Tegoroczna wiosna przyniosła silne podmuchy politycznego wiatru zarówno w powiatowych strukturach Polskiego Stronnictwa Ludowego, jak i zarządzie powiatu puławskiego. Z jednego i drugiego gremium wywiało zawodnika wagi ciężkiej lokalnego samorządu, który przez lata był jednym z lokalnych liderów ludowej formacji. Piotr Rzetelski, który utratą obydwu stanowisk, miał zapłacić za fiasko koalicji z PiS w Radzie Miasta Puławy, wydał oświadczenie.
Prawa ręka z apetytem na władzę?
Na wstępie były wicestarosta przypomina, że koalicyjne negocjacje z Prawem i Sprawiedliwością prowadził ramię w ramię z jego ówczesnym zastępcą, wicepresem PSL-u w powiecie puławskim, a obecnie prezesem - Dariuszem Suszyńskim, a także dwoma innymi członkami zarządu partii. Przy czym Suszyńskiego w całym, dość długim tekście, Rzetelski nazywa z lekka anonimowo "Dariuszem S.".
- Dariusz S. był współinicjatorem zawarcia tej koalicji. To on przyprowadził do mnie panią radną Annę Szczepańską-Świszcz, dzięki której mogliśmy zawrzeć tę koalicję. To również Dariusz S. przedstawił mi wizję pozyskania wielu stanowisk w organach i spółkach miejskich - pisze były wicestarosta, wskazując na wysokie zainteresowanie jego byłej "prawej ręki" objęciem funkcji wiceprezydenta Puław. - To jest pomówienie. O tym, kto zostaje wiceprezydentem decyduje prezydent, a ja takiej propozycji nigdy nie otrzymałem - odpowiada nam zapytany o tę kwestię Dariusz Suszyński.
Zgoda na poszerzenie Puław? "Bez wahania"
Jak wspomina autor oświadczenia, jednym z punktów tamtej umowy koalicyjnej był poszerzenie granic miasta Puławy.
- Dariusz S. jako mieszkaniec Góry Puławskiej, zgodził się na wpisanie tego postulatu Anny Szczepańskiej-Świszcz, bez wahania - pisze Rzetelski.
Czy to prawda? - Tak, ale nie wpisaliśmy wtedy niczego o pustyni Kaltenbacha. Był tylko ogólny zapis o poszerzeniu. Poza tym tak naprawdę ta umowa nigdy do końca nie została skonsumowana - odpowiada obecny prezes powiatowego PSL-u.
Żadnych stołków dla swoich
Były prezes puławskich struktur ludowców tłumaczy, że powodem zawarcia koalicji z jego strony nie były żadne "stołki", jedynie "troska o mieszkańców miasta Puławy". - Nigdy nie byłem zainteresowany dla siebie czy moich bliskich żadnymi stanowiskami. Ani ja ani moja rodzina nie otrzymała nigdy żadnych dotacji ani dofinansowań - podkreśla Piotr Rzetelski.
Kto zatem dążył do obejmowania stanowisk dla siebie i swoich ludzi? Były starosta pisze o tym wprost.
- Dariusz S. jako człowiek żądny władzy, do dnia wyboru wicestarosty zabiegał o to stanowisko lub przynajmniej o funkcję członka zarządu - opowiada ludowiec, przypominając o słabym wyniku wyborczym swojego byłego zastępcy (328 głosów do rady powiatu).
Za blisko PiS
Piotr Rzetelski zapewnia jednoczesnie, że do jego "merytorycznej pracy" w zarządzie powiaty "nigdy nie było zarzutów". Problemem były natomiast jego poglądy polityczne, bliżej prawej, niż lewej strony.
- Mój prawicowy światopogląd powodował, że było mi bliżej do PiS, niż do KO. Miałem odwagę to demonstrować - przyznaje były samorządowiec. Jak dodaje, utworzenie koalicji z PiS w mieście Puławy, nigdy nie zostało mu darowane przez ludzi Platformy Obywatelskiej.
- Kara za tę koalicję była jedynie odroczona, a nie zapomniana - ocenia. W jego opinii, działania zmierzające do jego odwołania, rozpoczęły się tuż po tym, jak PSL dogadał się z PiS-em. A finał tych działań nastąpił, gdy do akcji zakulisowo wkroczył "Dariusz S.".
Działacze niezadowoleni
- Marzeniem i motywacją Dariusza S., mojej prawej ręki, był wybór na nowego prezesa PSL, a następnie objęcie funkcji wicestarosty. Plan ten realizował za moimi plecami, przekonując część członków zarządu PSL, że nie ma obiecanego stanowiska wiceprezydenta Puław, a także żadnych "stołków" na które część działaczy dla siebie lub swoich rodzin liczyła - opowiada Rzetelski, podnosząc, że sam opowiadał się za oszczędnościami, ograniczeniem zatrudnienia w powiecie oraz uczciwymi konkursami.
- Wbijając mi nóż w plecy, Dariusz S. - człowiek, któremu ofałem - próbując odwołać mnie z funkcji prezesa PSL, doprowadził do osłabienia mojej pozycji wśród radnych powiatowych Trzeciej Drogi. Radni ci zostali przekonani aby odwołać mnie ze stanowiska wicestarosty, co nastąpiło - przypomina były prezes puławskiego PSL-u.
Niedotrzymane zobowiązania
Co na to Dariusz Suszyński? - Decyzję o odwołaniu Piotra Rzetelskiego z funkcji prezesa PSL podjęła w sposób demokratyczny organizacja powiatowa. To było kilkanaście osób i na pewno każdy miał jakiś powód - mówi obecny szef ludowców w powiecie puławskim, który odcina się od tezy jakoby osobiście za to odpowiadał. Co zatem mogło spowodować tę utratę zaufania do Rzetelskiego ze strony kolegów z partii?
- Bywało, że czuliśmy się pomijani przez Piotra i zaskakiwani tym, co robił. Nie chcę mówić zbyt wiele, ale czasami co innego nam przekazywał na spotkaniach, a co innego potem robił - tłumaczy Suszyński. - Po prostu były pewne zobowiązania, pewne ustalenia, które dorośli ludzie powinni dotrzymywać - dodaje. Oświadczenie swojego kolegi z partii nazywa natomiast skutkiem "frustracji". - Być może Piotr nie może pogodzić się z tym, co się stało - przypuszcza.
Dodajmy, że miejsce Piotra Rzetelskiego w zarządzie powiatu puławskiego zajął Bogdan Krześniak, który w tym tygodniu został oficjalnie członkiem gminnego zarządu PSL-u. Niewykluczone, że w niedalekiej przyszłości trafi również do zarządu powiatowych struktur tej formacji. Sam Rzetelski natomiast pozostaje członkiem kilku rad społecznych, doradzając m.in. w sprawach Muzeum Zamek w Janowcu.














Komentarze