Nasz, maksymalnie kilkunastostopniowy mróz nijak ma się do warunków panujących obecnie na Antarktydzie. Być może dzięki zimowej aurze za oknem łatwiej będzie wczuć się w opowieść Magdy i Marcina, którzy o zdobywaniu szczytu oraz przebiegu całej wyprawy opowiedzieli nam prosto z lodowca.
– Cała akcja górska trwała siedem dni. Po skomplikowanej podróży dotarliśmy do Union Glacier, skąd awionetka przetransportowała nas do Base Campu pod górą. Do obozu pierwszego, tzw. Low Campu, oprócz plecaków ciągnęliśmy sanki. Do obozu drugiego – High Campu – szliśmy już z ciężkimi plecakami, zostawiając sanki niżej. Mieliśmy do pokonania ponad kilometr przewyższenia, a na większości tej drogi korzystaliśmy z lin poręczowych. Podczas wspinaczki przerwy są ustalone odgórnie – każda żółta flaga oznacza „czas na siku”, czyli tzw. pi hole. Tylko w tych miejscach można się załatwić lub wylać mocz z butelki, którą cały czas nosimy przy sobie. Podstawowa zasada panująca na górze jest prosta: ma być czysto i bezpiecznie. Z ostatniego obozu na szczyt ruszyliśmy 6 stycznia o godz. 9.00, w pięknym słońcu. Atak szczytowy trwał łącznie 9,5 godziny wraz z zejściem do wyższego obozu. Zaskoczyła nas wyjątkowo dobra pogoda – było cicho, słonecznie i momentami zdejmowaliśmy kurtki. Nie zapominajmy jednak, że to Antarktyda. Nawet przy takim słońcu panuje siarczysty, 40-stopniowy mróz – relacjonują.
A jak jest na samej górze?
– Widoki ze szczytu są obłędne. Przejrzystość powietrza i piękno gór zostaną z nami na zawsze. Czytelników zapraszamy na nasze profile na Facebooku i Instagramie, gdzie można obejrzeć relacje z wyprawy. Najzimniejszą noc całej ekspedycji spędziliśmy w High Campie. Przy huraganowym wietrze rozbijaliśmy namiot, a gogle pokryte lodem sprawiały, że praktycznie nic nie widzieliśmy. Na szczęście latem na Antarktydzie przez całą dobę jest jasno – piszą w wiadomości do redakcji.
Przypomnijmy, że niemal rok temu Magda i Marcin próbowali zdobyć Mount Everest. Pomimo długich przygotowań i intensywnych treningów nie udało im się wówczas dotrzeć na sam szczyt.
Kondycję i sportową pasję Magdalena Gąbka i Marcin Górecki rozwijają od lat, regularnie uczestnicząc w różnorodnych aktywnościach i treningach. W swoim górskim CV mają około 30 szczytów z całego świata – od Andów po Himalaje. Ich największym marzeniem jest zdobycie Korony Ziemi, czyli najwyższych wierzchołków każdego kontynentu. Masyw Vinsona jest jednym z nich.


















Komentarze