Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama STUDNIÓWKA 2026 - zobacz galerię zdjęć!
Reklama

Ivo Rodrigues (Motor Lublin): Nasi kibice zasługują na więcej niż cztery zwycięstwa

Rozmowa z Ivo Rodriguesem, piłkarzem Motoru Lublin
Ivo Rodrigues (Motor Lublin): Nasi kibice zasługują na więcej niż cztery zwycięstwa
Ivo Rodrigues dołączył do Motoru Lublin w lecie

Autor: Łukasz Wójcik/Motor Lublin

• Rozmawiałem niedawno z dwoma kibicami Motoru. Zapytali mnie czy wiem, co taki piłkarz, jak Ivo Rodrigues robi w Polsce i Lublinie, bo powinien grać w lepszej lidze. Jak to się zatem stało, że wylądowałeś w PKO BP Ekstraklasie? 

– (Śmiech) To trudne pytanie, brzmi, jakbym był co najmniej Messim, ale nie jestem. Myślę, że idealnie pasuję do waszej ligi. Normalnie pewnie dalej grałbym w Portugalii, ale ostatni sezon był jednak ciężki. Miałem ważny kontrakt, ale musiałem go zerwać ze względu na problemy z prezesem. Nie chcę do tego wracać, po prostu musiałem szybko znaleźć rozwiązanie i wybór padł na Motor. Przyznaję, że klub zrobił sporo, żeby podpisać ze mną umowę i przekonać mnie do przeprowadzki tutaj. Od razu dodam, że jestem naprawdę szczęśliwy, że trafiłem do Motoru. Podoba mi się ekstraklasa, lubię grać na Motor Lublin Arenie i naprawdę doceniam naszych kibiców. Tym bardziej, jeżeli zadają takie pytania, bo to znaczy, że też mnie lubią (śmiech). To świetne uczucie grać dla takich kibiców.

•  Pytałeś kogoś wcześniej o polską ligę? W młodzieżowej reprezentacji Portugalii miałeś chociażby okazję grać z Tomasem Podstawskim... 

– Jedyny zawodnik, jakiego podpytałem o Polskę, to Joel Perreira z Lecha Poznań, bo znałem go wcześniej. Rozmawialiśmy jednak głównie o kulturze i ludziach w Polsce. Wyjaśniał, że są normalni, spokojni i że liga mi się spodoba. Szczerze mówiąc znałem jednak ekstraklasę, wcześniej ją śledziłem, bo paru moich przyjaciół tutaj grało. Nie były to jakieś długie rozmowy. Nikt nie wiedział za to nic o Lublinie, nikt kogo znam nie był wcześniej u was w mieście. Dopiero trener Stolarski, zanim podpisałem kontrakt wszystko mi zaprezentował. Muszę przyznać, że naprawdę mi się wszystko podoba i cieszę się, że tutaj jestem.

•  Zima i śnieg też ci się podobają? 

– (Śmiech) Wiadomo, że to ciężka sprawa dla mnie jako Portugalczyka, bo nie jestem do tego przyzwyczajony. Grałem jednak kilka lat w Belgii i tam też widziałem trochę śniegu. W Polsce ostatnio jest go jednak niesamowicie dużo i jest niesamowicie zimno. Poza tym Lublin to jednak dla mnie duża, pozytywna niespodzianka. To małe miasto, w porównaniu do tego, do czego się przyzwyczaiłem. Jest jednak bezpiecznie, spokojnie, można sporo spacerować, nawet w śniegu i naprawdę nie ma na co narzekać.

•  Wspomniałeś o Belgii, a to było moje kolejne pytanie. Ponad trzy lata spędziłeś w Royal Antwerp. Jak wspominasz tą przygodę w innej lidze? 

– Na pewno pozytywnie. Nieźle sobie radziliśmy, w jednym z sezonów zdobyliśmy nawet puchar Belgii. Nadal śledzę zresztą, co się dzieje w tym klubie. Wiem, że później zdobyli mistrzostwo i grali w Lidze Mistrzów. Ten ostatni, decydujący o mistrzostwie mecz z Genkiem oglądałem zresztą z trybun. Byłem akurat na wakacjach i postanowiłem spotkać się z przyjaciółmi. Razem wybraliśmy się na stadion i widziałem na własne oczy, jak zdobywają mistrzostwo. Ja staram się śledzić poczynania moich byłych klubów. Wiadomo, że nie zawsze osobiście, ale często w telewizji czy przez internet. Jestem facetem, który stara się być w kontakcie i nie odcina się od swoich byłych klubów. Każdy zostaje w moim sercu. To dla mnie ważne, żeby dalej mieć z nimi jakiś związek. Jak gdzieś przychodzę, to naprawdę sprawia mi to dużo radości, więc nie mogę się tak po prostu od nich odciąć i zapomnieć. Każdy wspominam naprawdę miło. Myślę, że tak samo będzie z Motorem.

