Jeszcze kilka lat temu wszystko wyglądało jak podręcznikowy przykład rozwoju miasta średniej wielkości. Na terenie dawnego dworca PKS w centrum Chełma miał powstać nowoczesny biurowiec klasy A połączony z nowym dworcem autobusowym – inwestycja warta dziesiątki milionów złotych, realizowana w ramach rządowego programu „Fabryka”. Miały być miejsca pracy, inwestorzy z sektora nowoczesnych usług i symbol cywilizacyjnego skoku.
Dziś w tym miejscu stoi ogrodzony plac budowy, wykopy i fundamenty, a nad całą inwestycją zawisł znak zapytania.
Miasto: „Byliśmy gotowi zapłacić więcej”
W sobotnim wpisie w mediach społecznościowych prezydent Chełma Jakub Banaszek poinformował, że Agencja Rozwoju Przemysłu nie zamierza kontynuować projektu. Jak podkreśla, miasto wielokrotnie próbowało ratować inwestycję – także finansowo.
– Złożyliśmy propozycję zwiększenia wkładu miasta do ponad 30 milionów złotych. Byliśmy gotowi przejąć większościowe udziały w spółce tylko po to, aby dokończyć budowę – poinformował prezydent.
Według władz miasta ARP odrzuciła tę propozycję, stawiając wyłącznie na likwidację lub sprzedaż spółki Fabryka Chełm. Jako powód wskazywana jest „brak rentowności projektu” po zmianach rynkowych wywołanych pandemią COVID-19.
– To argument używany dziś, choć budowa ruszyła w 2023 roku, po trzech latach przygotowań. Trudno nie odnieść wrażenia, że to argument dla argumentu – ocenia Banaszek.
„Dziwne ruchy” i zapowiedź sądu
Prezydent zapowiedział, że miasto poważnie rozważa skierowanie sprawy na drogę sądową. W jego ocenie sposób działania ARP budzi poważne wątpliwości.
Wskazuje m.in. na: rozbieżne informacje o rzeczywistych kosztach inwestycji, brak odpowiedzi na pisma miasta przez wiele miesięcy a także na sytuację, w której spółka-córka ARP nie otrzymuje wynagrodzenia, mimo że spółka Fabryka Chełm ma na koncie ponad 20 mln zł.
– To wygląda na celowe działanie, którego celem jest wymuszenie likwidacji projektu. Sąd, mając pełen wgląd w dokumenty, może bardzo szybko zweryfikować te działania – ocenia prezydent.
Program „Fabryka” i stracona szansa
Projekt w Chełmie był częścią szerszego programu realizowanego przez Agencja Rozwoju Przemysłu, którego celem było ożywienie gospodarcze miast tracących funkcje przemysłowe. W Chełmie inwestycja miała szczególne znaczenie – miasto od lat zmaga się z odpływem młodych ludzi i ograniczonym rynkiem pracy.
Biurowiec klasy A i nowy dworzec autobusowy miały stać się impulsem, który zmieni trajektorię rozwoju miasta. Zamiast tego Chełm został – jak mówią mieszkańcy – z „dziurą po marzeniach”.
Symbol podziału
Dziś ogrodzony teren po dawnym PKS-ie jest czymś więcej niż placem budowy. Stał się symbolem niespełnionych obietnic, administracyjnego chaosu i sporów między samorządem a państwową instytucją.
Prezydent nie ukrywa, że sprawa ma również wymiar polityczny i systemowy. Jego zdaniem Chełm – podobnie jak inne miasta Polski Wschodniej – znów znalazł się na końcu listy priorytetów.
Co dalej? Na razie odpowiedź jest brutalnie prosta: biurowca nie będzie, dworca nie będzie, a w centrum miasta zostaje pustka. Czy zakończy się ona sądowym wyrokiem, nowym inwestorem czy wieloletnim impasem – tego dziś nie wie nikt.
Pomimo tego, że ta historia jeszcze się nie skończyła, to jej finał może stać się ważnym precedensem dla relacji samorządów z państwowymi agencjami rozwojowymi.


















Komentarze