Miło spotkać się z panem po 12 latach. Przypomnę, że w 2014 roku odszedł pan z zarządu Portu Lotniczego Lublin i wrócił do Warszawy do pracy w Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej. Dlaczego rozstał się pan z lotniskiem, które pan budował i uruchamiał – a nie była to łatwa misja – i co się działo w pana życiu zawodowym przez minione 12 lat?
- Moje odejście z pracy w Porcie Lotniczym Lublin wynikało z prostego faktu – uznałem, że misja, której się podjąłem, została zakończona. Byłem jednym z pierwszych pracowników PLL. Jako wiceprezes zarządu odpowiadałem m.in. za koncepcję programowo-przestrzenną portu, jego certyfikację oraz operacyjne zarządzanie. W grudniu 2012 roku lotnisko rozpoczęło działalność, a ja czułem, że zrealizowałem to, do czego zostałem powołany: samoloty startowały, pasażerowie byli obsługiwani, system działał. Szukałem nowych wyzwań. W Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej, która odpowiada za kontrolę przestrzeni powietrznej nad naszym krajem, objąłem stanowisko dyrektora Biura Służb Technicznych, a potem pracowałem w Dziale Operacji Lotniczych PAŻP. Można powiedzieć, że niedaleko padło jabłko od jabłoni, bo choć zmieniłem miejsce pracy, wciąż byłem blisko spraw lotniczych.
1 lutego 2026 roku objął pan stanowisko prezesa Portu Lotniczego Lublin. Wrócił pan do Spółki, która ma już kilkunastoletnie doświadczenie. Jak Pan postrzega zmiany, które w tym czasie zaszły?
- Przede wszystkim bardzo się cieszę z powrotu na lubelskie lotnisko. Nie ukrywam, że traktuję je jak moje dziecko i nawet będąc w stolicy z zainteresowaniem śledziłem co dobrego dzieje się w „moim” porcie. Chociaż zawodowo nie byłem związany ze spółką ponad 10 lat, to cały czas miałem kontakt z portem, obserwując z życzliwym zainteresowaniem jego rozwój, jak staje się ważnym filarem rozwoju gospodarczego i turystycznego Lubelszczyzny. Miniona dekada była okresem dynamicznych przemian w branży lotniczej, zarówno w skali globalnej, jak i lokalnej. W tym czasie Port Lotniczy Lublin przeszedł dużą ewolucję, stając się ważnym punktem na mapie komunikacyjnej w tej części Polski. Dlatego, kiedy pojawiła się możliwość objęcia stanowiska prezesa zarządu Portu Lotniczego Lublin, długo się nie zastanawiałem.
Jaką pozycję na rynku ma dziś Port Lotniczy Lublin? I jaką pan widzi pozycję dla naszego lotniska w najbliższych latach?
- Port Lotniczy Lublin działa na rynku bardzo aktywnie, systematycznie uruchamiając nowe połączenia. Ostatnie lata przyniosły także dynamiczny rozwój rynku czarterowego. Pasażerowie coraz chętniej wybierają nasze lotnisko jako punkt startowy do wakacyjnych podróży w ciepłe kraje. Statystyki potwierdzają, że to dobry czas dla portu. Rok 2025 zamknięty liczbą 5 052 operacji lotniczych i 471 101 obsłużonych pasażerów. To wzrost o ponad 10% w liczbie pasażerów i aż o 26% w liczbie operacji w stosunku do wcześniejszego roku, 2024. Co więcej, w sierpniu 2025 roku padł rekord miesięczny w całej historii lotniska – 61 115 obsłużonych osób. Równie dynamicznie rozwija się w Porcie Lotniczym Lublin sektor cargo. Lubelski port stał się regionalnym hubem przeładunkowym, obsługującym towary przemysłowe, przesyłki specjalistyczne i ładunki wymagające kontrolowanej temperatury. Wzrost w tym obszarze w minionym roku był wręcz skokowy – z 87 operacji w 2024 roku do 738 w roku 2025, co oznacza przyrost o ponad 740%. Potwierdza to transformację portu regionalnego w aktywny hub logistyczny, obsługujący transport międzynarodowy i strategiczne dostawy na wschód Europy, w tym na Ukrainę. Oczywiście ten skok to efekt przejęcia rynku z Podkarpacia. Dzięki temu nabraliśmy doświadczenia w obsłudze praktycznie każdego typu powietrznego statku transportowego i chcemy z tego korzystać nadal. Zamierzamy wejść w rynek e-commerce, m.in. z Chinami, rozmawiamy ze spedytorami o wykorzystaniu naszego zaplecza do dystrybucji przesyłek w kraju i do państw ościennych. Cargo to dochodowy biznes. Oczywiście rynek niezwykle konkurencyjny, na którym rywalizujemy o przewoźników i inwestycje z wieloma portami. Wymaga to od nas ogromnego zaangażowania, elastyczności i stałego podnoszenia jakości obsługi.
