Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama STUDNIÓWKA 2026 - zobacz galerię zdjęć!
Reklama Obserwuj Dziennik Wschodni na Facebooku!

Alkoholowe omamy czy brutalne morderstwo? W Lublinie ruszył proces Jana H.

Nóż, mgła, utrata przytomności i poczucie nierealności zdarzeń. Tak feralną noc opisuje Jan H., 60-latek oskarżony o zabójstwo swojego wieloletniego znajomego. Jego proces właśnie rozpoczął się w Lublinie.
Alkoholowe omamy czy brutalne morderstwo? W Lublinie ruszył proces Jana H.
Oskarżony na rozprawie uczestniczył w formie zdalnej

Autor: Katarzyna Nakonieczna

Do zdarzenia doszło w nocy z 3 na 4 marca 2024 roku w gminie Sławatycze. Jak wynika z aktu oskarżenia przedstawionego przez prokuratora Mateusza Małeckiego, Jan H. miał kilkukrotnie zadać pokrzywdzonemu 78-latkowi ciosy nożem w okolice twarzy, szyi oraz klatki piersiowej, co doprowadziło do jego śmierci.

Katarzyna Nakonieczna

Co tak naprawdę wydarzyło się w Sławatyczach?

Jan H. ma wykształcenie zawodowe, na co dzień zajmował się rolnictwem. Od wielu lat zmagał się również z nałogiem. Jak sam przyznał przed sądem, w dniu zdarzenia znajdował się w trwającym ciągu alkoholowym.

– Ze względów osobistych opowiadałem wcześniej zupełnie inną historię. Opisałem sen, który miewa alkoholik w stanie majaczenia, gdy pojawiają się omamy i zwidy – mówił oskarżony podczas pierwszego dnia procesu.

Według jego wyjaśnień, 3 marca miał spotkać się nie z Witoldem P., lecz z innym mężczyzną.

– Zapytałem, czego ode mnie chce. Zaproponował rozmowę w mieszkaniu. On wszedł pierwszy. Gdy wchodziłem, zauważyłem, że złapał za nóż i zadał mi dwa ciosy. Pierwszy cios odbiłem ręką. Przy drugim złapałem jego rękę, a następnie lewą ręką chwyciłem za ostrze i wyrwałem mu nóż – relacjonował Jan H.

Po wyrwaniu noża oskarżony miał zadać napastnikowi dwa ciosy w okolice brzucha.

– Tylko dwa – podkreślał. – Spojrzałem na niego, uśmiechał się. W pewnym momencie przewrócił się na mnie. Gdy się ocknąłem, było już ciemno. Wyszedłem na posesję, ale była gęsta mgła. Nie widziałem własnych butów ani rąk. Nie potrafiłem określić kierunku, więc wróciłem do mieszkania i usiadłem. Byłem całkowicie obojętny, jakbym był poza tym światem – opowiadał przed sądem.

Rano mężczyzna udał się na stację paliw, gdzie – jak twierdził – pracowała żona pokrzywdzonego.

– Powiedziałem jej, że jej mąż nie żyje. Roześmiała się i powiedziała, żebym poszedł się przespać. Kupiłem setkę wódki – zeznał.

Tego samego dnia rodzina oskarżonego zabrała go do szpitala na kroplówkę. Nie został jednak przyjęty z powodu braku miejsc. Wieczorem został zatrzymany przez policję.

Jan H. podkreślał, że całe zdarzenie zapamiętał jak sen. Z Witoldem P., który faktycznie poniósł śmierć, miał wcześniej bardzo dobre relacje. Choć nie byli spokrewnieni, przez lata utrzymywali bliskie i serdeczne kontakty.

Proces prowadzi sędzia Sądu Okręgowego w Lublinie Aneta Świdzińska-Kozieł. Janowi H. za zabójstwo grozi kara dożywotniego pozbawienia wolności.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama