Wielka kasa i wielkie obietnice
Projekt, o którym mowa, to nie tylko budynek i wiaty. Za kwotę około 18 mln zł Włodawa planuje gruntowną modernizację komunikacji: zakup autobusów elektrycznych, budowę przystanków i zatoczek, montaż ładowarek, uruchomienie systemu rowerów miejskich oraz instalację paneli fotowoltaicznych.
Dla burmistrza Wiesława Muszyńskiego to racjonalny pakiet, który ma w końcu wyciągnąć pasażerów z „ulicznych przystanków” i przenieść ich do cywilizowanego obiektu. Jednak gdy do sieci trafiły szczegóły techniczne, pod włodawskim ratuszem (przynajmniej wirtualnie) zapłonęły pochodnie krytyki.
„Efekt patelni” czy węzeł komunikacyjny?
Aktywistki z profilu „Między Drzewami – Zielone Notatki” wzięły pod lupę projekt zagospodarowania terenu i nie zostawiły na nim suchej nitki. Ich zdaniem, na obszarze przekraczającym 1,2 hektara zaplanowano zaledwie 20 świerków pospolitych, co przy ogromnej powierzchni kostki brukowej i betonu, stworzy latem klasyczną miejską wyspę ciepła.Krytyka dotyczy również „szarej infrastruktury”. Zdaniem ekolożek, miasto zamiast stosować nawierzchnie przepuszczalne, postawiło na szczelną nawierzchnię, która odprowadza wodę do rur i podziemnych skrzynek, zamiast pozwolić jej zasilać miejską zieleń.
„Woda traktowana jest jak odpad. Zamiast wsiąkać, spływa do rur i jest gromadzona w plastikowych klatkach pod betonem” – alarmują autorki analizy, promując model błękitno-zielonej infrastruktury.
Burmistrz odpowiada: „Nie budujemy lasu”
Burmistrz Wiesław Muszyński w emocjonalnym wpisie odpiera zarzuty, nazywając je polityczną manipulacją. Jego argumentacja jest prosta: centrum przesiadkowe to obiekt infrastrukturalny, a nie rekreacyjny.
"Nie tworzymy lasu czy parku, tylko jeden z najważniejszych obiektów komunikacyjnych w naszym mieście" – podkreśla włodarz.
Zaznacza przy tym, że nawierzchnia musi wytrzymać ciężar autobusów, a drzewa i ławki zawsze można dosadzić w przyszłości. Burmistrz uważa, że wytykanie braku powiązania z oddaloną o 2 km stacją kolejową to „wisienka na torcie manipulacji”, ponieważ za inwestycje PKP miasto nie odpowiada.
Dwa światy, jedna Włodawa
Spór we Włodawie to doskonały przykład globalnego dylematu lokalnej skali. Z jednej strony mamy samorząd, który chce sprawnie wydać fundusze na transport publiczny i twardą infrastrukturę. Z drugiej – mieszkańców i ekspertów, którzy uważają, że w 2026 roku nie wolno już budować „pustyń z kostki”, nawet jeśli parkują na nich elektryczne autobusy.
Czy Włodawa rzeczywiście jest „Eco”, bo kupuje elektryki, czy staje się „betonowa”, bo oszczędza na cieniu? Ostateczny werdykt wydadzą pasażerowie, gdy w upalny lipcowy dzień będą czekać na przesiadkę – miejmy nadzieję, że nie w pełnym słońcu.














Komentarze