W jaki sposób wojna z wschodnią granicą przekłada się na sytuację naszego lotniska?
- Przypomnijmy, że przed rosyjską agresją mieliśmy bezpośrednie połączenia lotnicze z Ukrainą. Dzisiaj, w wyniku wojny, wielu mieszkańców Ukrainy zamieszkało w Polsce, duża część z nich na Lubelszczyźnie. Dlatego, nic dziwnego, że nadal pasażerowie z Ukrainy stanowią spory procent naszych podróżnych, tym razem w rejsach na zachód. Bliskość granicy pomaga pasażerom z Ukrainy w szybkim dostaniu się do miejsca docelowego przez nasz port. Niektóre autokary rejsowe mają u nas stały przystanek co sprawia, że dla wielu mieszkańców zza naszej wschodniej granicy jesteśmy ich najbliższym lotniskiem, z którego chętnie korzystają. Wojna postawiła nas przed nowymi zadaniami. Od czerwca do listopada 2025 roku lotnisko pełniło rolę hubu logistycznego dla pomocy kierowanej na Ukrainę. Przyjmowaliśmy największe maszyny transportowe świata, takie jak C-17 Globemaster, potężny Antonov An-124 Rusłan, C-130 Hercules, Airbus A400M Atlas czy Boeingi 747-400F i 767-300F. Obsługiwaliśmy także mniejsze jednostki, jak CASA CN-235, ATR 72F czy MD-11. To była prawdziwa transformacja naszego cargo w hub o znaczeniu strategicznym. Pod koniec ub. roku, zgodnie z umową z MON, wojsko po zakończeniu remontów wróciło do Jasionki, co zmieniło strukturę operacji. Dodatkowo musimy mierzyć się z czasowym zamykaniem przestrzeni lotniczej nad regionem ze względu na operacje samolotów wojskowych pilnujących wschodniej granicy. To wyzwania, na które nie mamy wpływu, a które wynikają bezpośrednio z sytuacji geopolitycznej.

Dariusz Krzowski, prezes Portu Lotniczego Lublin
Czy przejął pan kierowanie portem z określoną misją?
- Moim celem jest, aby Port Lotniczy Lublin był miejscem nowoczesnym i przyjaznym, spełniającym światowe standardy, a przy tym zachowującym regionalną gościnność. Chcemy być motorem wzrostu, integrować region z Europą i wspierać lokalną przedsiębiorczość oraz turystykę. Dodatkowo, jako świeżo upieczony Ambasador Województwa Lubelskiego 2025, będziemy jeszcze mocniej budować pozytywny wizerunek regionu. Ważnym krokiem w tym kierunku była międzynarodowa konferencja CONNECT, największa w Europie, która po raz pierwszy w Polsce odbyła się właśnie u nas, w Lublinie. To z pewnością jedno z największych wydarzeń branżowych na świecie i świetna okazja do promocji Lublina i całego regionu oraz nawiązania kontaktów biznesowych, które – jestem przekonany – będą owocować w przyszłych latach. Z kolei dla nas, Portu Lotniczego Lublin, udział w CONNECT to była świetna okazja do zaprezentowania atutów naszego lotniska. Jak widać, przed naszym lotniskiem stoi wiele ambitnych celów, a ja, dziękując akcjonariuszom za zaufanie, deklaruję, że z pełnym zaangażowaniem podejmuję się ich realizacji.
Plany krótkoterminowe i długoterminowe.
- Istotnym wydarzeniem w 2026 roku będzie inauguracja całorocznej trasy do Maastricht, obsługiwanej przez linię lotniczą Wizzair. Będzie to połączenie, które zapewni oczekiwany przez mieszkańców Lubelskiego dostęp zarówno do Holandii jak i Belgii oraz zachodnich Niemiec. Dodatkowo, lina lotnicza WizzAir planuje uruchomić nowe połączenie w formule charter-mix do Rijeki. Będzie to już drugie miejsce w Chorwacji dostępne z naszego lotniska. I z pewnością równie chętnie wybierane jak Split, funkcjonujący u nas z powodzeniem od lat. Kolejną nowością będzie połączenie do Trapani na Sycylii, oferowane przez Ryanair. Wystartuje 31 marca 2026 roku i będzie połączeniem sezonowym, oferowanym od końca marca do końca października. Będzie to już szóste połączenie linii Ryanair oferowane z lubelskiego lotniska, po Gdańsku, Dublinie, Londynie Luton, Mediolanie Bergamo i Barcelonie Gironie.W 2026 roku planowane jest również utrzymanie całorocznego połączenia czarterowego do egipskiego kurortu w Sharm El Sheikh, które zostało zainaugurowane 22 grudnia ub. roku. Połączenie oferowane jest z częstotliwością jednego lotu w tygodniu, ale przez cały rok, zarówno w sezonie zimowym jak i letnim. Te wszystkie działania mają doprowadzić nas do rekordowego wyniku. Planujemy przekroczyć historyczną barierę 500 tysięcy pasażerów, nasze plany zakładają, że będzie to ok. 530 tysięcy osób.
Czy jest pan zadowolony z siatki połączeń, którą w tej chwili mamy?
- Oczywiście zawsze chciałoby się, by kierunków było jeszcze więcej, oczekiwań jest cała lista i staramy się odpowiadać na zapotrzebowanie naszych pasażerów. Powrót po kilku latach lotów do krajów Beneluksu, rozwój kierunków włoskich (Bergamo, Trapani) oraz hiszpańskiej Girony to ważne kroki. Cały czas mocno stoimy na rynku brytyjskim i rozwijamy ofertę wakacyjną. Nasza strategia polega też na szukaniu kierunków atrakcyjnych, a których nie oferują pobliskie, konkurencyjne lotniska. Mówię tu o takich destynacjach jak Maastricht, Barcelona-Girona czy Trapani. Dzięki temu przyciągamy pasażerów także z sąsiednich regionów. Liczymy, że po konferencji CONNECT branża lotnicza jeszcze bardziej odkryje nasz potencjał. Uczestniczyłem w wielu interesujących i obiecujących rozmowach. Moim marzeniem i celem długofalowym jest otwarcie kierunku do Zatoki Perskiej. Widzimy, jak turyści z tamtego regionu odkrywają Kraków czy Zakopane. Lublin, ze swoim potencjałem medycznym i biznesowym, jest dla nich równie egzotyczną i atrakcyjną destynacją. Obecna sytuacja polityczna nam to uniemożliwia, ale po zakończeniu konfliktu zbrojnego, kiedy bezpieczeństwo pasażerów nie będzie zagrożone, z pewnością wrócimy do tematu i będziemy kontynuowali rozmowy. Przy czym loty np. do Dubaju traktujemy nie tylko jako połączenia point-to-point, ale również jako połączenie do hubu przesiadkowego, umożliwiającego pasażerom kontynuowanie podróży długodystansowych. Niezależnie od tego, jesteśmy zainteresowani utworzeniem połączenia do któregoś z hubowych portów w Niemczech, np. do Frankfurtu. Posiadanie połączeń z Lublina do Warszawy, Dubaju i Frankfurtu umożliwiłoby bowiem naszym pasażerom podróż do dowolnego miejsca na świecie. Miejmy jednak świadomość, że takie rozwiązanie uzależnione jest od strategii biznesowej linii lotniczych i zaangażowania naszych udziałowców.
Jest pan postrzegany jako fachowiec z Warszawy, a mało kto wie, że pan jest stąd. Proszę opowiedzieć o swoich korzeniach.
- Faktycznie, urodziłem się w innej części kraju, ale sercem i życiem zawodowym jestem stąd. Moje związki z regionem sięgają lat 80., kiedy uczyłem się w Zespole Szkół Technicznych w Świdniku. Ukończyłem tam Technikum Mechaniczne o specjalności Budowa Śmigłowców i Płatowców. Potem studiowałem na Politechnice Lubelskiej, na Wydziale Mechanicznym, również w specjalności budowy śmigłowców. W 1992 roku zostałem magistrem inżynierem i od razu podjąłem pracę w Inspektoracie Kontroli Cywilnych Statków Powietrznych w Lublinie. Zajmowałem się badaniem wypadków lotniczych. W aeroklubie uczyłem się pilotażu szybowców i samolotów. Do Portu Lotniczego Lublin trafiłem ze spółki Exin, gdzie pełniłem funkcję dyrektora ds. lotniczych, a która była udziałowcem portu w początkach działalności spółki. Moje korzenie zawodowe są więc na Lubelszczyźnie mocno zakorzenione.
Jest pan zawodowym pilotem. Proszę o tym opowiedzieć: to pasja, praca, czy jeszcze coś więcej?
- Trudno mi oddzielić te sfery. Latanie to mój styl życia, pasja i jednocześnie zawód, który daje mi unikalną, wręcz dosłowną perspektywę na to, czym zarządzam. Jako prezes lotniska, który sam zasiada za sterami, rozumiem ten biznes od strony technicznej, operacyjnej i ludzkiej. To pomaga w podejmowaniu decyzji, bo wiem, co czuje pilot podchodzący do lądowania i czego potrzebuje załoga. Nie wyobrażam sobie życie bez latania. Staram się być w powietrzu jak najczęściej, niezależnie od tego, czy są to szybowce, śmigłowce, czy samoloty. Moje doświadczenie jest bardzo szerokie: posiadam złotą odznakę szybowcową z diamentem, byłem instruktorem i za sterami szybowców spędziłem ponad 700 godzin. Z kolei jako zawodowy pilot wciąż latam dla jednej z linii lotniczych, realizując operacje na rynku transportowym. Mam nalot na samolotach ponad 2500 godzin. Cieszę się, że ta pasja stała się rodzinną tradycją. Jeden z moich synów również jest pilotem i lata obecnie w liniach Flydubai.
Szybowce, śmigłowce, czy samoloty?
- Wszystko po trochu – najważniejsze, aby być w powietrzu. Każdy rodzaj statku powietrznego wymaga innych umiejętności i daje inne emocje, co bardzo cenię.
Co by pan dziś powiedział wszystkim malkontentom, krytykom i przeciwnikom budowy lotniska w Świdniku? Było ich bardzo wielu.
- Krytyka, obawy przed nieznanym, to nieodłączne elementy każdej wielkiej inwestycji, ale patrząc z perspektywy 13 lat działalności, mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć: czas przyznał rację wizjonerom. Port Lotniczy Lublin zlikwidował jedną z największych barier komunikacyjnych wschodniej Polski. Staliśmy się prawdziwym oknem na świat, które pozwala mieszkańcom regionu bezpiecznie i wygodnie podróżować, odwiedzać bliskich, korzystać z wakacji, podtrzymywać biznesowe kontakty. Staliśmy się silną marką regionalną, ambasadorem i katalizatorem, stymulującym powstawanie miejsc pracy, indukującym inwestycje w strefach ekonomicznych, ale również pomagającym w ekspansji naszych firm na rynki zagraniczne. Lotnisko napędza turystykę i sprawia, że Lubelszczyzna jest atrakcyjnym punktem na mapie. Z roku na rok obsługujemy coraz więcej pasażerów, co jest najlepszą odpowiedzią, czy port lotniczy był na potrzebny.
Czego życzy się pilotom i szefom lotnisk?
- Pilotom tradycyjnie życzy się tyle samo lądowań, co startów, błękitnego nieba i zawsze dobrej pogody. Szefom lotnisk natomiast, trzymając się tej samej terminologii, wysokich lotów w biznesie, odważnych decyzji i przede wszystkim zadowolonych partnerów biznesowych i pasażerów, którzy korzystają z usług lotniska, oby jak najczęściej.
Tego panu życzę i dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała: Magdalena Bożko-Miedzwiecka














Komentarze