Obietnice kontra rzeczywistość
Sprawa kortów tenisowych przy „Ósemce” ciągnie się niemal tak długo, jak zacięty tie-break. Jeszcze we wrześniu ubiegłego roku władze miasta uspokajały, że prace idą zgodnie z planem. Wiceprezydent Radosław Wnuk deklarował wówczas, że planowany termin zakończenia robót przypada na 30 listopada 2025 roku.
Rzeczywistość zweryfikowała te zapowiedzi. Kiedy minął listopad, a potem ostateczny, wynikający z umowy termin 28 lutego 2026 roku, do akcji wkroczył radny Piotr Jabłoński. W swojej interpelacji punktował ratusz, pytając o przyczyny „istotnego poślizgu” i dopytując, kto ostatecznie zapłaci za to czekanie.
Zabrakło „finiszu” na nawierzchni
Odpowiedź z ratusza nie pozostawia złudzeń: inwestycja nie została oddana w terminie, a winę za to ponosi wykonawca. Choć większość prac jest już wykonana, do szczęścia sportowców brakuje kluczowego elementu. Na chwilę obecną do wykonania pozostaje nawierzchnia akrylowa kortów, bez której obiekt jest po prostu bezużyteczny.
To jednak nie koniec problemów tego samego wykonawcy. Okazuje się, że w ramach tego samego kontraktu opóźnienia dotyczą także placu zabaw przy Szkole Podstawowej nr 7, gdzie obecnie trwa weryfikacja dokumentacji odbiorowej.
Kosztowne sekundy opóźnienia
Dla firmy realizującej zadanie każdy kolejny dzień zwłoki to nie tylko straty wizerunkowe, ale przede wszystkim wymierne uderzenie po kieszeni. Ratusz zapowiedział już wyciągnięcie konsekwencji finansowych. Zasady są jasne:
- Wartość całej umowy to 6,3 mln zł.
- Kara umowna wynosi 0,02 proc. wartości kontraktu za każdy dzień opóźnienia.
Prosty rachunek pokazuje, że doba zwłoki kosztuje wykonawcę ponad 1200 złotych. Przy inwestycji tej skali licznik kar bije nieubłaganie, a miasto zapewnia, że nie odpuści egzekwowania należności, jeśli opóźnienie nie wynika z winy inwestora.














Komentarze