza syndyka - Agnieszkę Białą. Ma zająć się restrukturyzacją spółki, która posiada dwa zakłady produkcyjne - jeden w Rykach, drugi w Milejowie. Pracuje w nich 230 osób. A to region Lubelszczyzny, gdzie wcale niełatwo o stabilne zatrudnienie.

Syndyk zapoznaje się z długami Kampol-Fruit. Łączna kwota? 235 milionów złotych. Wierzyciele to grubi rynkowi gracze: Bank Gospodarstwa Krajowego, ZUS, mLeasing. I prawie 250 innych podmiotów.

Biegli wyceniają spółkę na kwotę między 200 a 240 milionów złotych, z czego ponad połowę stanowi majątek trwały przedsiębiorstwa, resztę wartość zapasów i należności. Biała otrzymuje zgodę od rady wierzycieli na sprzedaż przedsiębiorstwa z ceną wyjściową niższą o 20 procent. 

Inwestor, który zdecydowałby się zakupić zakłady w Rykach i Milejowie, ma gwarancję, że nie zostanie obciążony długami Kampol-Fruit sprzed ogłoszenia upadłości. Syndyk zakłada, że wierzytelności spłaci kwota uzyskana ze sprzedaży. Zainteresowanie ponoć duże. Chętni również kupcy zagraniczni.

W październiku 2025 roku następuje pierwsza próba sprzedaży Kampolu. Próba nieudana. Podobnie dzieje się w grudniu. Syndyk Agnieszka Biała ogłasza, że w przyszłym roku zakłady w Rykach i Milejowie spróbuje spieniężyć osobno. Mówi, że Kampol-Fruit stanął na nogi, produkuje, sprzedaje, funkcjonuje. Po siedmiu miesiącach mijającego roku zysk spółki wyniósł 7 milionów złotych, a to dopiero przedsmak całorocznych wyników. Nikt z 230 pracowników nie został zwolniony.

Egzekucja

Agnieszka Biała za swoją dotychczasową pracę w Kampolu nie otrzymała jeszcze pieniędzy.

- Wynagrodzenie syndykowi należy się na końcu postępowania. Po spełnieniu określonych warunków może też dostać zaliczki. W kwietniu złożyłam wniosek o uposażenie. Wcześniej nie było to możliwe z powodu braku prawomocności postanowienia o upadłości, które zostało zaskarżone przez kuratora. Minęło wiele miesięcy i mój wniosek wciąż nie został rozpoznany. Pracuję za darmo - opowiada nam syndyk.

Jest jedynym rodzicem niepełnosprawnego dziecka. Jej syn ma autyzm. W tej sytuacji brak pensji to jej najmniejszy problem. Równocześnie prawomocny wyrok obliguje ją bowiem do zwrotu ponad 250 tysięcy złotych do masy upadłościowej Kampol-Fruit. 

- Prywatnie nie mam takich pieniędzy. To skończy się egzekucją. I to zapewne w niedługim czasie - mówi Agnieszka Biała.

Komisarz i kurator

Wokół spółki Kampol-Fruit narósł konflikt między syndyk Białą a sędzią komisarz Magdalena Hypś i kurator Anną Chylińską. Działania tej pierwszej wspierają rada wierzycieli Kampolu, Komisja Zakładowa WZZ „Sierpień 80” i Niezależny Związek Zawodowy Pracowników Przemysłu Spożywczego w KF, rolnicy, politycy i zwykli ludzie z Ryk i Milejowa.

Sędzia komisarz Magdalena Hypś, która w okresie świątecznym i noworocznym jest na urlopie, więc nie sposób się z nią skontaktować, nie uznaje jednak ich argumentów i stawia kolejne zarzuty względem syndyk Białej. W artykule Kampol-Fruit i wojna sędziego komisarza z syndykiem” na łamach „Pulsu Biznesu” opowiada, że uchyliła uchwały rady wierzycieli Kampolu o braku „zastrzeżeń do wydatków syndyk na obsługę prawną i zarządzanie firmą”, a także uznaniu ich za „adekwatne do zakresu i skali działań”, ponieważ „naruszają interesy wierzycieli, zmniejszają ich zaspokojenie i pozwalają syndykowi na zawyżanie kosztów”. 

