Na Placu Zamkowym jak zwykle nie brakowało różności — od filiżanek Rosenthala po zabawki z czasów PRL. Jak co miesiąc, w ostatnią niedzielę, spotkali się wystawcy oraz potencjalni nabywcy antyków i przedmiotów z historią.
Nie zabrakło też zegarów sygnowanych przez niemiecką firmę Becker, mebli w stylu holenderskim czy artystycznego rękodzieła prosto z Bieszczad.
Jak zwykle było również coś dla ciała — miody z Roztocza czy chałwa z Ukrainy. Sporą popularnością cieszyła się kawa i herbata w okolicznych piekarniach oraz lokalach gastronomicznych.
Najbardziej wytrwałych nie odstraszyła wczesnowiosenna aura, która co chwilę raczyła amatorów spotkań na lubelskiej giełdzie staroci „zimnym prysznicem”.














Komentarze