Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama STUDNIÓWKA 2026 - zobacz galerię zdjęć!
Reklama
Naszym zdaniem

Towarzystwa Przyjaciół Chińskich Ręczników - tak zaczynał Jurek Owsiak

Jest 1988 rok, radio mam nastawione na Rozgłośnię Harcerską. To rewelacyjna stacja dla młodych ludzi, tutaj można posłuchać polskiego rocka, tutaj pojawiają się alternatywni polscy muzycy. Któregoś dnia do studia zostaje zaproszony Wojciech Waglewski, założyciel zespołu VooVoo, który od trzech lat podbija polską scenę muzyczną. Ale Waglewskiego w tej rozmowie niemal nie słychać. Słychać za to jakiegoś dziwnego gościa, który wyrzuca z siebie tysiąc słów na minutę, lekko się zacina i żąda, żeby uwolnić słonia bredząc coś o chińskich ręcznikach. Słuchacze są zachwyceni, telefony do studia się urywają: Co to za wariat? Chcemy go więcej!
Owsiak intryguje, irytuje, szokuje, zachwyca i porywa. Jest bezpretensjonalny i naturalny, a przy tym barwny jak rajski ptak. Jest zaprzeczeniem wszystkiego, co mieliśmy w Polsce przed 1989 rokiem; nijakości, zwyczajności, poprawności. Jest inny, jest jakiś.
Magdalena Bożko-Miedzwiecka

Autor: DW

 

Słucham i uszom nie wierzę. Ale słucham dalej, bo ten facet ma w sobie coś wyjątkowego, przykuwa uwagę. W jego głosie słychać pasję, entuzjazm, radość. Słychać autentyczność. Ludzie mu wierzą i chcą wejść do jego szalonego, kolorowego, fascynującego świata. Nie ma w nim logiki, nie ma jakiegoś większego sensu, ale jest świetna zabawa. 

Kim jest ten wariatuńcio? Z jakiej choinki się urwał? Facet, którego od pierwszego usłyszenia pokochali Polacy, to Jurek Owsiak, niedoszły student psychologii i ASP. Miłośnik polskiego rocka, trochę dziennikarz, trochę konferansjer, trochę artysta. Kiedy ogłasza, że powołał do życia Towarzystwa Przyjaciół Chińskich Ręczników nikt nie wie o co chodzi. Co to za towarzystwo? Owsiak nie zamierza niczego tłumaczyć: Niech sobie każdy odpowie jak chce. Może nie znaczyć nic i może znaczyć wszystko. Ważne, że brzmi fajnie, egzotycznie, intrygująco. Inaczej niż wszystko dotąd. Kiedy pada hasło, żeby uwolnić słonia to też nie wiadomo o co chodzi, ale u schyłku PRL-u brzmi to jak radosny manifest wolnościowy. 

Owsiak intryguje, irytuje, szokuje, zachwyca i porywa. Jest bezpretensjonalny i naturalny, a przy tym barwny jak rajski ptak. Jest zaprzeczeniem wszystkiego, co mieliśmy w Polsce przed 1989 rokiem; nijakości, zwyczajności, poprawności. Jest inny, jest jakiś. Ma odwagę, by taki być; by iść w poprzek, gdy inni idą prosto, by kopniakiem otwierać drzwi, który zawsze były zamknięte.

Podobnie jak tysiące innych młodych ludzi w Polsce czekam na jego audycje w Rozgłośni Harcerskiej, na jego teksty w „Na przełaj”, a od 1991 roku na jego „Brum” w radiowej Trójce, „Róbta, co chceta” w telewizyjnej Dwójce i „Kręciołę” w radiowej Jedynce. 

27 stycznia 1989 roku Jurek Owsiak organizuje wielogodzinny koncert „Letnia zadyma w środku zimy”, który ściąga publiczność z całej Polaki. Młodzi ludzie czekają przed warszawską „Stodołą” już od czwartej rano. Występ kilkunastu polskich artystów i zespołów rockowych, w tym VooVoo, Kolaboranów, T.Love, Tomka Lipińskiego, transmituje na żywo Rozgłośnia Harcerska. To sukces: artystyczny, organizacyjny, medialny, za którym pójdą kolejne fantastyczne koncertowe wydarzenia: Zadyma na Torwarze, Festiwal w Jarocinie, Przystanek Woodstock (od 2018 pod nazwą Pol’and’RockFestival).

Muzyka łączy, daje radość i wolność. Jurek Owsiak ma za sobą wielką i wierną publiczność. To młodzi ludzie o otwartych sercach i kolorowych duszach, którzy chcą zmieniać świat. Cokolwiek Owsiak wymyśli – pójdą za nim jak w dym. Kiedy w 1992 roku zaprasza do swojego programu lekarzy i spontanicznie apeluje o wsparcie finansowe na zakup sprzętu medycznego dla umierających dzieci, to odzew z Polski jest natychmiastowy. Ludzie wierzą Owsiakowi. I chcą pomagać. 

3 stycznia 1993 odbywa się pierwsza zbiórka pieniędzy, „Pierwszy Finał”, który spotyka się z wielkim społecznym odzewem i kończy finansowym sukcesem. Dwa miesiące później Jerzy Owsiak i Walter Chełstowskiego powołują do życia Fundację Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Tak zaczyna się historia spektakularnej, największej w Polsce i jedynej na świecie akcji społecznej, której fenomen wymyka się jakimkolwiek ocenom. 

A wszystko za sprawą pewnego wariatuńcia z Rozgłośni Harcerskiej, który – na wspak, na przekór, w poprzek, wbrew wszystkiemu – chciał zmieniać świat i szukał do tego kompanów. Chyba sam nie wierzył, że znajdzie się ich aż tylu: zwyczajnych, fajnych, dobrych ludzi, którzy wspólnie dokonają rzeczy niemożliwych. 

Magdalena Bożko-Miedzwiecka – dziennikarka, rzeczniczka prasowa. Publikowała w Dzienniku Wschodnim, Newsweeku, Newsweeku Historii, Rzeczpospolitej, Twórczości, Akcencie, Karcie. Laureatka dziennikarskich nagród, m.in. Ostrego Pióra Business Centre Club, nagród w konkursie prasowym Mediów Regionalnych im. Jana Stepka za reportaże historyczne i społeczne, nagród Salus Publica Głównego Inspektora Pracy, nagrody im. Bolesława Prusa Związku Literackich Polskich.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama