Początek spotkania zdecydowanie należał do gospodarzy, którzy byli dużo częściej przy piłce. Niewiele jednak z tego wynikało. Najgroźniej pod bramką Mateusza Białki robiło się po stałych fragmentach gry. Świdniczanie okopali się na własnej połowie i nawet nie próbowali grać wysokim pressingiem.
Im dalej w las, tym spotkanie było bardziej wyrównane. To goście oddali nawet dwa celne strzały, chociaż w sam środek bramki. W 29 minucie wypracowali sobie jednak naprawdę dobrą okazję na gola. Andrij Remeniuk pognał do linii końcowej lewym skrzydłem, a zanim piłka opuściła boisko, zdołał dograć tuż pod bramką do Dawida Łąckiego. Napastnik nie miał, jak uderzyć nogą, więc spróbował… klatą. Pechowo futbolówka najpierw odbiła się jednak od słupka, a za chwilę wylądowała w rękach Bartosza Klebaniuka.
W końcówce pierwszej połowy piłkę przed szesnastką zebrał Szymon Kamiński, dobrze ją „zgasił” i ustawił sobie do strzału. Huknął jednak wysoko nad bramką.
O ile przed przerwą za wiele się nie działo, to po wznowieniu gry mieliśmy trochę fajerwerków. Wystarczyło 10 minut gry, a padły… trzy bramki. W 51 minucie wynik otworzył Kamiński, ale sporą cegiełkę do tego trafienia dorzucił Łącki. Napastnik skupił na sobie uwagę dwóch obrońców, po centrze Maarcina Pigiela odegrał głową w polu karnym do „Kamyka”, który z kilku metrów umieścił piłkę w siatce.
Minęło kilkadziesiąt sekund, a już było 0:2. Tym razem błąd popełnił Bartosz Waleńcik oddając rywalom piłkę za darmo na swojej połowie. Futbolówkę przejął Remeniuk i w swoim stylu huknął z około 25 metrów w „okienko”.
Piłkarze KSZO wcale się jednak nie załamali takim obrotem sprawy. Błyskawicznie stworzyli zagrożenie pod bramką rywali, a w 55 minucie złapali kontakt. Jewgienij Belych uderzył z pola karnego, ale Świdniczanie odbili piłkę. Szkoda tylko, że odbili tam, gdzie stał Maksym Horzhui. Były gracz Podlasia popisał się skuteczną dobitką.
Kolejne fragmenty zawodów? Niewiele brakowało, a szybciutko byłby remis. W 67 minucie Paweł Czajkowski miał trochę miejsca przed szesnastką. Skorzystał z okazji, a jego uderzenie odbiło się od słupka. Za chwilę Belych w dobrej sytuacji trafił prosto w bramkarza. W 69 minucie centymetrów do szczęścia zabrakło Michałowi Zuberowi, który strzelił z dystansu, a futbolówka otarła się o słupek.
W 88 minucie ciśnienie swoim kibicom mocno podniósł Kamil Rozmus, który próbował zagrać głową do swojego bramkarza. Strącił jednak piłkę tam, gdzie Białki nie było. Sam naprawił swój błąd, bo zdążył wybić futbolówkę z linii bramkowej.
Sędzia dorzucił do drugiej połowy sześć minut. Gospodarze starali się o wyrównanie, ale w doliczonym czasie gry Patryk Małecki świetnie wypatrzył w szesnastce rywali Remeniuka. Ukrainiec powinien zamknąć mecz. Uderzył jednak obok bramki. Na szczęście zmarnowana szansa się już nie zemściła, a punkty pojechały do Świdnika.
KSZO Ostrowiec Świętokrzyski – Avia Świdnik 1:2 (0:0)
Bramki: Horzhui (55) – Kamiński (51), Remeniuk (53).
KSZO: Klebaniuk – Siedlecki (63 Kroczek), Waleńcik, J. Czajkowski, P. Czajkowski, D. Lisowski (83 Ali), Goc (63 Zięba), Górski (63 Łazarz), Belych (70 Lepiarz), Horzhui, Majewski.
Avia: Białka – Zbozień (82 Jodłowski), Orzechowski, Rozmus, Pigiel (68 Kalinowski), Uliczny, Kamiński, Assuncao (68 Niepsuj), Remeniuk, Łącki, Zuber (82 Małecki).














Komentarze