W „Pulsie Biznesu” czytamy: „Sędzia komisarz Kampolu uznaje, że Agnieszka Biała wydaje za dużo – głównie na obsługę prawną (ta, zdaniem Magdaleny Hypś, powinna kosztować do 15 tys. zł miesięcznie), a także na wynagrodzenie pełnomocnika ds. operacyjnych (jego obowiązki, zdaniem sędzi komisarz, syndyk powinna wykonywać sama). W odpowiedziach na pytania PB Magdalena Hypś podkreśla, że wydatki Agnieszki Białej kwestionuje nie tylko ona, ale też Anna Chylińska, kurator KF (została powołana, bo spółka nie ma zarządu), mająca „wieloletnie doświadczenie jako doradca restrukturyzacyjny”, a także „jeden z uczestników postępowania”, z którego zawiadomienia prowadzone jest śledztwo zmierzające do zweryfikowania „prawidłowości wydatkowania środków masy upadłości” przez syndyka.

Kurator Chylińska uważa, że syndyk Biała popełniła błąd, zatrudniając w Kampolu pełnomocnika do spraw operacyjnych, bo jego obowiązki mogłaby wykonywać sama. Syndyk Biała wnioskuje o odwołanie kurator Chylińskiej.

Komisarz Hypś nakazuje powierzenie zadań pełnomocnika do spraw operacyjnych dyrektorom, zatrudnienie radcy prawnego do obsługi spółki KF za 15 tysięcy miesięcznie i głównej księgowej w miejsce zewnętrznego biura rachunkowego. Biała podważa doświadczenie Hypś, która asesorem sądowym została zaledwie dwa i pół roku temu. 

Hypś i Chylińska w PB” nie odnoszą się do poprawy wyników finansowych Kampolu. 

Nieprzychylność

Agnieszka Biała: - Jako syndyk powinnam otrzymać wsparcie. Tymczasem są podmioty, którym zależy, aby przedsiębiorstwo przestało istnieć. Obecny spór z sędzią komisarz temu sprzyja. 

- Jakie podmioty ma pani na myśli?

Agnieszka Biała: - Bezpośrednim konkurentem Kampol-Fruit jest spółka Katrex Trade. W Białej Rawskiej działa firma powiązana z Tarikiem Kayedem i spółką Katrex. Eliminacja Kampolu leży w interesie tych podmiotów, bo to ich realna konkurencja. A jeszcze przed ogłoszeniem upadłości Kampolem zarządzał właśnie Tarik Kayed. To on próbował zamknąć zakład w Rykach. Od początku postępowania torpeduje działania syndyka.

- Na czym zaś polega pani spór z kurator Anną Chylińską?

Agnieszka Biała: - Spółkę w upadłości reprezentuje kurator, która również utrudnia moje działania, żywiąc do mnie wyraźną niechęć. Jest syndykiem, ale nie posiada kwalifikacji do prowadzenia postępowań tego typu. Pandemia i wojna całkowicie zmieniły realia gospodarcze. Kierowanie dużym przedsiębiorstwem wymaga aktualnego doświadczenia. Kurator ma oczywiście prawo wypowiadać się o wydatkach syndyka, ale powinna robić to racjonalnie i adekwatnie do rzeczywistości. Tak się nie dzieje. 

- Podobne zarzuty o braku doświadczenia stawia pani sędzi komisarz Magdalenie Hypś.

Agnieszka Biała: - Sędzia komisarz również nie ma żadnego doświadczenia gospodarczego. To prowadzi do błędnych ocen sytuacji. Sędzia komisarz kieruje postępowaniem upadłościowym i pilnuje porządku prawnego. Zarządzanie przedsiębiorstwem należy wyłącznie do syndyk. To syndyk odpowiada za wyniki, koszty, wartość firmy.

