To Start był przez większość meczu na prowadzeniu. Nie było ono może jakoś szczególnie wyraźne, ale chociażby w pierwszej kwarcie wynosiło ono 11 pkt. Śląsk gonił gości, ale do trzeciej kwarty nie potrafił wyjść dłużej na prowadzenie. Można bardzo żałować ostatniej kwarty, kiedy była rzeczywista szansa na wygranie. 55 sek. przed końcem do remisu 82:82 doprowadził Courtney Ramey. Później obie strony miały szansę rozstrzygnąć mecz w regulaminowym czasie gry, ale nie potrafiły trafić do kosza. Po lubelskiej stronie próbował Ramey, ale spudłować rzut z dystansu.
W dogrywce początkowo obie ekipy szły łeb w łeb. Kluczowa okazała się zbiórka i rzut spod kosza Reigarviusa Williamsa. Po niej zrobiło się 92:89, a w kolejnej akcji dwa rzuty osobiste spudłował Jordan Wright. Za chwilę do kosza trafił Noah Kirkwood i było praktycznie po meczu.
Najlepszym zawodnikiem niedzielnej rywalizacji był William, który do 12 pkt dołożył 10 zbiórek i zanotował double-double. W lubelskiej ekipie takim osiągnięciem może pochwalić się Wright, który zapisał na swoim koncie 22 pkt i 10 zbiórek. Więcej punktów, bo aż 29 pkt, zdobył tylko Liam O’Reilly.
Bardziej jednak od porażki sztab szkoleniowy powinna martwić wydłużająca się lista kontuzjowanych graczy. Od dłuższego czasu są na niej Roman Szymański i JP Tokoto II, którzy są wyłączeni do końca sezonu. Niestety, po meczu we Wrocławiu ta lista wydłużyła się o Filipa Puta i Connera Frankampa. Obaj musza przejść szczegółowe badania, które określą termin ich powrotu na boisko.
WKS Śląsk Wrocław – PGE Start Lublin 98:91 (19:25, 21:21, 22:17, 20:19, d. 16:9)
Śląsk: Sanon 19 (3x3), Kirkwood 18 (1x3), Djordjević 13, Urbaniak 9, Nizioł 8 (1x3) oraz Williams 12, Kulikowski 7 (2x3), Luc 6, Penava 6 (1x3), Czerniewicz 0.
Start: O’Reilly 29 (2x3), Wright 22 (1x3), Griffin 9, Ramey 9 (1x3), Put 0 oraz Ford 14 (2x3), Krasuski 8, B. Pelczar 0, Frankamp 0.
Sędziowali: Pastusiak, Puzoń i Tybor.














Komentarze