Ochotnicy z OSP KSRG Kanie od tygodni prowadzili zbiórkę elektrośmieci. Każdy kabel, każda stara lodówka czy zużyty sprzęt miały jeden cel: pozyskanie środków na zakup sprzętu ratowniczego i środków ochrony indywidualnej. To inwestycja nie w strażaków, ale w bezpieczeństwo wszystkich mieszkańców.
Jedna noc, tygodnie pracy stracone
Wszystko zmieniło się w jednej chwili. Z kontenera przy dawnej mleczarni zniknęły agregaty z lodówek – elementy kluczowe dla całej zbiórki. To właśnie one stanowiły największą wartość w procesie recyklingu. Bez nich akcja traci sens, a planowane środki… po prostu przepadają.
– Zostaliśmy okradzeni… przez to nie jesteśmy w stanie ich oddać i otrzymać należnych środków – informują druhowie.
Cios wymierzony w społeczników
W tej historii najbardziej uderza nie tylko sama kradzież, ale jej kontekst. To nie prywatna strata. To uderzenie w ludzi, którzy bez wynagrodzenia, często kosztem własnego czasu i życia rodzinnego, niosą pomoc innym.
– Jest nam zwyczajnie przykro. Działamy społecznie, poświęcamy swój czas i siły dla innych… – piszą strażacy.
Trudno o bardziej gorzki komentarz – szczególnie tuż przed świętami, które powinny być czasem solidarności, nie egoizmu.
Mimo wszystko – nie rezygnują
Choć sytuacja mogłaby podciąć skrzydła, druhowie nie zamierzają się zatrzymać. – Nie poddajemy się i dalej będziemy robić swoje – podkreślają.
Strażacy apelują o pomoc. Każda informacja o osobach, które mogły kręcić się w okolicy miejsca składowania elektrośmieci, może być kluczowa.














Komentarze