Nowy proces toczy się przed Sądem Rejonowym Lublin-Wschód w Świdniku. Oskarżeni nie przyznają się do winy. Podkreślają, że działali zgodnie z procedurami i że zatrzymany był agresywny oraz stwarzał zagrożenie.
Sąd: wcześniejszy wyrok oparto na błędach
Sąd odwoławczy, uchylając poprzednie rozstrzygnięcie, wskazał m.in. na nieprawidłową ocenę dowodów, błędy w ustaleniach faktycznych oraz niewystarczającą analizę nagrania z monitoringu, które zarejestrowało część interwencji.
Podczas pierwszej rozprawy odczytano wyjaśnienia złożone przez oskarżonych w trakcie śledztwa. Twierdzili, że mężczyzna próbował uciec, nie reagował na polecenia i mógł mieć przy sobie niebezpieczne przedmioty. Według nich mimo zastosowania kajdanek nadal się szarpał i krzyczał. Z tego powodu wezwano karetkę, podejrzewając, że może być pod wpływem narkotyków lub cierpieć na zaburzenia psychiczne.
W pewnym momencie zatrzymany stracił przytomność. Funkcjonariusze rozpoczęli reanimację.
Na 18 marca zaplanowano odtworzenie nagrania z monitoringu oraz przesłuchanie 12 świadków. Obrońcy zapowiedzieli również wniosek o powołanie trzeciego biegłego z zakresu taktyki i techniki interwencji policyjnych.
Tragiczna interwencja
Sprawa dotyczy wydarzeń z 25 sierpnia 2020 roku. Policję powiadomiono o agresywnym mężczyźnie w rejonie ul. Łęczyńskiej. Zatrzymania dokonał patrol, w którym byli Wojciech K. i Arkadiusz K.. Mężczyzna został obezwładniony w okolicach budynku Agencji Mienia Wojskowego, gdzie działa kamera monitoringu.
Prokuratura zarzuca funkcjonariuszom, że dociskali ciało zatrzymanego kolanami i rękami, ograniczając mu możliwość oddychania. Według śledczych użyta siła była nieproporcjonalna i nieadekwatna, a mężczyzna nie stanowił realnego zagrożenia.
Biegli stwierdzili, że przyczyną śmierci była tzw. asfiksja restrykcyjna, czyli nagła niewydolność krążeniowo-oddechowa wywołana przymusowym unieruchomieniem w stanie pobudzenia. W organizmie zmarłego wykryto środki psychotropowe.
źródło: PAP

















Komentarze