Ostatnie mecze w 2025 roku odbyły się 15 i 16 listopada. Na kolejne piłkarskie emocje w zamojskiej okręgówce kibice musieli więc czekać niemal cztery miesiące. Pierwszy mecz o punkty w rundzie wiosennej miał miejsce w Mirczu. Andoria „na papierze” była faworytem w starciu z Omegą Stary Zamość, ale należało pamiętać, że nowa runda to często nowe rozdanie.
Na pierwszego gola w Mirczu przyszło czekać do 22 minuty. Wówczas po przejęciu piłki na połowie Andorii na strzał z około 15 metrów zdecydował się Sebastian Łapiński i otworzył wynik spotkania. Goście kolejną bramkę zdobyli w 49 minucie. Wówczas po podaniu ze skrzydła od Patryka Miedźwiedzia bramkarza gospodarzy pokonał Filip Zakrzewski. Jednak dwie minuty później Szymon Dyrkacz niepotrzebnie sfaulował we własnym polu karnym Macieja Wójtowicza i sędzia wskazał na 11 metr. Do piłki podszedł sam poszkodowany i zdobył gola kontaktowego. W kolejnych minutach wynik długo się nie zmieniał i dopiero w doliczonym czasie gry wygraną gości przypieczętował Dominik Lichota, który kilka chwil wcześniej wszedł z ławki rezerwowych.
– Pierwszy mecz po przerwie to zawsze pewnego rodzaju niewiadoma. Moi zawodnicy zachowali jednak bardzo dobry poziom koncentracji i sięgnęliśmy po wygraną. Nie ma co ukrywać, boiska w naszym regionie po ciężkiej zimie są w dość słabym stanie i w Mirczu ciężko było grać w piłkę. Dominowała walka i dużo gry bezpośredniej. Po golu na 2:0 podaliśmy rywalom „tlen” w postaci rzutu karnego. Później mieliśmy sporo okazji na strzelenie trzeciej bramki, ale padła ona ostatecznie dopiero w doliczonym czasie gry – mówi Paweł Lewandowski, trener Omegi.
– Pierwsza połowa była bardzo wyrównana. Popełniliśmy jeden błąd w wyprowadzeniu piłki i rywale strzelili nam z tego bramkę. Po przerwie szybko dostaliśmy kolejnego gola, ale za moment złapaliśmy kontakt po rzucie karnym. W końcówce podjęliśmy ryzyko i szukaliśmy gola na wagę remisu, ale to przeciwnicy w doliczonym czasie gry „zamknęli mecz” – mówi Mariusz Kycko, trener Andorii. – Przegraliśmy wiosenną inaugurację, ale to dopiero początek rundy i gramy dalej. Naszym celem jest regularne punktowanie, by uniknąć sytuacji z poprzedniej wiosny. Mamy za sobą udany okres przygotowawczy choć nieco brakowało nam treningów na dużym boisku. Jestem jednak spokojny i wierzę, że „odpalimy” w następnych spotkaniach – dodaje szkoleniowiec Andorii.
W Mirczu po porażce na inaugurację zachowują więc spokój. A na co wiosną stać będzie Omegę?
– W meczach sparingowych zanotowaliśmy jeden remis i same porażki. Jednak tamte mecze traktowaliśmy inaczej i wynik nie był aż taki istotny. Ważne było dla mnie to, by każdy zawodnik przebiegł określoną ilość kilometrów, by być jak najlepiej przygotowanym do ligi – mówi Lewandowski. – Nie stawiamy sobie żadnego konkretnego celu i wiosną chcemy skupiać się na każdym kolejnym meczu by walczyć o zwycięstwo. Za tydzień zagramy u siebie z Huczwą Tyszowce, a później zmierzymy się w gościach z Pogonią 96 Łaszczówka. Myślę, że te spotkania dadzą nam sporo odpowiedzi pod kątem tego, na co nas będzie wiosną stać. Na pewno za tydzień z Huczwą zagramy nieco inaczej niż z Andorią i przeprowadzimy kilka zmian w składzie – kończy szkoleniowiec Omegi.
Andoria Mircze – Omega Stary Zamość 1:3 (0:1)
Bramki: Wójtowicz (51-karny) – Łapiński (22), Zakrzewski (49), Lichota (90).
Andoria: Filipczuk – Kycko (51 Lizun), Wójtowicz (81 Łukaszczyk), Herda, Baran, Matysiak, Wójcik (75 Mac), Leśniowski, Kluczek, Turevych, Huryn.
Omega: Wołoszyn – Kostrubiec, Pieczykolan, Buczek (90+5 Tchórz), P. Miedźwiedź (Fidler 90), Zakrzewski, Dyrkacz, Wasiura, Łapiński (85 Lichota), Dziuba (75 Janda), Bubeła.
Sędziował: Chmura.














Komentarze