Samolot rolniczo-gaśniczy PZL M18 Dromader wystartował z Warszawy. Był 5 maja, godzina 19.00. Puszcza Solska paliła się już od czterech godzin. Lecącym jej na ratunek Dromaderem sterował pilot Andrzej Gawron.
Miał 65 lat. W 1989 roku związał się z Polskimi Liniami Lotniczymi LOT. Był kapitanem, po odejściu z LOT-u został instruktorem samolotowym 1. klasy, przewinął się przez kilka firm, ostatnio służył w Mieleckich Zakładach Lotniczych.
Poświęcenie pilota Gawrona
Znajomi mówili, że kapitan Gawron niebo traktował jak drugi dom. Odnajduję jego kanał na Youtube. W 2026 roku wrzucił sześć filmów. 1 marca: pierwszy lot z wodą, jej uzupełnianie, zraszanie. 3 marca: zrzut wody. 30 marca: odlot z EPML i przylot do EPGR.
Miał spokojny głos. Po tylu latach w powietrzu naturalnie musiał być opanowany. Pewnie w przestworzach widział już niemal wszystko. Na Youtube pokazywał krajobrazy wschodniej Polski, środek Dromadera, pokładowe przyrządy, procedury uruchomiania silnika i tankowania, treningi gaśnicze.
Projekt PZL M18 Dromadera, którym latał, sięga lat siedemdziesiątych XX wieku. Wciąż się go używa, choć uważany jest za konstrukcję archaiczną, przestarzałą. „Latający ciągnik”, prycha się nieco pogardliwie w środowisku.
Do tragicznego wypadku, w którym zginął pilot Gawron, doszło o 20.41 w okolicach miejscowości Osuchy w powiecie biłgorajskim. Tamtego dnia zmierzch nadszedł o 19.56.
Nie jest wskazane, żeby Dromadery latały w ciemności, chyba że podczas akcji gaśniczych. A to była jedna z nich, choć każdy manewr Gawrona był szalenie niebezpieczny. Niestety, też śmiertelnie niebezpieczny.
Poruszający wpis po jego śmierci w mediach społecznościowych zamieściła Marta Cugier, od 1999 roku wokalistka Lombardu. Napisała, że Paweł Klimczak, były gitarzysta zespołu, został pilotem PLL LOT właśnie za sprawą Gawrona. Po koncercie w Toronto muzycy wracali samolotem do Polski i trafili do kokpitu. Klimczak z miejsca zakochał się w zawodzie, nie chciał być już tylko pasażerem. Kapitan o imieniu Tomek powiedział mu, że jeśli ten tylko wyrazi chęć, pomoże mu zrobić stosowne uprawnienia. Problem w tym, że panowie nie wymienili się numerami.
Cugier postanowiła pomóc koledze. Zadzwoniła na Okęcie i poprosiła o połączenie z „pokojem pilotów”. Odebrał Gawron. Wysłuchał historii o powietrznych marzeniach członka Lombardu. Gdy piosenkarka poprosiła go o kontakt do kapitana Tomka, ten odparł: „Droga pani Marto, a czy to nie mogę być ja?”. I był, a po jego tragicznej śmierci Cugier napisała: „Szarmancki, ciepły, pełen klasy dżentelmen. Człowiek o pięknym głosie, ogromnej pasji i wielkiej miłości do lotnictwa”.
W Puszczy Solskiej, w której szczególnie przez pierwszą dobę panowały ekstremalnie trudne warunki, zaryzykował życiem. Tacy ludzie są bohaterami. Bohaterami z ognia.
Strażacy też ludzie
Niedługo później dwóch strażaków podczas akcji gaszenia lasu w Nadleśnictwie Józefów podtruło się dymem. Ich zdrowiu nie nie zagraża.
- Praca przy takim pożarze jest bardzo wymagająca fizycznie. To ogromny wysiłek i duże obciążenie organizmu. Każdy ma zresztą inną wytrzymałość. Jedna osoba może być bardziej wrażliwa od drugiej. Czasami człowiek po prostu słabiej się poczuje. Tak samo jak każdy z nas podczas ciężkiej pracy czy przebywania długo na słońcu może potrzebować odpoczynku, schłodzenia organizmu, chwili regeneracji. Strażacy również są tylko ludźmi. Dlatego mamy odpowiednie procedury i zabezpieczenia medyczne, żeby zapewnić ratownikom maksymalne bezpieczeństwo. Jeśli ktoś gorzej się poczuje, jest natychmiast objęty opieką profilaktycznie, żeby mieć pewność, że nic mu nie zagraża – mówił nam Wojciech Gralec, rzecznik Komendanta Głównego Państwowej Straży Pożarnej.
Inna sprawa, że wystarczył mi rzut oka na pokrytą sadzą twarz Rafała Goliszka, zastępcy Lubelskiego Komendanta Wojewódzkiego PSP, czyli jednak funkcjonariusza wysokiego rangą i pozycją, żeby zrozumieć, że każdy z ponad 800 strażaków ratujących Puszczę Solską i mieszkańców tamtejszych gmin osobiście ryzykuje życiem i zdrowiem.
Zaufanie
Z badania CBOS wynika, że 97 procent Polaków pozytywnie ocenia działania strażaków. Według danych z maja 2026 roku w rankingu zaufania społecznego rok do roku ustąpili oni fotel lidera ratownikom medycznym, ale wciąż 84 procent rodaków deklaruje poważanie dla tego zawodu.
W dobie wszechobecnej polaryzacji, przeniesienia życia do internetu, sztucznej inteligencji zastępującej prawdziwą inteligencję szacunek do strażaków wynika z bezpośredniości i bezinteresowności ich działań.
Za rzadko się o tym mówi, że w autentycznie praktykowany przez strażaków etos ich pracy wpisuje się szacunek i pokora do natury, żywiołów, ich prawideł i wielkości. Najwyższego stopnia humanizm. Niesienie pomocy, ryzykowanie własnego życia, wreszcie, choć to akurat najmniej istotne, brak uwikłania w spory polityczne.
Z przykrością stwierdzam, że część bardziej betonowych polityków PiS i wspierających ich prawicowych mediów przez kilkadziesiąt godzin pożaru Puszczy Solskiej próbowało skierować dyskusję wokół niego na tory partyjnej młócki: obarczyć możliwie największą winę ministra Marcina Kierwińskiego i minister Paulinę Henning-Kloskę, zasugerować, że strażacki sprzęt pochodzi z krytykowanych i objętych prokuratorskimi zarzutami środków z Funduszu Sprawiedliwości.
Żeby las trwał
Ale mniej czy bardziej zasadna krytyka systemu nie może przesłonić obrazu bohaterstwa strażaków, policjantów, leśników. Młodszych i starszych. Mężczyzn i kobiet. Tych profesjonalnych. I ochotników. Wsiadających do wozów. I z wozów wysiadających. Jeżdżących kolumnami. I pojedynczo. Na długo. I na krótko.
Tworzących linie obrony, rozkładających linie gaśnicze, pompujących wodę, gaszących pożary, po dwunastogodzinnych zmianach wracających w czerni, wyczerpaniu i zaczadzeniu dymem. Żeby las trwał. Tak jak życie w nim i wokół niego.














Komentarze