Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
ZDJĘCIA / WIDEO

Nowy sprzęt w szpitalu wojskowym. Miliony na obronność

W szpitalu wojskowym przy Al. Racławickich zaprezentowano dziś nowy sprzęt zakupiony w ramach Programu Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej. Wojewoda Krzysztof Komorski podkreślał, że mimo wielu obaw o umiejętne wydatkowanie środków, z łącznej kwoty ponad 270 mln udało się już wykorzystać około 230 milionów, co oznacza wykonanie na poziome ponad 80%.
szpital wojskowy
Nowy mobilny sprzęt w szpitalu wojskowym w Lublinie.

Autor: DW

Nowy sprzęt w szpitalu wojskowym to laser holmowy, narzędzia operacyjne do zabiegów ortopedycznych, mobilny aparat cyfrowy RTG typu ramię C oraz mobilny aparat USG. To jednak nie wszystko – stworzono pomieszczenia symulujące pole walki w warunkach frontowych. By odpowiednio doposażyć to miejsce zakupiono m.in. manekiny do ćwiczeń, zestawy pozoracji ran i urazów, medyczne zestawy ratunkowe itp. 

– To historyczny moment mobilizacji, w której zinwentaryzowaliśmy zasoby i stan magazynowy, podpisaliśmy rekordową liczbę umów na obronę cywilną – ponad 1300, przeszkoliliśmy ponad 200 samorządowców, a te szkolenia nadal trwają – mówi Komorski. 

– To są niezwykle ważne środki, bo inwestujemy je w infrastrukturę podwójnego zastosowania. W czasach pokoju wspomaga to bieżącą pracę i codzienne bezpieczeństwo mieszkańców. W czasach konfliktu wartość tych środków rośnie podwójnie, bo są wykorzystywane do tego właśnie celu – wyjaśnia wicewojewoda Andrzej Maj. 

Z kolei Aleksander Michalski, komendant szpitala przy Racławickich podkreślał edukacyjną rolę zakupionego sprzętu. – Niedawno utworzony Legion Medyczny będzie miał miejsce, gdzie będzie można szkolić lekarzy, którzy do tego legionu się zgłosili. Pierwsi lekarze już zgłosili swój akces, czekamy na kolejnych chętnych – jest specjalna platforma przez którą można to zrobić – mówi Michalski. Zdaniem szefa placówki mobilny sprzęt będzie ogromnym wsparciem w procesie szkoleniowym personelu. Co istotne, szkoleni będą nie tylko pracownicy szpitala przy Racławickich, ale też innych szpitali z tzw. rejonu zabezpieczenia wojsk, obejmującego województwo lubelskie i podkarpackie. Ma to – jak powiedział sam Michalski – wypełnić lukę w zakresie wyszkolenia służb medycznych w tym obszarze, która powstała w ostatnich latach. Szpital przy Racławickich jeszcze w tym roku wyjdzie z ofertą szkoleń zewnętrznych, ale póki co szkoli swoich ludzi, by w niedalekiej przyszłości oni sami mogli stać się prowadzącymi takie szkolenia. 

– W sytuacjach kryzysowych najważniejsze jest ratowanie życia, a ten mobilny sprzęt nadaje się do tego doskonale. Może nie wykonamy na nim specjalistycznych zabiegów z najwyższej półki, ale jeśli pacjent przeżyje, to w dalszej kolejności możemy dbać o jego powrót do pełnego zdrowia – komentuje Remigiusz Żebrowski, kierownik oddziału chirurgii onkologicznej. Z kolei Jacek Kiś, kierownik oddziału urologii wychwalał możliwości laseru holmowego. – To najnowocześniejsze urządzenie na rynku, które na szybko i mało inwazyjnie pozwala leczyć pacjentów, szczególnie z kamicy nerkowej – mówi Kiś. 

W szpitalu uruchomiono nową jednostkę – zakład medycyny pola walki i katastrof. Jej sercem jest specjalnie zaprojektowana sala dydaktyczna, w której odtworzono realia pracy personelu medycznego w warunkach ekstremalnych. Na poniedziałkowym briefingu prasowym nie zabrakło również części bardziej praktycznej. Zaprezentowano bowiem nowy sprzęt, a także wspomniane pomieszczenie, mające symulować pole walki.

Przestrzeń szkoleniowa została zlokalizowana w podziemiach budynku i celowo zaaranżowana tak, aby maksymalnie utrudnić działanie uczestnikom zajęć. Do ćwiczeń wykorzystuje się tutaj specjalistyczne manekiny, przedstawiające obrażenia typowe dla ofiar wybuchów, ostrzału czy katastrof. Zadania obejmują między innymi wyniesienie rannego z niebezpiecznego terenu oraz jego transport do miejsca, w którym możliwe jest rozpoczęcie dalszego leczenia. Pokazywano również przykładową akcję ratunkową, w której niezbędna była amputacja kończyny rannego żołnierza. Oczywiście w tej roli wystąpił fantom. Personel, który brał udział w inscenizacji podkreślał, że w warunkach pola walki dużą uciążliwością są braki sprzętowe oraz okrojony skład osobowy ratowników. W warunkach wojennych istotne staje się również selekcjonowanie i decydowanie, który poszkodowany rokuje i może przeżyć, a którego niestety trzeba zostawić bez pomocy. 

Szkolenia odbywają się w warunkach celowo pozbawionych komfortu: bez zaawansowanego sprzętu, przy ograniczonej widoczności, w hałasie, dymie i wśród dźwięków symulujących alarmy oraz strzały. Tego typu scenariusze mają odzwierciedlać presję psychiczną i fizyczną, z jaką medycy mogą spotkać się w realnych sytuacjach zagrożenia życia.

– Stworzenie takiego miejsca, takich warunków frontowych, niweluje element zaskoczenia, który w pierwszej kolejności dezorganizuje możliwość działania w trudnych sytuacjach – tłumaczy Komorski, który dodał, że w przyszłości optymalnym rozwiązaniem byłoby przeszkolenie wszystkich obywateli z umiejętności zachowania w  warunkach zagrożenia, sytuacjach niecodziennych, kryzysowych, stresowych. – Podręcznik bezpieczeństwa to czysta teoria, ale podstawową wartością jest praktyka – mówi wojewoda. 

Powiązane galerie zdjęć:

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama