Do zdarzenia doszło 15 lutego wieczorem. Jak informuje Komenda Powiatowa Policji w Opolu Lubelskim, funkcjonariusze zostali wezwani na miejsce po zgłoszeniu przedstawiciela Fundacja Wzajemnie Pomocni.
- Policjanci ustalili, że na terenie posesji znajdowało się około 30 psów różnych ras. Lekarz weterynarii obecny podczas interwencji nie stwierdził znęcania się nad zwierzętami. Właściciel, z uwagi na konflikt rodzinny, dobrowolnie zrzekł się psów na rzecz fundacji, która zajęła się nimi za jego zgodą - przekazała kom. Sabina Piłat-Kozieł z KPP w Opolu Lubelskim.
Na miejscu obecny był również przedstawiciel Powiatowego Inspektoratu Weterynarii. Z informacji przekazanych przez Mariusza Zalewskiego, powiatowego Lekarza Weterynarii w Opolu Lubelskim, wynika, że hodowla została zarejestrowana w listopadzie 2021 roku i należała do Stowarzyszenie Miłośników i Hodowców Psów Klub Little Dog.
- W hodowli przeprowadzono trzy kontrole: przy rejestracji w 2021 roku oraz w latach 2023 i 2024. Kontrole te nie wykazały nieprawidłowości. W grudniu 2023 roku otrzymaliśmy anonimowe zgłoszenie od osoby niezadowolonej z zakupu psa. Przeprowadzona kontrola interwencyjna również nie potwierdziła uchybień - informuje Zalewski.
Podczas lutowej interwencji inspektor weterynaryjny stwierdził jednak nieprawidłowy stan higieniczny kojców w budynku, gdzie wcześniej przebywały szczenięta z matkami - zabrudzone podłoże, puste miski bez wody i z resztkami jedzenia. W zewnętrznych boksach znajdowała się mokra słoma, podłoga była zabrudzona odchodami, a w miskach była zamarznięta woda. Warunki bytowe - jak wskazano budziły wątpliwości co do utrzymania higieny.
W hodowli znajdowało się 18 psów dorosłych oraz 8 szczeniąt w wieku około dwóch miesięcy ras: buldog francuski, cavalier king charles spaniel, boston terrier, maltańczyk i cavapoo. Podczas oględzin oceniono, że psy były w średniej kondycji. U dwóch suk rasy boston terrier widoczne były powiększone pakiety mleczne i zaczerwienione opuszki łap. Jeden z cavalierów miał zaawansowany wrzód rogówki. Zastrzeżenia wzbudził również stan pielęgnacji - skołtuniona sierść.
Zupełnie inaczej sytuację opisują przedstawiciele fundacji.
- W naszej ocenie psy przebywały w bardzo złych warunkach. Było minus 17 stopni, część zwierząt znajdowała się w zewnętrznych kojcach bez odpowiedniej wyściółki. Niektóre miały widoczne zmiany skórne, problemy z uzębieniem, były lękowe. Szczenięta wcześniej przebywały w zabrudzonym pomieszczeniu gospodarczym - relacjonuje prezes fundacji Aleksandra Lipianin-Białogrzywy.
Adoptuj, nie kupuj
Przedstawicielka Fundacji podkreśla, że część psów była oferowana do sprzedaży za pośrednictwem portali sprzedażowych typu OLX, a zdjęcia w ogłoszeniach nie oddawały rzeczywistych warunków ich utrzymania.
- Apelujemy, by weryfikować miejsce pochodzenia zwierzęcia i nie wspierać pseudo-hodowli. Kupowanie psa w takich warunkach napędza popyt i powoduje cierpienie kolejnych zwierząt - zaznacza.
Podczas interwencji fundacji przekazano informację, że psy mogą zostać zabezpieczone procesowo przez policję. Ostatecznie, po zrzeczeniu się zwierząt przez właściciela, czynności zakończono, a 26 psów trafiło pod opiekę organizacji.
- Obecnie zwierzęta przechodzą diagnostykę i leczenie. Fundacja zapowiada, że po zakończeniu kwarantanny i niezbędnych zabiegów będą szukać dla nich domów tymczasowych i stałych - podsumowuje prezes Fundacji.
Powiatowy Lekarz Weterynarii zapewnia, że każdy sygnał o nieprawidłowościach jest traktowany poważnie i skutkuje niezwłoczną kontrolą. Organizacje prozwierzęce zwracają jednak uwagę, że problem pseudo-hodowli wciąż istnieje, a kluczowa jest świadomość kupujących.
Sprawa ze Skokowa pokazuje, jak różne mogą być oceny tej samej sytuacji - od „średniej kondycji” i braku stwierdzonego znęcania się, po obraz wieloletnich zaniedbań. Ostateczną ocenę pozostawią dalsze czynności służb oraz stan zwierząt, które dziś są już poza hodowlą.














Komentarze