•  W Belgii twoim trenerem był Laszlo Boloni. Jak byś go porównał z trenerami w Motorze Lublin? To dwa zupełnie różne światy? 

– (Śmiech ) Tak, zupełne przeciwieństwo. Stara i nowa szkoła trenerska. W Motorze wszystko jest inaczej niż byłem przyzwyczajony, trenujemy zupełnie inaczej. Laszlo Boloni już wtedy był starszym szkoleniowcem, kiedy go poznałem. Pracowaliśmy naprawdę ciężko, ale trener miał też sporo dobrych pomysłów. Stawiał na ciężką pracę i nie było łatwo. W Lublinie trenerzy są bardziej zaangażowani i wrażliwi na życie zawodników. Nie powiedziałbym, że jedna lub druga szkoła trenerska jest lepsza lub gorsza, po prostu inna.

•  Po Belgii niespodziewanie wyjechałeś do Arabii Saudyjskiej... 

– Jeżeli mam być całkiem szczery, to po prostu wyjechałem tam dla pieniędzy. Trenerem był tam jednak szkoleniowiec, którego bardzo dobrze znałem z akademii FC Porto, mieliśmy też w składzie dwóch-trzech innych zawodników z Portugalii. Pensja to było jedno, a druga, to właśnie obecność rodaków. Podpisałem tam dwuletni kontrakt, ale nie dałem rady wytrzymać dłużej niż rok. Nie byłem w stanie przyzwyczaić się do innej kultury, która zupełnie do mnie nie pasowała. Nie było też łatwo grać, bo pogoda była szalona – niesamowite upały, nawet jak dla mnie. Pod względem piłkarskim to było jednak całkiem ciekawe doświadczenie. Miałem okazję zagrać z naprawdę niesamowitymi piłkarzami, jak Cristiano Ronaldo, Kante czy Benzema. Zresztą, mieliśmy też całkiem niezły sezon. W pucharze dotarliśmy nawet do półfinału. Pomimo tego wszystkiego, nie mogłem jednak zostać dłużej. Jeżeli nie jesteś szczęśliwy poza boiskiem, to ciężko jest pokazać pełnię swoich możliwości na boisku. Przez parę miesięcy może tak, ale na dłuższą metę to niemożliwe. Pieniądze są ważne, ale nie aż tak. Dlatego zdecydowałem się na powrót do Portugalii. Potem była oczywiście ta sprawa z prezesem jednego z klubów i tak wylądowałem w Motorze.

• Masz na koncie mnóstwo występów w reprezentacjach młodzieżowych swojego kraju, od U16 do U20. Miałeś też okazję wystąpić w dwóch dużych turniejach: mistrzostwach świata do lat 20 i mistrzostwach Europy do lat 19. Mundial zakończyliście na ćwierćfinale po porażce z Brazylią w rzutach karnych, a w ataku Canarinhos był wtedy chociażby Gabriel Jesus. Z kolei na Euro przegraliście w finale z Niemcami, dla których grał m.in. Joshua Kimmich... 

– Tak, to było fantastyczne doświadczenie, grać przeciwko najlepszym piłkarzom na świecie w swojej kategorii wiekowej. Ja byłem wtedy ważnym zawodnikiem w naszej kadrze, naprawdę czułem się bardzo dobrze. Pamiętam ten finał z Niemcami. Mieli nad nami dużą przewagę, bo większość ich graczy występowała już w Bundeslidze. Jedno to większe doświadczenie, a dwa, to fizyczność. Pod tym względem byli od nas zdecydowanie lepsi. Niewiele mogliśmy zdziałać w finale, przegraliśmy 0:1. Bardzo miło wspominam tamte czasy, kiedy grałem z, albo przeciwko tym najlepszym, nawet w Portugalii, jak: Bernardo Silva, Joao Cancelo czy Bruno Fernandes z 94 rocznika. Spotkałem na swojej drodze naprawdę wielu wspaniałych piłkarzy, pamiętam także kilku innych, jak: Ricardo Quaresma, Alex Sandro czy Casemiro. To było świetne doświadczenie. Teraz jestem w Motorze Lublin, wiadomo, że życie się zmienia, ale mam duży szacunek do ekstraklasy i cieszę się, że mogę te wszystkie doświadczenia z mojej kariery przenieść do Motoru i do Polski.