- Sędzia komisarz Hypś ma jednak prawo kwestionować pani wydatki i z tego prawa korzysta.

Agnieszka Biała: - Prawo upadłościowe nie reguluje szczegółowo sposobu prowadzenia przedsiębiorstwa. Syndyk musi działać jak zarząd spółki. Podlega kontroli rady wierzycieli i sędziego komisarza. Ale nie ingerencji w zarządzanie. Zatrudnienie pełnomocnika do spraw operacyjnych i obsługi prawnej było ujęte w planie likwidacyjnym. Przez wiele miesięcy nikt tego nie kwestionował. Zmieniło się to dopiero po interwencjach kuratora. Nie da się samodzielnie zarządzać firmą z dwoma zakładami i 230 pracownikami. Duże przedsiębiorstwo wymaga struktury zarządczej. To standard rynkowy. W upadłości część pracowników odchodzi. Zadaniem zarządzającego jest racjonalne łączenie funkcji i optymalizacja kosztów. Tak było w tym przypadku. Osiągane wyniki się poprawiały. Straty malały. Mimo to narracja względem mnie stała się nieprzychylna.

List do Tuska i Żurka

Stanisław Śluzek, prezes Komisji Zakładowej WZZ „Sierpień 80” w Kampol-Fruit i Andrzej Jędrych, prezes Niezależnego Związku Zawodowego Pracowników Przemysłu Spożywczego w Kampol-Fruit wystosowali list z prośbą o interwencję do premiera Donalda Tuska i ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka.

Zakład nasz jest w upadłości od kwietnia 2024 roku. Upadłość prowadzi Sąd Rejonowy w Lublinie z siedzibą w Świdniku. Od otwarcia upadłości Syndyk prowadzi produkcję w zakładzie Kampol-Fruit Sp. z o.o. w upadłości, nie zwolnił załogi, która obecnie liczy ponad 230 osób. Po prawie 15 miesiącach produkcji w obu zakładach produkcyjnych (Ryki i Milejów) wyszliśmy na prostą i mamy pierwsze zyski. Obecnie Syndyk poszukuje inwestora branżowego na cały nasz działający zakład, w czym pokładamy nadzieję, bo dojdzie do kontynuacji naszej działalności i utrzymania miejsc pracy. Dalsza produkcja jednak jest zagrożona. Współwłaściciel spółki podejmuje działania, które mają spowodować zatrzymanie produkcji i zamknięcia zakładów. Próbował już tego jeszcze przed ogłoszeniem upadłości w styczniu 2024 roku, wówczas też interweniowaliśmy. Jeśli to się wydarzy, dojdzie do krzywdy ludzkiej - nas pracowników i naszych rodzin. Syndyk robi co może, ale nie rozumiemy, jakie tajemne siły powodują przeszkody w jego działaniu. Przecież utrzymanie produkcji w zakładach i sprzedaż ich do inwestora powoduje większą spłatę długów upadłości, więc jest to nie tylko w interesie pracowników, ale też w interesie wszystkich, których ta upadłość dotyczy.

Bez zakłóceń

Agnieszka Biała: - Ryki i Milejów to mniejsze miejscowości. Kampol zatrudnia 230 osób. Utrzymanie tych miejsc pracy ma ogromne znaczenie. Poza nimi w regionie trudno tym ludziom byłoby znaleźć stałą pracę. Jestem w stałym kontakcie ze związkami zawodowymi. Ten kontakt od początku jest dobry. Związki interesowały się postępowaniem jeszcze przed ogłoszeniem upadłości, kiedy zarząd planował zamknięcie zakładu w Rykach i zwolnienie całej załogi. Ale dzięki ich interwencji udało się utrzymać produkcję i nie redukować etatów.

