Obywatel Mołdawii został schwytany w poniedziałek, 16 lutego, gdy uruchomił hamulec ręczny w trzech wagonach towarowych pociągu towarowego relacji Szczecin-Dorohusk. Jak informował cytowany przez PAP gen. insp. Marek Boroń, komendant główny policji, mogło to doprowadzić do wykolejenia składu. Ten wiózł 37 wagonów wypełnionych paliwem.
Do zdarzenia doszło, gdy pociąg jechał przez stację kolejową w Puławach. Stało się to tuż po tym, jak ukrywający się między wagonami pociągu obcokrajowiec, ku zaskoczeniu pracowników obsługi, w pewnym momencie ujawnił się i podszedł do maszynisty żądając pozwolenia na dojazd do Dorohuska. Gdy usłyszał, że nie ma takiej możliwości, pobiegł do wagonów i zaciągnął hamulec w trzech z nich. Pociąg wiozący olej napędowy zatrzymał się. Niedługo później Mołdawianin był już w rękach polskich służb - patrolu złożonego z funkcjonariuszy policji, Straży Ochrony Kolei oraz żołnierza Wojsk Obronty Terytorialnej - biorących udział w zaplanowanej operacji "TOR".
25-latek miał przy sobie m.in. kilka telefonów komórkowych, karty SIM, powerbanki, inny sprzęt elektroniczny oraz dokumenty w języku rosyjskim. Dzisiaj, w środę, 18 lutego, podejrzany został zabrany do Prokuratury Okręgowej w Lublinie, gdzie usłyszał zarzut spowodowania bezpośredniego niebezpieczeństwa eksplozji materiałów łatwopalnych zagrażających życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach. Grozi mu do 10 lat więzienia.
O zdarzeniu powiadomiono Prokuraturę Krajową, Służbę Kontrwywiadu Wojskowego, Delegaturę Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Centralne Biuro Śledcze Policji. Śledczy próbują ustalić cel wizyty obcokrajowca w naszym kraju, jego powiązania oraz to, czy podjęte przez niego działania były prowadzone na zlecenie.















Komentarze