Choć w trakcie komisji i sesji Rady Miasta Chełm padło wiele deklaracji, jedno nie ulega wątpliwości: temat schroniska pozostaje otwarty, a atmosfera wokół niego jest gęstsza niż kiedykolwiek wcześniej.
Iskra zapalna: psy na mrozie
Publiczna dyskusja wybuchła po interwencji z 9 stycznia, przeprowadzonej tuż przed nadejściem silnych mrozów. Na terenie schroniska dwa stare i chore psy przebywały na zewnętrznym wybiegu – na śniegu i mrozie. Próby wejścia na teren placówki zakończyły się fiaskiem, a sygnały od mieszkańców potwierdziły, że problem nie był incydentem, lecz trwał od dłuższego czasu.
Dzień później, 10 stycznia, do schroniska przyjechali urzędnicy, pracownicy MPGK, wolontariusze oraz radny Łukasz Krzywicki (KO). W trybie pilnym dowieziono słomę, zabezpieczono budy i ustawiono osłony przeciwwiatrowe. Te działania stały się później jednym z głównych punktów sporu.
– Już w listopadzie pytałem, czy schronisko jest gotowe na zimę. Wtedy problemu nie było. Pojawił się dopiero wtedy, gdy zrobiło się głośno – mówił Krzywicki. – To nie jest historia jednego dnia. To lata zaniedbań.
"Medialna nagonka" czy alarm?
Inny obraz sytuacji rysował wiceprezydent Chełma Radosław Wnuk, który konsekwentnie odrzucał zarzut, że działania miasta były wymuszone presją opinii publicznej.
– Urzędnicy nie musieli tam jechać. Pojechali, bo chcieli – przekonywał. – Nie zgadzam się z narracją, że ktoś został zmuszony do działania.
Wiceprezydent wielokrotnie mówił o „medialnej nagonce”, podkreślając, że emocje nie mogą zastępować protokołów kontroli. Problem w tym, że same protokoły – mimo licznych odwołań – nie zostały publicznie zaprezentowane.
Niedofinansowanie nie ze złej woli
Najbardziej systemowy głos należał do Chełmskiej Straży Ochrony Zwierząt. Jej przedstawiciel, Mariusz Kluziak, wskazywał wprost, że źródłem problemu nie jest zła wola, lecz dramatyczne niedofinansowanie placówki.
– Przy stawce kilku złotych dziennie na psa nie da się spełnić wymogów prawa – podkreślał. – To nie kwestia emocji, tylko przepisów.
Jak przypomniał, prawo jasno nakazuje zabezpieczenie zwierząt przed niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi, a przebywanie starych i chorych psów na mrozie nie podlega interpretacji.
– To schronisko w obecnej formie nie powinno funkcjonować – stwierdził bez ogródek.
Adopcja bez wiedzy
Dyskusję zdominowały procedury, ale jeden głos wyraźnie wyrwał ją z urzędowego tonu. Barbara Stafińska, mieszkanka Chełma, opowiedziała o adopcji psa.
– Pies był czipowany przy nas, w pomieszczeniu, które pełni jednocześnie funkcję biura, magazynu i gabinetu – relacjonowała. – Nie otrzymaliśmy książeczki zdrowia, a o stanie psa musiałam dopytywać.
Dopiero po czasie okazało się, jak poważne problemy zdrowotne miał adoptowany zwierzak i jak wiele informacji nie zostało przekazanych nowym opiekunom.
Siedem złotych na psa
Administrator schroniska Mirosław Blacha konsekwentnie odpierał zarzuty, wskazując na realia finansowe. – To około 7 zł dziennie na psa. Za te pieniądze robimy maksimum – powtarzał. – To, co się dzieje, to medialna nagonka. Podkreślał, że jego praca ma charakter misji i wolontariatu, a do funkcjonowania schroniska często dokłada z własnych środków. Jego stanowisko nie zostało zakwestionowane przez przedstawicieli miasta.
Im dłużej trwała debata, tym wyraźniej powracał jeden argument: „kontrole nie wykazały nieprawidłowości”. Sam fakt ich przeprowadzenia stał się tarczą chroniącą obecny model funkcjonowania schroniska.
W tym kontekście Małgorzata Sokół (KO) apelowała o analizę umowy i realny nadzór miasta. – Nie możemy zastępować odpowiedzialności komunikatami i doraźnymi kontrolami – mówiła. Jej emocje sięgnęły zenitu, gdy w trakcie trwającej debaty miasto opublikowało w mediach społecznościowych film sugerujący, że sytuacja w schronisku jest opanowana. – Po co w takim razie ta dyskusja? Kto uznał, że temat jest zamknięty? – pytała.
Bez rozstrzygnięcia, z ciężarem pytań
Sesja zakończyła się bez konkretnych decyzji. Jedynym sygnałem możliwej zmiany był wniosek radnego Wojciecha Wójcika (Chełmianie) o przygotowanie propozycji zmian budżetowych, które mogłyby zwiększyć finansowanie schroniska. Po wielogodzinnej debacie pozostało jednak przede wszystkim poczucie niedosytu. Schronisko w Chełmie stało się symbolem szerszego problemu – rozdźwięku między papierową poprawnością a realnymi warunkami życia zwierząt. Pytanie, czy miasto zdecyduje się na systemowe zmiany, wciąż pozostaje bez odpowiedzi.

















Komentarze