- Syndyk nie ma obowiązku prowadzenia przedsiębiorstwa. Może to robić tylko za zgodą rady wierzycieli. Ja taką zgodę mam. Robię to, ponieważ jest to najlepsze rozwiązanie również dla prawie 250 wierzycieli, dla pracowników, dla lokalnej społeczności. Firma płaci podatki. Ludzie otrzymują wynagrodzenia. Dostawcy i rolnicy dostają zapłatę za faktury. Ten system powinien dalej działać. Bez zakłóceń.

Dotkliwe skutki

Syndyk mówi, że jej celem jest sprzedaż Kampolu jako działającego przedsiębiorstwa. Tylko w takim scenariuszu może liczyć na kwotę oscylującą w granicach 200 milionów złotych. Składa więc sprawozdania finansowe, pokazuje wyniki spółki, redukuje koszty, realizuje plan likwidacyjny. 

- Przez dłuższy czas nie było żadnych zastrzeżeń. Obecnie ryzyko zatrzymania zakładów rośnie. To oznacza niższą cenę sprzedaży i realną krzywdę dla pracowników. Powtarzam, w mniejszych miejscowościach utrata pracy niesie szczególnie dotkliwe skutki - mówi Biała.

Do jej pracy liczne zastrzeżenia ma to za to sędzia komisarz Hypś, która - jak czytamy w „Pulsie Biznesu” - „zapewnia, że wykonuje swoje obowiązki zgodnie z prawem upadłościowym i na podstawie materiału zgromadzonego w aktach sprawy”, a „wszystkie dotychczasowe zażalenia syndyk na jej decyzje zostały oddalone przez sąd drugiej instancji”.

Fragment artykułu Dawida Tokarza w „PB”: „Chodzi głównie o trzy postanowienia o odmowie zatwierdzenia części wydatków syndyk Kampolu. Na ich podstawie sędzia komisarz nakazała Agnieszce Białej zwrot do masy łącznie ponad 250 tys. zł, przy czym syndyk faktycznie wpłaciła kwotę wynikającą z pierwszego z rozstrzygnięć, czyli 73,8 tys. zł. Magdalena Hypś swoje decyzje nazywa „racjonalizacją kosztów”, która „nie wpłynęła negatywnie na realizację celów postępowania upadłościowego, natomiast miała korzystny wpływ na wynik finansowy masy upadłości”.

- Prowadzę firmę od 21 miesięcy bez wynagrodzenia., Jednocześnie muszę zwracać środki do masy upadłości. Nie mam komfortowych warunków do pracy. To sytuacja nie do utrzymania, wpływająca na przyszłość całej firmy. Jeżeli ona się nie zmieni, będę zmuszona rozważyć rezygnację. Muszę brać pod uwagę bezpieczeństwo mojej rodziny i możliwą egzekucję. Nie da się jednocześnie zajmować wszystkim. A zmiana syndyka oznacza utratę zaufania rynku. Dostawcy udzielają długich terminów płatności, ponieważ mi ufają. Nowy syndyk to ryzyko. I niepewność - ripostuje Biała w rozmowie z Dziennikiem Wschodnim.

Zaklęty krąg

Agnieszka Biała: - Ten zaklęty krąg trzeba w którymś momencie przerwać. Nie da się pracować po kilkanaście godzin dziennie, będąc fizycznie obecną w zakładach, bezpośrednio wśród ludzi, bo tego prowadzenie Kampolu wymaga, a nie osiągać przy tym żadnych innych przychodów i jednocześnie pozostawać bez wynagrodzenia. Nie da się też finansować części kosztów postępowania z własnego majątku. Jeżeli muszę oddać 250 tysięcy złotych, a muszę, bo postanowienie jest prawomocne, to muszę je oddać z prywatnych środków. Co gorsza, trzeba założyć, że to nie jest koniec. Nic w tym postępowaniu się nie zmieniło. Nadal ponoszę wydatki. Ciągle prowadzę przedsiębiorstwo. Robię to zgodnie z wiedzą i zasadami ekonomiki postępowania upadłościowego. Do tej pory nie spotkało się to ze zrozumieniem. I dla mnie jest to sytuacja niezwykle trudna.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama