Sprawa budzi tym większe kontrowersje, że szkoły od miesięcy wdrażają tzw. standardy ochrony małoletnich, które mają maksymalnie ograniczać ryzyko kontaktu dzieci z osobami mogącymi stanowić zagrożenie. Tymczasem w Opolu Lubelskim – jak podkreślają rodzice – doszło do sytuacji dokładnie odwrotnej.
– Nie posyłamy dzieci do szkoły po to, żeby mijały na korytarzu ludzi skazanych za gwałt czy zabójstwo. To jest absolutny skandal i całkowite oderwanie od odpowiedzialności za bezpieczeństwo dzieci – mówi nam jedna z matek.
Gwałcił kijem bejsbolowym i kluczem do kół
Według relacji rodziców od końcówki marca osadzeni mieli wykonywać na terenie szkoły prace związane z przygotowaniem ściany sensoryczno-dekoracyjnej z elementami ceramiki. Problem w tym, że – jak twierdzą rodzice – prace odbywały się w głównym ciągu komunikacyjnym szkoły, którym codziennie przemieszczają się setki dzieci, w tym przedszkolaki idące na obiady.
Największe poruszenie wywołały informacje dotyczące jednego z osadzonych. Jak twierdzą rodzice, miał zostać rozpoznany przez matkę jednego z uczniów pochodzącą z okolic Włodawy. Według mieszkańców chodzi o mężczyznę figurującego w publicznym Rejestrze Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym, skazanego za gwałt ze szczególnym okrucieństwem. Chodzi o Mateusza Jawicza. Faktycznie – widnieje on w tym rejestrze.
Dziennik Wschodni tak opisywał napaść z jego udziałem w 2018 roku:
Z nieoficjalnych informacji wynika, że chłopak został następnie przewieziony do lasu. Tam oprawcy ponownie zaczęli się nad nim znęcać. Obezwładnili swoją ofiarę, przyciskali go nogami do ziemi, po czym zgwałcili kijem baseballowym i kluczem do kół. Ranny trafił później do szpitala.
W związku ze sprawą zatrzymano czworo podejrzanych. Wszyscy to bardzo młodzi ludzie. Jeden z nich to 19-letni Damian O. Śledczy ustalili, że wspólnie z kolegami bił ofiarę. Odpowie również za pozbawienie wolności ze szczególnym udręczeniem oraz zmuszenie do tzw. innej czynności seksualnej. Zdaniem prokuratury, to m.in. on użył klucza.
Podobne zarzuty usłyszał jego znajomy – 20-letni Rafał K. Za bicie, uprowadzenie i brutalny gwałt odpowie również 23-letni Mateusz J. Śledczy zarzucili również młodym ludziom wywieranie wpływu na świadka. Podejrzani mieli grozić rannemu mężczyźnie, żeby ten nie informował policji o zdarzeniu.
Zarzuty w tej sprawie usłyszała również 18-letnia Greta P. Dziewczyna odpowie za pomocnictwo w pozbawieniu wolności, pobiciu i zmuszaniu do innej czynności seksualnej.
Mordercy z Ukrainy?
Rodzice wskazują również, że na terenie szkoły mieli przebywać także obywatele Ukrainy skazani za brutalne zabójstwo, opisywane wcześniej przez regionalne media.
Obawy mieszkańców są tym większe, że – jak podkreślają – rodzice nie zostali wcześniej poinformowani o obecności osadzonych na terenie szkoły.
– Nikt nas o niczym nie uprzedził. Dowiedzieliśmy się przypadkiem. Gdybyśmy wiedzieli wcześniej, wielu rodziców po prostu nie puściłoby dzieci do szkoły – słyszymy od kolejnej osoby.
Zakład Karny: „Prace odbywały się pod nadzorem”
O komentarz poprosiliśmy Zakład Karny w Opolu Lubelskim. Porucznik Sylwia Smaga, potwierdziła, że osadzeni wykonywali prace na terenie szkoły w ramach oficjalnego porozumienia pomiędzy placówką a administracją więzienia.
– Przedmiotowe porozumienie miało na celu współpracę między innymi w zakresie wykonania przez osadzonych na rzecz szkoły ściany sensoryczno-dekoracyjnej z elementami ceramiki – przekazała.
Jak zaznacza, wszyscy osadzeni uczestniczący w projekcie odbywają karę w zakładzie typu półotwartego i zostali wyselekcjonowani przez administrację więzienia.
– Osadzony, o którym mowa uczestniczył jednorazowo w zajęciach. Jego uczestnictwo wynikało z jego umiejętności niezbędnych do wykonania wstępnego etapu prac. Niemniej jednak osadzony posiadał uprawnienia do uczestnictwa w zajęciach poza terenem zakładu karnego. Osadzony kierowany do zakładu półotwartego musi wykazać się przede wszystkim odpowiednią postawą i zachowaniem, które uzasadniają odbywanie kary w warunkach zmniejszonego rygoru i zabezpieczenia – wyjaśnia Smaga.
Zakład Karny podkreśla również, że prace odbywały się pod stałym nadzorem funkcjonariuszy Służby Więziennej i w większości miały być realizowane w dni wolne od zajęć dydaktycznych. Jednocześnie potwierdzono, że pierwsza obecność osadzonych w szkole miała miejsce w tygodniu, w czasie zajęć lekcyjnych, z uwagi na „potrzebę ustalenia szczegółów zadania z administracją szkolną”. – Prace te w tym dniu ograniczyły się do oględzin miejsca, gdzie wykonana zostanie ewentualna ścianka – mówi pani porucznik z opolskiego ZK.
Sylwia Smaga nie potwierdziła wprost, czy wśród osadzonych faktycznie znajdowały się osoby skazane za zabójstwo. Powołała się przy tym na art. 24a ust. 1 ustawy o Służbie Więziennej.
Szkoła: „Nie było zagrożenia”
Stanowisko przesłała nam również Szkoła Podstawowa nr 1 w Opolu Lubelskim. Wicedyrektor Janusz Stępień potwierdził zawarcie porozumienia z Zakładem Karnym i realizację projektu.
– Do pomocy przy wykonaniu ścianki Zakład Karny oddelegował wyselekcjonowanych przez siebie osadzonych zaangażowanych w projekt. Ich praca została zaplanowana w dniach wolnych od zajęć dydaktycznych w wydzielonej, ograniczonej przestrzeni, osadzeni nie mieli bezpośredniego kontaktu z uczniami – zapewnia szkoła.
Jak dodaje, osadzeni podczas wykonywania prac pozostawali pod stałym nadzorem funkcjonariuszy SW oraz pracownika szkoły.
– Wszelkie podejmowane działania były zgodne z zawartym porozumieniem i nie stanowiły jakiegokolwiek zagrożenia dla uczniów i pracowników szkoły – podkreśla wicedyrektor.
„Jak to w ogóle mogło zostać zaakceptowane?”
Wyjaśnienia nie uspokajają jednak rodziców. Wielu z nich zwraca uwagę, że sama obecność osób skazanych za ciężkie przestępstwa – niezależnie od nadzoru – nie powinna mieć miejsca na terenie szkoły podstawowej.
Pytania mieszkańców dotyczą nie tylko bezpieczeństwa, ale również elementarnej oceny sytuacji przez osoby odpowiedzialne za placówkę.
– Nawet jeśli wszystko odbywało się zgodnie z procedurami więziennymi, to pozostaje pytanie: kto uznał, że szkoła podstawowa jest odpowiednim miejscem do takich działań? – pyta jeden z rodziców.
Sprawa wywołała duże poruszenie wśród mieszkańców Opola Lubelskiego. Rodzice zapowiedzieli złożenie zawiadomień do Kuratorium Oświaty, Ministerstwa Edukacji oraz Rzecznika Praw Dziecka. Rzecznik prasowy kuratorium potwierdził nam, że takie zgłoszenie wpłynęło, a instytucja zajęła się wyjaśnieniem sprawy.
Nawet jeśli osadzeni przebywali wśród dzieci jednorazowo, co wynika z oświadczenia opolskiego więzienia, to należy zadać sobie pytanie, czy nie był to o jeden raz za dużo. I nawet jeśli wszystko odbywało się zgodnie z procedurami, to niekoniecznie musi oznaczać, że w zgodzie ze zdrowym rozsądkiem. Czy dbałość o bezpieczeństwo dzieci została – nomen omen – pogwałcona przez niefrasobliwe działania władz zakładu penitencjarnego i szkoły?














Komentarze