Dwa pierwsze spotkania rozgrywane były w hali MOSiR we wtorek i środę. W starciu numer jeden gospodynie szybko wypracował sobie 15 punktów zaliczki. Niestety, później musiały się jeszcze napracować na sukces. Ostatecznie Lotto AZS UMCS wygrał jednak 76:68, chociaż ten rezultat nie powinien sugerować, że mecz w jakikolwiek sposób był wyrównany.
W środę natomiast kibice zobaczyli trochę wyższy poziom i ... wyższe zwycięstwo. Miejscowe od początku kontrolowały boiskowe wydarzenia. Poznanianki się frustrowały, podobnie jak ich trener. Kryzysowy moment miał miejsce w drugiej kwarcie. Przyjezdne zaczęły bronić zdecydowanie bardziej agresywnie, co sprawiło, że gospodynie zupełnie się pogubiły. Efektem były proste straty na obwodzie, które skutkowały kontratakami i punktami sam na sam z koszem. To właśnie w te kwarcie Politechnice udało się objąć na moment prowadzenie.
Kluczowy dla losów meczu okazał się początek drugiej połowy. Podopieczne Karola Kowalewskiego z olbrzymią premedytacją pchały każdą akcję w strefę podkoszową. I nie chodzi tu tylko o podania w „pomalowane”, ale również o penetracje zawodniczek obwodowych. To w końcu musiało przynieść efekt, bo przewaga Lublinianek osiągnęła dwucyfrowe rozmiary. Czwarta kwarta przebiegała już bardzo spokojnie, a Lotto AZS UMCS wygrał 86:71.
– Po dobrych zwycięstwach jest jeden dzień na radość i włączenie social mediów. To są jednak finały i nie ma tu miejsca na lekceważenie. Poznań będzie u siebie bardzo zdeterminowany. Znam tę halę bardzo dobrze i wierzę, że okaże się ona dla nas szczęśliwa – mówi trener Kowalewski.
Zarówno sobotni, jak i ewentualny niedzielny mecz w Poznaniu będzie można obejrzeć na portalu sport.tvp.pl. Oba są planowane na godz. 18.














Komentarze