Był jednym pierwszych w historii absolwentów Akademii Medycznej w Lublinie. Studia medyczne skończył w 1955 r. Jeszcze dwa lata temu w Lublinie żyło pięć osób, z którymi studiował na roku. Zaczynało ponad dwustu.
Pochodził z Przeworska, ale urodził się w Biłgoraju. Wojna nie oszczędziła jego rodziny. Ojca Niemcy zabrali w 1939 r. Był nauczycielem. Został rozstrzelany jak wielu innych. Taki sam los spotkał jego dwóch starszych braci. Mieli 17 i 18 lat, kiedy stanęli przed plutonem egzekucyjnym. Nigdy nie odnalazł mogiły ani ojca, ani braci, mimo że przez wiele lat szukał miejsca ich pochówku. Często powtarzał, że razem z mamą mieli zawsze smutne Święto Zmarłych.
Mistrzostwa 74' widział na trybunach
Należał do rodziny długowiecznej. Mamę pochował trzy miesiące przed jej setnymi urodzinami. Nigdy nie palił papierosów. Jako dziecko grał w piłkę nożną i tenisa stołowego w Czarnych Przeworsk. Przez lata był związany zawodowo ze sportem jako lekarz. Był zapalonym kibicem. Pojechał nawet na mistrzostwa świata w piłce nożnej w 1974 r.; udało mu się także zobaczyć w akcji samego Pelego i Beckenbauera, kiedy ci grali w Cosmosie Nowy Jork.
Motor był jego ukochaną drużyną. Był z nią tak związany, że nawet jak klubowa kasa świeciła pustkami, to bez zbędnych ceregieli sięgał po portfel i kupował piłkarzom wodę, żeby mieli po treningu czy meczu. Jeszcze w ubiegłym sezonie pojawiał się na stadionie. Cieszył się jak dziecko z każdego zdobytego gola motorowców. Interesowały go transfery, martwiły kontuzje. Chciał o zespole wiedzieć wszystko, być na bieżąco. Związany był także z piłką ręczną, będąc działaczem TPR-u Lublin, kibicował Górnikowi Łęczna.
Lekarz i kibic
Stanisław Żelazny był jednak przede wszystkim lekarzem. Jeszcze kilka lat temu przyjmował pacjentów. Był jednym z najstarszych czynnych zawodowo neurologów w Polsce. W swoim lekarskim fachu przepracował niemal 70 lat. Kiedy przyjechał po maturze do Lublina, nie znał tu nikogo. Skazany był jedynie na siebie, swój upór i determinację. Studia skończył w terminie. Na tyle mu dobrze szła nauka, że otrzymał z ministerstwa stypendium specjalistyczne. Został neurologiem.
Zaczynał w szpitalu na Staszica, gdzie po uzyskaniu tytułu doktora został adiunktem. Potem wygrał konkurs na ordynatora oddziału neurologii w dopiero co powstającym szpitalu kolejowym. Na brak pracy nie narzekał. Został też wkrótce konsultantem wojewódzkim na Zamojszczyźnie. To dzięki jego determinacji powstały oddziały neurologiczne w Zamościu, Tomaszowie i Hrubieszowie.
Spartańskie warunki i jedna igła
- Pamiętam, że chociażby w Hrubieszowie szpital mieścił się w barakach i żeby do nich dojść, to trzeba było grzęznąć po kolana w błocie – mówił w 2023 roku. - Warunki były straszne. Ja na swoim oddziale miałem przez pewien czas np. tylko jedną igłę do punkcji kręgosłupa. Setki razy ją sterylizowaliśmy w garnku ustawionym na prowizorycznej kuchence elektrycznej. Brakowało aparatów do rentgena — zwłaszcza w przychodniach. Dzisiaj to wygląda zupełnie inaczej. Lekarz ma przed sobą obraz w znakomitej rozdzielczości, komplet wyników badań i z pewnością łatwiej mu o diagnozę. Ja miałem wtedy do dyspozycji co najwyżej termometr i ciśnieniomierz. Reszta to nos. Czuły. I zdarzało się, że bez skomplikowanej aparatury udawało się na ten nos zdiagnozować
np. guza - opowiadał.
Przepis na długowieczność? Słońce, dieta, ruch
Doktor Żelazny nigdy nie liczył, ilu wyleczył pacjentów przez te lata praktyki. Jako neurolog miał do czynienia głównie z osobami po udarach, wylewach. I zawsze podkreślał, że na zdrowie trzeba sobie zapracować. I radził swoim pacjentom pracować, mieć zainteresowania i się im poświęcać. - Ważna jest też dieta, unikanie używek, długie przebywanie na słońcu – mówił. - Nie znoszę bierności. Miałem w życiu zbyt wielu pacjentów, którzy większość dnia spędzali na kanapie przed telewizorem. I z papieroskiem w ręku.
Irytował go również zbyt łatwy dostęp do leków. Podkreślał, że czasami ze zgrozą patrzył na półki w marketach czy w małych sklepach, gdzie przy samej kasie można kupić wiele lekarstw. - Kiedyś to było nie do pomyślenia – podkreślał. - I ludzie się faszerują na potęgę — czy trzeba, czy nie trzeba. Jestem zdumiony też stanem zdrowia młodych ludzi. Nadwaga, nadciśnienie, wady postawy, coraz młodsi po zawałach, udarach. To nie jest nic dobrego.
Przed domowym meczem Motoru z Pogonią Szczecin zorganizowana zostanie minuta ciszy upamiętniająca zmarłego. Spotkanie to odbędzie się w sobotę, 2 lutego na Arenie Lublin.
Stanisław Żelazny, rocznik 1931
Przebieg pracy: praca z nakazu — Klinika Neurologiczna AM w Lublinie (1956-1958), ordynator neurologii 101. Okręgowego Szpitala Wojskowego w Lublinie (1958-1959), adiunkt Kliniki Neurologicznej AM w Lublinie (1963-1975), ordynator neurologii Okręgowego Szpitala Kolejowego w Lublinie(1975-1995), ordynator neurologii w Wojewódzkim Szpitalu Jana Pawła II w Zamościu (1995-2002). Odznaczony m.in. Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

















Komentarze