Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Włodawska „rewolucja” na betonie. Czy centrum przesiadkowe za 18 mln zł to ekologiczny hit czy projektowa wpadka?

Włodawa szykuje się do transportowego skoku w nowoczesność, ale zamiast przecinania wstęg, mamy na razie głośne cięcie opinii. Projekt wartego 18 milionów złotych centrum przesiadkowego, który miał być wizytówką „Eko-Włodawy”, stał się zarzewiem konfliktu między władzami miasta a aktywistkami proekologicznymi. Kością niezgody są nie tylko pieniądze, ale przede wszystkim to, czy współczesne miasto powinno stawiać na funkcjonalny beton, czy na „błękitno-zieloną” retencję.
Centrum przesiadkowe Włodawa
Spór we Włodawie to doskonały przykład globalnego dylematu lokalnej skali. Ostateczny werdykt wydadzą pasażerowie

Źródło: Wiesław Muszyński - Burmistrz Włodawy/fb

Wielka kasa i wielkie obietnice

Projekt, o którym mowa, to nie tylko budynek i wiaty. Za kwotę około 18 mln zł Włodawa planuje gruntowną modernizację komunikacji: zakup autobusów elektrycznych, budowę przystanków i zatoczek, montaż ładowarek, uruchomienie systemu rowerów miejskich oraz instalację paneli fotowoltaicznych.

Dla burmistrza Wiesława Muszyńskiego to racjonalny pakiet, który ma w końcu wyciągnąć pasażerów z „ulicznych przystanków” i przenieść ich do cywilizowanego obiektu. Jednak gdy do sieci trafiły szczegóły techniczne, pod włodawskim ratuszem (przynajmniej wirtualnie) zapłonęły pochodnie krytyki.

„Efekt patelni” czy węzeł komunikacyjny?

Aktywistki z profilu „Między Drzewami – Zielone Notatki” wzięły pod lupę projekt zagospodarowania terenu i nie zostawiły na nim suchej nitki. Ich zdaniem, na obszarze przekraczającym 1,2 hektara zaplanowano zaledwie 20 świerków pospolitych, co przy ogromnej powierzchni kostki brukowej i betonu, stworzy latem klasyczną miejską wyspę ciepła.Krytyka dotyczy również „szarej infrastruktury”. Zdaniem ekolożek, miasto zamiast stosować nawierzchnie przepuszczalne, postawiło na szczelną nawierzchnię, która odprowadza wodę do rur i podziemnych skrzynek, zamiast pozwolić jej zasilać miejską zieleń.

„Woda traktowana jest jak odpad. Zamiast wsiąkać, spływa do rur i jest gromadzona w plastikowych klatkach pod betonem” – alarmują autorki analizy, promując model błękitno-zielonej infrastruktury.

Burmistrz odpowiada: „Nie budujemy lasu”

Burmistrz Wiesław Muszyński w emocjonalnym wpisie odpiera zarzuty, nazywając je polityczną manipulacją. Jego argumentacja jest prosta: centrum przesiadkowe to obiekt infrastrukturalny, a nie rekreacyjny.

"Nie tworzymy lasu czy parku, tylko jeden z najważniejszych obiektów komunikacyjnych w naszym mieście" – podkreśla włodarz.

Zaznacza przy tym, że nawierzchnia musi wytrzymać ciężar autobusów, a drzewa i ławki zawsze można dosadzić w przyszłości. Burmistrz uważa, że wytykanie braku powiązania z oddaloną o 2 km stacją kolejową to „wisienka na torcie manipulacji”, ponieważ za inwestycje PKP miasto nie odpowiada.

Dwa światy, jedna Włodawa

Spór we Włodawie to doskonały przykład globalnego dylematu lokalnej skali. Z jednej strony mamy samorząd, który chce sprawnie wydać fundusze na transport publiczny i twardą infrastrukturę. Z drugiej – mieszkańców i ekspertów, którzy uważają, że w 2026 roku nie wolno już budować „pustyń z kostki”, nawet jeśli parkują na nich elektryczne autobusy.

Czy Włodawa rzeczywiście jest „Eco”, bo kupuje elektryki, czy staje się „betonowa”, bo oszczędza na cieniu? Ostateczny werdykt wydadzą pasażerowie, gdy w upalny lipcowy dzień będą czekać na przesiadkę – miejmy nadzieję, że nie w pełnym słońcu.


Centrum przesiadkowe Włodawa

Źródło: Wiesław Muszyński - Burmistrz Włodawy/fb

Centrum przesiadkowe Włodawa

Źródło: Wiesław Muszyński - Burmistrz Włodawy/fb

Centrum przesiadkowe Włodawa

Źródło: Wiesław Muszyński - Burmistrz Włodawy/fb

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama