Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Reklama

Avia postraszyła Raków w pucharze, teraz musi skupić się na lidze

Można napisać: jest duma, ale nie ma półfinału. Kibice Avii mogą być dumni ze swoich piłkarzy. Żółto-niebiescy długo walczyli z ekstraklasowym Rakowem, jak równy z równym. Do półfinału STS Pucharu Polski awansował jednak faworyt, który wygrał po dogrywce 2:1
Avia postraszyła Raków w pucharze, teraz musi skupić się na lidze
Avia pokazała się w meczu z Rakowem z bardzo dobrej strony

Autor: Wojtek Szubartowski

Początek zawodów należał do „Medalików”, ale im dalej w las, tym więcej do powiedzenia mieli także gospodarze. Już w piątej minucie niewiele zabrakło, a byłoby 0:1. Najpierw zza pola karnego uderzył Ivi Lopez. Andrzej Sobieszczyk zdołał odbić piłkę, ale problem w tym, że prosto do Jonatana Brunesa, który z bliska trafił w bramkarza. 

Później były dwie udane akcje Adriano Amorima na lewym skrzydle. Z niezłego serwisu kolegi nie skorzystali jednak pozostali piłkarze Rakowa. Po kwadransie zamykający akcję na dalszym słupku Marko Bulat też uderzył prosto w Sobieszczyka.

Wydawało się, że Raków będzie dominował, ale powoli zaczęli się rozkręcać także żółto-niebiescy. Coraz odważniej wyprowadzali swoje akcje i zaczęli naciskać faworyzowanego rywala. Najlepszą okazję mieli w 38 minucie. Marcin Pigiel zagrywał z lewego skrzydła do Andrija Remeniuka, a ten wystawił futbolówkę do Michała Zubera. Strzał ostatniego z piłkarzy został jednak przyblokowany, dlatego Avia zarobiła tylko rzut rożny.

Nie zanosiło się na to, ale w piątej minucie doliczonego czasu gry Amorim zagrał z lewej flanki do Brunesa, który na raty zaskoczył Sobieszczyka. Norweg pokazał klasę, bo miał bardzo mało miejsca, a kilku rywali dookoła siebie. Mimo to znalazł lukę i uderzył po długim rogu na 0:1.

W drugiej połowie goście chyba chcieli dowieźć zwycięstwo minimalnym nakładem sił. Mecz był nudny, toczył się w środku pola, a sytuacji było, jak na lekarstwo. Raków za swój minimalizm ostatecznie zapłacił, bo w trzeciej dodatkowej minucie gry, Dominik Zawadzki pięknym strzałem doprowadził do remisu i dogrywki.

Niestety, kolejne pół godziny, to już dominacja ekipy spod „Jasnej Góry”. Przyjezdni grali tak, jak ich kibice oczekiwali, tyle że od pierwszego gwizdka. Ariel Mosór szybko zdobył gola po centrze z rzutu rożnego, a później drużyna Łukasza Tomczyka powinna poprawić wynik. Trzecioligowa Avia wstydu jednak nie przyniosła, co więcej, pokazała się z bardzo dobrej strony i napsuła mnóstwo krwi faworytowi.

Teraz piłkarze trenera Wojciecha Szaconia muszą wrócić do szarej, ligowej rzeczywistości. Prowadzą w tabeli, ale mają tylko punkt przewagi nad KSZO i dwa nad Chełmianką. A do rozegrania jest jeszcze czternaście kolejek. W najbliższej serii gier żółto-niebiescy zmierzą się na wyjeździe z ostatnią Spartą Kazimierza Wielka. Spotkanie zostanie rozegrane w niedzielę o godz. 13.30. Jedno jest pewne, to będzie rywal z zupełnie innej półki i zupełnie inny mecz.

Avia Świdnik – Raków Częstochowa 1:2 (0:1, 1:1, 1:2)

Bramki: Zawadzki (90+3) – Brunes (45+5), Mosór (92).

Avia: Sobieszczyk – Zbozień, Orzechowski, Rozmus (78 Terekhov), Pigiel, Uliczny, Kamiński (78 Zawadzki), Kalinowski (46 Assuncao), Zuber (89 Łącki), Remeniuk, Maj (65 Falbierski).

Raków: Trelowski – Mosór, Racovtan, Svarnas, Ilenić (55 Makuch), Bulat, Repka, Jean Carlos (9 Amorim, 81 Ameyaw), Pieńko, Ivi (81 Mircetić), Brunes (81 Rocha).

Żółte kartki: Remeniuk, Rozmus, Kamiński, Orzechowski, Zbozień – Ilenić, Racovitan, Pieńko.

Sędziował: Paweł Malec (Łódź).

Widzów: 2800.

Powiązane galerie zdjęć:

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama