Marta Wcisło - o czym poinformowaliśmy jako pierwsi - wygrała wybory w lubelskich strukturach Koalicji Obywatelskiej. Głosowanie, w którym pokonała Michała Krawczyka, było niezwykle zacięte. 57-letnia polityczka mogła liczyć na poparcie 663 delegatów.
- Na żyletki, na żyletki - powtarzali stronnicy europosłanki i posła.
Ostatecznie na ostatniej prostej triumfowała Wcisło, która zdobyła 663 głosów. Krawczyk zaś 633.
Kim jest Marta Wcisło?
Ukończyła studia na wydziale artystycznym Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie i podyplomowe studia pedagogiczne. Działała w handlu, była radną Lublina i bliską współpracowniczką prezydenta Krzysztofa Żuka.
Dopiero jednak w ostatnich latach stała się jedną z najpopularniejszych polityczek rodem z Lubelszczyzny. W ostatnich wyborach do Parlamentu Europejskiego zdobyła ponad sto tysięcy głosów. We wcześniejszych do Sejmu prawie siedemdziesiąt tysięcy.
Kursuje między Polską a Brukselą, wszędzie jej pełno, zabiera głos w ważnych tematach, spotyka się z ludźmi, występuje w mediach, prężnie prowadzi media społecznościowe, lubi być na pierwszej linii frontu wojenek politycznych. O tym ostatnim świadczą chociażby jej boje z Przemysławem Czarnkiem.
W wewnętrznych wyborach KO zawiązał się przeciwko niej całkiem skuteczny front. Za plecami posła Krawczyka stała lubiana w regionie wiceminister rolnictwa i rozwoju wsi Małgorzata Gromadzka i ustępujący przewodniczący Stanisław Żmijan, a na finiszu kampanii niespodziewanie także prezydent Krzysztof Żuk.
O zwycięstwie Wcisło, która na każdym kroku podkreślała swoje większe doświadczenie i większą sprawczość od Krawczyka, zdecydowała jednak ogólnopolska rozpoznawalność, połączona ze skutecznym przekonaniem do siebie tak zwanego „terenu”, do którego 57-letnia polityczka, również za sprawą prężnego działania w social mediach, potrafi przemówić.
Przed Wcisło trudne zadanie. Rząd KO nie ma najwyższych notowań na Lubelszczyźnie. Miesiąc temu pytaliśmy ją więc o receptę na przełamanie dominacji Prawa i Sprawiedliwości, a także o sposób na zapognięcie rosnącej popularności Konfederacji i partii Grzegorza Brauna.
- Jeszcze częściej spotykać się z mieszkańcami i motywować do tego wszystkie osoby funkcyjne. Kluczowe są bezpośredni kontakt z ludźmi, tłumaczenie im zmian legislacyjnych, słuchanie ich obaw i oczekiwań. Musimy prostować fake newsy, które szerzy PiS. Nieprawdą jest bowiem, że chcemy zamykać Bogdankę czy sprzedawać Azoty. Politycy zbyt mocno podzielili społeczeństwo. Naszą rolą jest te podziały zasypywać. Lubelszczyzna nie jest ziemią jednej partii. To ziemia Polaków. Po drugiej stronie mamy Przemysława Czarnka. Ja z panem Czarnkiem w wyborach do Sejmu wygrałem. Tu, w Lublinie. Chcę wygrywać także na Lubelszczyźnie. Nie boję się stanąć naprzeciwko niego i powiedzieć mu w twarz, jak bardzo kłamie, jak bardzo dzieli społeczeństwo i jaki wstyd przynosi Lubelszczyźnie. Nie mam z tym najmniejszego problemu. Wręcz odwrotnie, chcę swoją energię skierować na budowanie Koalicji Obywatelskiej i w drugiej kolejności skuteczną walkę z populistami z PiS-u. I wygrać - mówiła europosłanka Wcisło w rozmowie z Dziennikiem Wschodnim.
Żuk wygrywa w Lublinie
Cichsza, ale równie ważna politycznie kampanijna bitwa rozegrała się w partyjnej rozgrywce o władzę w powiecie Lublin. Naprzeciwko siebie stanęli prezydent Krzysztof Żuk i wojewoda Krzysztof Komorski.
Od początku faworytem był Żuk. Widać to był po tym, jak Wcisło i Krawczykowi zależało na oficjalnym poparciu ich kandydatur. Prezydent Lublina uciekł się jednak do sprytnego zabiegu, pisząc listy z rekomendacjami dla... obydwojga.
Żadna tajemnica, że Żukowi zależy na jak najsilniejszej pozycji wyjściowej dla radnych ze środowiska Wspólnego Lublina przed wyborami samorządowymi w 2029 roku. Kalkulował więc, liczył szable, zręczność w działaniu nie pozwalała mu postawić wprost ani na Wcisło, ani na Krawczyka.
W tym czasie wojewoda Komorski głównie… milczał. I na tym przegrał. A Żuk wygrał. Zdobył 249 głosów. Komorski tylko 124.














Komentarze