Naprzeciwko Sądu Rejonowego. Rzut beretem od Ogrodu Saskiego. Tuż obok redakcji Dziennika Wschodniego i kawiarni ParZona. Z widokiem na Skwer stulecia praw wyborczych Polek. U zbiegu Krakowskiego Przedmieścia i Krótkiej w górę pnie się kamienica z początku XX wieku. Władze Lublina stosunkowo niedawno odrestaurowały ją w duchu architektonicznego manieryzmu. Metodycznie ignorują jednak, że siedem lokali w budynku zajęli dzicy lokatorzy.
- Od momentu przejęcia przez nich mieszkań w kamienicy panuje strach. Klatki schodowe są brudne, „zaszczane”, pełne pustych butelek po alkoholu i śmieci, które wyrzucane są przez drzwi, a nie do kontenerów. Codziennie niszczony jest domofon. Administracja go naprawia, po czym następnego dnia znajdujemy go ponownie zdewastowanego. Wyłamywane są drzwi wejściowe. Na klatkach dochodzi do awantur. Wynikają one głównie z ciągłego pijaństwa – mówią nam mieszkańcy kamienicy przy Krakowskim Przedmieściu 53.
Dzikusy
Kilka lat temu. Umiera kobieta zamieszkująca lokal numer 21. Do Zarządu Nieruchomości Komunalnych wpływa zawiadomienie o udaremnionej przez sąsiadów próbie włamania do pustego mieszkania. Mieszkańcy informują, że zabezpieczyli wejście starymi meblami. Prowizorycznie, więc oczekują reakcji.
ZNK zabezpiecza mieszkanie, a jego pracownicy dowiadują się o innych pustych mieszkaniach w kamienicy, które mogłyby paść ofiarą przejęcia przez dzikich lokatorów. Półtora roku później rozpoczyna się masowy proceder włamywania się do pustych lokali i ich nielegalnego zajmowania. Przestraszeni sąsiedzi dzwonią do administracji. Wysyłają maile do ratusza. Ale tym razem w ich sprawie nic się nie dzieje.
Na czwartym piętrze umiera kolejna mieszkanka. Nikt w budynku nie ma wątpliwości, że polujący na okazję dzicy lokatorzy już o tym wiedzą. I faktycznie, następne kilkadziesiąt metrów kwadratowych pada ich łupem. Na klatkę schodową wyrzucają niepotrzebne im cudze meble i inne bibeloty. Przyjeżdża policja. Funkcjonariusze spisują „dzikusów”. I odjeżdżają.
Edyta Wójtowicz, zastępca komendanta miejskiego lubelskiej policji, na podstawie przenalizowanego materiału zebranego w postępowaniu, uznaje skargę lokatorów na mało efektywne interwencje mundurowych za bezzasadną. Któregoś razu dyżurny na komisariacie pyta lekceważąco: „To wasze mieszkania? Nie? To co się przejmujecie”.
Wysadzą kamienicę
- Jesteśmy bezsilni – skarżą się nasi rozmówcy.
Szczególnie niebezpieczna wydaje się jedna z dzikich lokatorek. Niedawno włamała się do głównego zaworu wody kamienicy i odcięła dostęp do niej wszystkim mieszkańcom. Pod wpływem alkoholu lub narkotyków krzyczała, że „wysadzi budynek w powietrze” i że „wszystkich załatwi”. Zdarzyło jej się również grozić sąsiadom śmiercią. Publicznie, na klatce schodowej.
Dzicy lokatorzy przy Krakowskim Przedmieściu 53 to młodzi ludzie, często przed trzydziestym rokiem życia. Ale skrajnie zdemoralizowani, niczym bohaterowie „Trainspotting” czy innego „Requiem dla snu”. Codziennością legalnych mieszkańców kamienicy, a niekiedy są to prawie stuletnie kobiety, stały się więc awantury, krzyki, tłuczenie się, walenie w podłogę, nieustające przez cały dzień i pół nocy hałasy.
Jedna z „dzikusek”, gdy tylko zorientowała się, że z powodu zaległości czynszowych opuszczony został sąsiedni lokal, własnoręcznie przebiła ścianę między mieszkaniami i zajęła jeszcze większą przestrzeń.
- Próbowaliśmy z nimi rozmawiać. Nic to nie dawało. Podobnie jak dzwonienie na policję. W końcu zaprzestaliśmy nawet zgłaszania tych patologii. Sprawę skierowaliśmy do sądu. Ale cóż z tego, skoro boimy się wracać do własnych mieszkań, w których ani nie da się normalnie żyć, ani chociaż odpocząć? Płacimy czynsz, media, kolejne podwyżki. A oni zagnieździli się na dziko, bez umów, na koszt nasz i miasta.

Nie mają wpływu
Sekretarz miasta Andrzej Wojewódzki informuje legalnych lokatorów kamienicy przy Krakowskim Przedmieściu 53, że Zarząd Nieruchomości Komunalnych podjął „stosowne działania niezwłocznie po otrzymaniu zawiadomienia od administratora” i „prowadzi czynności w przedmiotowej sprawie zgodnie z posiadanymi kompetencjami”, ale „jednocześnie nie ma wpływu na czas i sposób procedowania sprawy przez inne organy, takie jak policja czy sąd”.
Wojewódzki wyjaśnia, że ZNK zobowiązuje administratorów do zabezpieczania pustostanów przed włamaniami. Sprawują oni dozór poprzez plombowanie, zdemontowanie urządzeń sanitarnych z zaślepieniem instalacji i odcięcie instalacji elektrycznej. Wszystkie wolne lokale powinny mieć również zabezpieczone drzwi wejściowe, a w przypadku tych na parterze także okna.
ZNK ma możliwość zastosowania kary z tytułu niewłaściwego wykonywania zadań przez administratora. Miasto w związku ze zgłoszeniami legalnych mieszkańców kieruje do komendanta miejskiego policji Adama Beczka prośbę o podjęcie działań prewencyjnych mających na celu zwiększenie poczucia bezpieczeństwa mieszkańców nieruchomości.
Komendant Miejski Policji w Lublinie przekazuje do biura prezydenta Krzysztofa Żuka, że nie potwierdza zagrożeń dla bezpieczeństwa mieszkańców kamienicy przy ulicy Krakowskie Przedmieście 53 ze strony lokatorów „zamieszkujących” pod numerem 30.
Andrzej Wojewódzki radzi, żeby zgłaszać na policję zakłócanie spokoju, porządku publicznego, spoczynku nocnego, wywoływanie zgorszenia w miejscu publicznym bezpośrednio w czasie występowania zakłóceń. Podobnie zresztą z groźbami karalnymi. Tymi, które dotyczą pobicia i śmierci.
Nie są w stanie
Jan Jarowicki, zastępca dyrektora ZNK, pisze w urzędowym piśmie, że jednostka organizacyjna gminy w grudniu 2025 roku rozpoczęła procedurę zmierzającą do odzyskania dziko zajętego lokalu.
- W trakcie czynności kontrolnych wezwano na piśmie do dobrowolnego opróżnienia i zwrotu lokalu osoby nieuprawnione do zamieszkiwania – przekazuje Jarowicki.
Kolejnymi krokami będą pozew do Sądu Rejonowego w Lublinie i wniosek na policję o ściganie w oparciu o artykuł 193 Kodeksu Karnego, który brzmi tak: „Kto wdziera się do cudzego domu, mieszkania, lokalu, pomieszczenia albo ogrodzonego terenu albo wbrew żądaniu osoby uprawnionej miejsca takiego nie opuszcza, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku”.
- Jakkolwiek mimo dopełnienia wszelkich formalności nie jesteśmy w stanie przewidzieć terminu odzyskania lokalu z uwagi na przewlekłość postępowań sądowych – dodaje zastępca dyrektora ZNK.
Zarząd Nieruchomości Komunalnych, jak czytamy w odpowiedzi przekazanej legalnym mieszkańcom kamienicy, przypomina przy tym, że w świetle obowiązujących przepisów prawa straż miejska i policja nie posiadają prerogatywy do usuwania dzikich lokatorów.
Jedynym prawnie usankcjonowanym sposobem odzyskiwania samowolnie zajętych lokali mieszkalnych jest wystąpienie przez pokrzywdzonego na drogę postępowania sądowego z pozwem o eksmisję, co następuje niezwłocznie po zgłoszeniu zdarzenia przez administrację budynku.
Wołanie o pomoc
O patologii w kamienicy przy Krakowskim Przedmieściu 53 pierwszy raz usłyszeliśmy w Radzie Miasta na Komisji Skarg, Wniosków i Petycji. Ta uznała zażalenie za bezzasadne, choć radny Piotr Popiel zaznaczył, że na nieruchomość należy zwrócić szczególną uwagę.
- To było wołanie o pomoc. Nie wiedzieliśmy, jak to nazwać – mówili skarżący.
I dodawali, że o wszystkim informowali na bieżąco administrację budynku, która odmówiła im rozmowy, policję, ZNK, prezydenta Żuka, wojewodę Komorskiego, przewodniczącego Rady Dzielnicy Śródmieście, Rzecznika Praw Obywatelskich, Radę Miasta Lublin i kilku posłów z Lubelszczyzny.
- W budynku przy Krakowskim Przedmieściu 53 na chwilę obecną jest siedem samowolnie zajętych lokali. Często bywa tak, że byli najemcy, którzy również nie mieli tytułu prawnego do lokalu, po cichu przekazują klucze kolejnym osobom albo informują znajomych, że go opuszczają i przekazują im możliwość wejścia. Myślę, że nikt nie jest w stanie tego całkowicie wyeliminować i w stu procentach skutecznie zabezpieczyć mienia – rozkładał ręce Piotr Samolej, dyrektor ZNK, na Komisji Skarg, Wniosków i Petycji.
Przekonywał, że ZNK przykręca sztaby, wstawia dodatkowe zamki, odłącza instalację elektryczną i uznaje ją za niesprawną, co ma uniemożliwić nielegalne podłączanie do niej, usuwa sanitariaty i wodę, a pomimo tego dzicy lokatorzy i tak wprowadzają się do mieszkań. Nie pomaga również wysłanie komisji, która informuje ich o ewentualnych konsekwencjach prawnych. „Dzikusy” nie opuszczają lokali. Konieczna jest droga sądowa. Mija pół roku, rok, półtora roku.
- Niestety, ostatnie orzeczenia sądowe są dla nas i dla gmin dość niekorzystne. Większość wyroków nakazuje zarządcy przygotowanie lokalu socjalnego dla osoby zajmującej mieszkanie bez tytułu prawnego, zanim możliwe będzie jej usunięcie. Policja również niechętnie z nami współpracuje, tłumacząc to obowiązkiem działania zgodnie z przepisami prawa. De facto problemu dzikich zajęć nie da się rozwiązać na poziomie gminy. Jest to głębszy problem. Wymagający zmian na poziomie ustawodawczym. Inaczej nie będziemy w stanie działać – mówił Samolej.
- Trudno jest nam zapewnić w każdym obiekcie całodobowy nadzór. O porządek w budynkach w pierwszej kolejności muszą dbać sami mieszkańcy. I to oni powinni reagować na niewłaściwe zachowania i informować o każdym niepokojącym zdarzeniu policję. Nie wszystko bowiem jesteśmy w stanie kontrolować na bieżąco. Jeżeli jednego dnia reperowany jest domofon, a drugiego dewastowany, to nic nie jesteśmy w stanie z tym zrobić. Nakłady finansowe na budynek przy Krakowskim Przedmieściu 53 w ostatnich latach były znaczące. Robiona była elewacja, klatki schodowe remontowane. Cóż począć? Tacy ludzie tam mieszkają… - puentował dyrektor Zarządu Nieruchomości Komunalnych.
Nielegalne praktyki
Piotr Samolej z ZNK poinformował, że w sprawie lokalu numer 30 zapadł wyrok sądowy o eksmisji bez prawa do lokalu socjalnego. Eksmisja wciąż nie została przeprowadzona.
- W Lublinie na mieszkanie komunalne czeka się latami, a w praktyce można je zająć nielegalnie i bez konsekwencji – złoszczą się legalni mieszkańcy kamienicy przy Krakowskim Przedmieściu 53.














Komentarze