W mieście i gminie Urzędów w powiecie kraśnickim od miesięcy tematem, który rozgrzewa emocje mieszkańców, są plany budowy 16 elektrowni wiatrowych. Władze miasta już liczą obiecane przez inwestora miliony z podatków, ale nie wszyscy ten entuzjazm podzielają. Wielu zamieszkujących miejscowości położone najbliżej planowanej farmy wiatrowej walczy o to, by gmina na ten rodzaj energii nie stawiała. Nie wierzą w obietnice zysków, obawiają się natomiast spadku wartości gruntów i negatywnych skutków przedsięwzięcia na środowisko.
"Nie udzielam głosu"
Przeciwnicy inwestycji oraz jej zwolennicy od dłuższego czasu ścierają się ze sobą, zbierają podpisy przy kontrpetycjach i próbują przekonywać innych do swoich argumentów. W czwartek, 26 lutego, ten coraz bardziej powszechny spór zogniskował się wokół obecnego i byłego przewodniczącego rady miasta. Ten pierwszy, Grzegorz Chudzicki, prowadził sesję. Drugi, Kazimierz Jagiełło, brał w niej udział, stojąc na czele grupy protestujących przeciw wiatrakom mieszkańców. W pewnym momencie pomiędzy obydwoma panami doszło do wymiany zdań, która zakończyła się interwencją policji.
Na sesji zaplanowano trzy punkty dotyczące rozpatrzenia petycji w sprawie sprzeciwu wobec lokalizacji i zmianom w miejscowym planie zezwalającym na budowę wiatraków. Przed głosowaniem pierwszej z nich, złożonej przez mieszkańców sąsiedniej gminy Borzechów, głos chciał zabrać jeden z inicjatorów petycji. Mężczyzna podniósł rękę, ale przewodniczący głosu mu nie udzielił, proponując zrobienie tego pod koniec zebrania. Radni, zgodnie z opinią komisji skarg i wniosków, petycję większością głosów odrzucili (11 do 2).
"Metody jak z PRL-u"
Przed głosowaniem nad dwoma kolejnymi petycjami, w tej samej sprawie, a więc przeciwko farmie wiatrowej, na zabranie głosu liczył lider stowarzyszenia "Przyszłość Urzędowa", były szef rady, Kazimierz Jagiełło - autor obydwu dokumentów, inicjator protestu. Przewodniczący do głosu go jednak nie dopuścił, udzielił mu za to "ostrzeżenia", szybko zamknął dyskusję i zarządził przerwę. W jej trakcie, jak wiemy, Chudzicki próbował wyprosić Jagiełłę z sali, a gdy ten nie posłuchał - wezwał policję.
- Na miejsce przyjechał patrol, policjanci początkowo poprosili mnie o opuszczenie sali, ale gdy wyjaśniłem im co się dzieje, zrozumieli, że nie doszło do łamania prawa, czy zakłócania porządku. Oczywiście pozwolili mi zostać. Sesja powinna być otwarta dla każdego. Po wszystkim otrzymywałem sygnały od mieszkańców, którzy myśleli, że mnie zamknęli - mówi nam Kazimierz Jagiełło.
- To są metody jak z PRL-u, robią wszystko, żeby nie dopuścić mnie do głosu. To było celowe działanie, żeby mnie zdyskredytować. Takie prowadzenie sesji to kpina - ocenia społecznik.
Po przerwie radni obydwie petycje, takim samym stosunkiem głosów, zgodnie z opinią komisji skarg, pozostawili bez rozpatrzenia. Wyłączenie możliwości zabrania głosu ich autorom skrytykował radny Andrzej Rolla, szef komisji budżetu.
- Ten, kto składał petycje zasługuje na wysłuchanie go. Dużo czasu by to przecież nie zajęło. Składający nawet nie zostaje dopuszczony do głosu a jeśli już, jak w przypadku sołtysa Ludwinowa, może to zrobić dopiero na końcu na sesji. Po co wtedy miałby to robić, skoro wszystko zostało już powiedziane? - argumentował, nazywając przebieg zebrania dziwną sytuacją.
Wyprosił z sali
A co na to wszystko przewodniczący?
- Uznałem, że skoro radni wysłuchali już argumentów inicjatorów petycji podczas kilku zebrań komisji, nie ma potrzeby powtarzania tego samego w trakcie sesji - mówi nam Grzegorz Chudzicki.
Na pytanie o zasadność wezwania policji odpowiada:
- Musiałem wezwać policję, bo pan Jagiełło, mimo ostrzeżeń z mojej strony, nie stosował się do moich poleceń. Gdy bez mojej zgody, mimo ogłoszenia przerwy, próbował zabrać głos, poprosiłem go o opuszczenie sali. Nie zrobił tego, więc nie miałem innego wyjścia - tłumaczy.
Miejscy królewicze
Co ciekawe, to nie pierwszy raz, kiedy przewodniczący urzędowskiej rady jest krytykowany za autorytarny styl prowadzenia obrad. Trochę ponad rok temu, gdy w gminie dyskutowano o przyszłości małych szkół, Chudzicki również ograniczał swobodę wypowiedzi.
- Niektórym to się chyba w d**** poprzewracało, odkąd Urzędów stał się miastem. Zapomnieli, że rada to przedstawiciele mieszkańców, wybrani przez mieszkańców i opłacani z podatków mieszkańców i to właśnie tu mieszkańcy mają prawo zabierać głos, a pan przewodniczący jest tylko wynajętym przez nich najemnikiem - grzmiał wtedy Konrad Abramek, uczestnik sesji z końcówki 2024 roku. Była to reakcja na to, że decyzją Chudzickiego głos w sprawie szkół zabrały tylko dwie osoby. - I na koniec jeszcze usłyszeliśmy, że jak komuś się nie podoba sposób prowadzenia obrad to ma opuścić salę. Ale żeście se królewiczów w tym Urzędowie wybrali! - ocenił.
Komisja uspokaja
Wracając do spraw bieżących i wiatrakowych petycji, powody ich odrzucenia wymienił radny Wiesław Zając z komisji skarg, wniosków i petycji. Ten przypomniał, że dotychczasowe uchwały dotyczące zmian planistycznych przyjęto zgodnie z prawem, nie zostały one unieważnione ani zaskarżone do sądu administracyjnego, a sam plan był wyłożony do wglądu i publicznie omawiany.
Radny wskazał również właściwe organy do ocen kwestii środowiskowych (RDOŚ) oraz ochrony gruntów rolnych (minister rozwoju wsi). Komisja poinformowała jednocześnie, że zgoda na przeznaczenie działek (ponad 4 ha) pod działalność pozarolniczą została już wydana. - W skali gminy nie będzie prowadziło to do znaczącego ubytku przestrzeni dla rolnictwa - oceniono. Zdaniem komisji wiatraki nie zaszkodzą również wartości gruntów położonych w ich pobliżu, bo w obrębie farmy obowiązuje zakaz zabudowy mieszkaniowej. Ponadto, radni zasugerowali, że do budowy wiatraków droga jest jeszcze daleka, a sam inwestor poza pozwoleniem, będzie musiał zdobyć m.in. decyzję środowiskową.
Tego nie chciano na sesji:
Z przytoczoną argumentacją nie zgadza się stowarzyszenie "Przyszłość Urzędowa", które zapowiada już zaskarżenie wszystkich wiatrakowych uchwał do sądu administracyjnego.
Niżej prezentujemy oświadczenie stowarzyszenia, którego odczytanie na sesji zostało zablokowane przez decyzję przewodniczącego rady.
















Komentarze