Początek zawodów należał do „Medalików”, ale im dalej w las, tym więcej do powiedzenia mieli także gospodarze. Już w piątej minucie niewiele zabrakło, a byłoby 0:1. Najpierw zza pola karnego uderzył Ivi Lopez. Andrzej Sobieszczyk zdołał odbić piłkę, ale problem w tym, że prosto do Jonatana Brunesa, który z bliska trafił w bramkarza.
Później były dwie udane akcje Adriano Amorima na lewym skrzydle. Z niezłego serwisu kolegi nie skorzystali jednak pozostali piłkarze Rakowa. Po kwadransie zamykający akcję na dalszym słupku Marko Bulat też uderzył prosto w Sobieszczyka.
Wydawało się, że Raków będzie dominował, ale powoli zaczęli się rozkręcać także żółto-niebiescy. Coraz odważniej wyprowadzali swoje akcje i zaczęli naciskać faworyzowanego rywala. Najlepszą okazję mieli w 38 minucie. Marcin Pigiel zagrywał z lewego skrzydła do Andrija Remeniuka, a ten wystawił futbolówkę do Michała Zubera. Strzał ostatniego z piłkarzy został jednak przyblokowany, dlatego Avia zarobiła tylko rzut rożny.
Nie zanosiło się na to, ale w piątej minucie doliczonego czasu gry Amorim zagrał z lewej flanki do Brunesa, który na raty zaskoczył Sobieszczyka. Norweg pokazał klasę, bo miał bardzo mało miejsca, a kilku rywali dookoła siebie. Mimo to znalazł lukę i uderzył po długim rogu na 0:1.
W drugiej połowie goście chyba chcieli dowieźć zwycięstwo minimalnym nakładem sił. Mecz był nudny, toczył się w środku pola, a sytuacji było, jak na lekarstwo. Raków za swój minimalizm ostatecznie zapłacił, bo w trzeciej dodatkowej minucie gry, Dominik Zawadzki pięknym strzałem doprowadził do remisu i dogrywki.
Niestety, kolejne pół godziny, to już dominacja ekipy spod „Jasnej Góry”. Przyjezdni grali tak, jak ich kibice oczekiwali, tyle że od pierwszego gwizdka. Ariel Mosór szybko zdobył gola po centrze z rzutu rożnego, a później drużyna Łukasza Tomczyka powinna poprawić wynik. Trzecioligowa Avia wstydu jednak nie przyniosła, co więcej, pokazała się z bardzo dobrej strony i napsuła mnóstwo krwi faworytowi.
Teraz piłkarze trenera Wojciecha Szaconia muszą wrócić do szarej, ligowej rzeczywistości. Prowadzą w tabeli, ale mają tylko punkt przewagi nad KSZO i dwa nad Chełmianką. A do rozegrania jest jeszcze czternaście kolejek. W najbliższej serii gier żółto-niebiescy zmierzą się na wyjeździe z ostatnią Spartą Kazimierza Wielka. Spotkanie zostanie rozegrane w niedzielę o godz. 13.30. Jedno jest pewne, to będzie rywal z zupełnie innej półki i zupełnie inny mecz.
Avia Świdnik – Raków Częstochowa 1:2 (0:1, 1:1, 1:2)
Bramki: Zawadzki (90+3) – Brunes (45+5), Mosór (92).
Avia: Sobieszczyk – Zbozień, Orzechowski, Rozmus (78 Terekhov), Pigiel, Uliczny, Kamiński (78 Zawadzki), Kalinowski (46 Assuncao), Zuber (89 Łącki), Remeniuk, Maj (65 Falbierski).
Raków: Trelowski – Mosór, Racovtan, Svarnas, Ilenić (55 Makuch), Bulat, Repka, Jean Carlos (9 Amorim, 81 Ameyaw), Pieńko, Ivi (81 Mircetić), Brunes (81 Rocha).
Żółte kartki: Remeniuk, Rozmus, Kamiński, Orzechowski, Zbozień – Ilenić, Racovitan, Pieńko.
Sędziował: Paweł Malec (Łódź).
Widzów: 2800.














Komentarze