Na Wojciecha Wołocha natknęliśmy się w budynku Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości i Administracji, gdzie podczas spotkania Regionalnego Ośrodka Debaty Międzynarodowej przemawiał minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. 56-letni wicewojewoda lubelski siedział w pierwszym rzędzie niedaleko wojewody Krzysztofa Komorskiego, ale też chociażby europosłanki Marty Wcisło i posła Michała Krawczyka z Koalicji Obywatelskiej.
Chwilę wcześniej Onet poinformował, że Wołoch opuścił szeregi Polski 2050. Wcześniej z partii od niedawna kierowanej przez Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz odeszło kilkunastu parlamentarzystów pod wodzą minister klimatu i środowiska Pauliny Hennig-Kloska, w tym dwoje polityków z Lubelszczyzny - Joanna Mucha i Sławomir Ćwik.
- Potwierdzam, nie ma mnie już w Polsce 2050 - przekazał nam Wołoch.
Spytaliśmy, jak ściśle jest to związane z wielkim rozłamem w partii i woltą części już byłych działaczy wobec Pełczyńskiej-Nałecz.
- Nie będę komentował personalnych przetasowań. Złożyłem rezygnację z powodów etycznych. Robię to z wielkim bólem i niechętnie. Ta decyzja bardzo dużo mnie kosztowała. Musiałem ją jednak podjąć z prostej przyczyny. Mam dość tej sytuacji. Permanentnego konfliktu i klinczu, który niczemu nie służy. To powoduje, że formacja stanęła w miejscu. Zamiast iść do przodu i pracować, zamyka się w niekończących się wewnętrznych sporach. To jest ponad moje siły. I nie chodzi o to, że jestem słabym człowiekiem. Przez ponad dwadzieścia lat pełniłem służbę w mundurze. Przeżyłem w życiu naprawdę bardzo trudne sytuacje. Nie chodzi więc o słabość psychiczną ani fizyczną. Chodzi o słabość w sensie zobowiązania wobec ludzi. Zobowiązania do pracy. A nie do trwania w miejscu, które koncentruje się wyłącznie na wewnętrznych sporach - mówi wicewojewoda lubelski w rozmowie z Dziennikiem Wschodnim.
Wołoch ukończył politologię na Uniwersytecie Warszawskim i Wyższą Szkołę Oficerską Wojsk Zmechanizowanych. Kształcił się też w Akademii Obrony Narodowej i Akademii Sztuki Wojennej. Od głębokich lat dziewięćdziesiątych służył w Straży Granicznej. Doszedł do stopnia pułkownika, był zastępcą komendanta Nadbużańskiego Oddziału Straży Granicznej, pełnił obowiązki komendanta Karpackiego Oddziału Straży Granicznej. Odznaczono go Brązowym Krzyżem Zasługi i Srebrnym Krzyżem Zasługi.
W 2010 roku przeszedł na emeryturę i przez pięć kolejnych lat pracował na kierowniczych stanowiskach w Lubelskim Urzędzie Wojewódzkim. W świecie polityki swoich sił próbuje dość nieśmiało. Swojego czasu bezskutecznie kandydował do Sejmiku Województwa Lubelskiego z list Platformy Obywatelskiej. Wiele lat później zaangażował się w Polskę 2050, powstającą po wyborczym sukcesie Szymona Hołowni. Mówiło się nawet, że może stanąć do walki z Krzysztofem Żukem o prezydenturę w Lublinie, ale tak się nie stało. A teraz nie ma go już w żadnej partii.
- Ja nigdy nie zabiegałem o karierę polityczną i nie udowadniałem jej na siłę. Wcześniej byłem funkcjonariuszem państwowym. Służyłem w Straży Granicznej. Później byłem urzędnikiem administracji rządowej. Dziś nadal nim jestem, tylko w funkcji wicewojewody. Dla mnie bycie państwowcem to jest wielki zaszczyt. To jest coś fundamentalnego. Nie szukam kariery politycznej w rozumieniu samej polityki. Szukam pracy na rzecz państwa. Do tego się zobowiązałem i to robię - stwierdza Wołoch.















Komentarze