•  W grupach młodzieżowych często grałeś na bardziej ofensywnych pozycjach. Jako skrzydłowy lub nawet napastnik. Co się stało, że teraz występujesz w środku pola?

– To było w czasie mojej gry w Famalicao. Mieliśmy gorszy moment, nie wygrywaliśmy, więc trener postanowił coś zmienić. Jedną z tych zmian było przesunięcie mnie z pozycji lewego skrzydłowego na dziesiątkę. Wtedy zaczęliśmy grać lepiej i od tamtej pory zostałem już na tej dziesiątce, tak naprawdę nie wróciłem już na skrzydło. Szczerze mówiąc, chyba do 25 roku życia byłem jednak skrzydłowym. Później zaczęły się zmiany. Grałem nawet jako boczny obrońca, potem była ta dziesiątka, także wahadłowy. Kiedy wróciłem do Portugalii, to zacząłem występować jako ósemka, ostatnio nawet szóstka. Wraz z wiekiem sposób mojego grania mocno się zmienił. Wcześniej moim atutem i znakiem rozpoznawczym był drybling. Często wchodziłem w pojedynki jeden na jeden i wrzucałem piłkę w pole karne. Wraz z upływem lat, coraz bardziej zadawałem sobie sprawę, że jestem lepszy w środku boiska. Dlatego teraz, w Motorze gram jako ósemka. Uważam, że moja najlepsza pozycja to dziesiątka, ale nie mam problemów z bronieniem, lubię to robić. Zresztą, gra się tam, gdzie trener cię potrzebuje. Trzeba się zaadaptować do potrzeb drużyny i trenera. Uważam, że kiedy jesteś bardziej wszechstronny, to bardziej pomagasz zespołowi.

• Wróćmy jeszcze na chwilę do Motoru. Cieszysz się, że masz teraz w drużynie rodaka, czyli Fabio Ronaldo? 

– Zdecydowanie tak. To dobry dzieciak i naprawdę świetny zawodnik. Fajnie, że dwóch Portugalczyków może się spotkać i gdzieś wyjść razem w Lublinie. Fabio to także fantastyczny człowiek. Zresztą, znałem go już wcześniej, bo grał z moim bratem w grupach młodzieżowych. Cieszę się, że jest z nami, co ważne, pomaga też drużynie swoją grą, dryblingami i golami. Mam nadzieję, że będzie tak samo zadowolony z pobytu w Polsce, jak ja.

•  Zakończyliście 2025 rok na jedenastym miejscu w tabeli z dorobkiem 21 punktów. Uważasz, że powinniście wywalczyć ich więcej? 

– Myślę, że tak. Patrząc na mecze, które zremisowaliśmy, uważam, że 70 procent z nich powinniśmy wygrać, że na to zasługiwaliśmy. Jesteśmy jednak tylko dwa punkty nad ostatnim zespołem w tabeli, ale tak naprawdę większość drużyn jest blisko siebie. Nie ma wymówek, trzeba po prostu zagrać lepiej na wiosnę, spisać się lepiej pod każdym względem i spróbować patrzeć do przodu, a nie w tył. Z tym wsparciem, jakie dostajemy, najważniejsze jest, żeby odwdzięczyć się kibicom za to, co dla nas robią. Są na każdym meczu, a obejrzeli tylko cztery zwycięstwa. To zdecydowanie za mało. Chcemy im dać więcej radości.

• A myślisz już o przyszłości? Czy poszukasz sobie nowego miejsca, czy jednak zostaniesz na dłużej w Lublinie? 

– Najbliższe pół roku, to będzie bardzo ważny czas, mamy mnóstwo pracy do zrobienia. Musimy każdy mecz potraktować, jak finał. Wszystko zależy od tego, jak potoczą się kolejne miesiące. Jak na to wszystko zapatrują się: prezes i trenerzy, zobaczymy też, jak sobie poradzimy i jakie miejsce zajmiemy w lidze. Powtórzę jednak, że jestem szczęśliwy w Motorze. Lubię ten klub, uważam, że naprawdę jest dobrze zorganizowany. Lubię też miasto i kibiców, którzy są z nami na każdym wyjeździe i mocno nas wspierają. Uważam, że są jednymi z najlepszych w Polsce. Tak, jak mówiłem też wcześniej, PKO BP Ekstraklasa bardzo mi pasuje i czerpię sporo radości z gry u was, zwłaszcza na stadionie w Lublinie. Mam nadzieję, że zostanę, ale zobaczymy, jak potoczą się kolejne miesiące.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama