Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Pierwszy sezon bez promu? Wisła na razie nie daje szans

To może być pierwszy od lat pełny sezon bez żadnego promu na Wiśle pomiędzy gminami Janowiec i Kazimierz Dolny. Żeglugi nie ułatwia stan rzeki i tworzące się w jej korycie płycizny. Turystom pozostają mosty.
Pierwszy sezon bez promu? Wisła na razie nie daje szans
Prom Kazimierz Dolny-Janowiec wciąż nie może pływać z powodu niskiego stanu rzeki. Zdjęcie archiwalne

Autor: rs/archiwum

Mieszkańcy powiatu puławskiego oraz odwiedzający ten region turyści przez ostatnie dekady przyzwyczaili się do tego, że na drugą stronę Wisły w sezonie letnim można dostać się promem. A nawet dwoma do wyboru - jednym kursującym pomiędzy Nasiłowem a Bochotnicą i drugim pływającym pomiędzy Janowcem i Kazimierzem Dolnym. Niestety, ten pierwszy nie działa już od dwóch lat, a drugi rozpoczynający się sezon zaczyna spisywać na straty. 

Walka z wiatrakami

- W chwili obecnej stan Wisły nie pozwala na wznowienie tej działalności. Problemem jest nie tylko niski poziom rzeki, ale także usypujący wysepki piasek. Musielibyśmy regularnie pogłębiać tor, ale to zaczyna przypominać walkę z wiatrakami - usłyszeliśmy w firmie Żegluga Pasażerska, Henryk Skoczek z Kazimierza Dolnego, która dzierżawi prom należący do Gminy Janowiec. 

We wtorek, 19 maja, stan Wisły w Puławach o godz. 15 wynosił 144 cm. To niewiele, zwłaszcza biorąc pod uwagę wielkość i zanurzenie janowieckiej jednostki. Dla niej wciąż jest za płytko. - My potrzebowaliśmy teraz co najmniej dwóch metrów - tłumaczy pracownik spółki. Kiedy zatem możemy spodziewać się wznowienia kursów? - Trudno powiedzieć. Żadnego terminu w tych warunkach nie wskazujemy - przyznaje nasza rozmówczyni. 

Potrzebna wysoka fala

Szans na rychłe wznowienie pracy promu nie widzi też wójt Janowca, Jan Gędek. - Musiałaby przyjść teraz naprawdę duża woda, żeby zmyła te wszystkie płycizny. W innym przypadku uruchomienie żeglugi będzie raczej niemożliwe - ocenia samorządowiec zachęcając turystów do korzystania z istniejących mostów w Puławach i Kamieniu. 

Brak możliwości przeprawiania pasażerów na drugą stronę rzeki to poważny problem nie tylko dla rozwoju turystyki, ale bezpośrednio także dla armatora, spółki Żegluga Pasażerska. Ta w 2022 roku wygrała przetarg na dzierżawę gminnego promu za cenę 255 tys. zł rocznie, a więc ponad 21 tys. zł miesięcznie. Spółka wystąpiła o umorzenie części ponoszonych kosztów z uwagi na siłę wyższą, która fizycznie uniemożliwia prowadzenie działalności. Na razie jednak pozytywnej decyzji w tej sprawie nie ma. 

Prom "Serokomla" na sprzedaż

Drugi z promów, który przez 20 lat był stałym elementem wiślanego krajobrazu, zniknął na dobre po sezonie w 2023 roku. Jego właścicielem jest janowiecka firma spożywcza Reypol, znany producent m.in. ketchupów. Ich jednostka jest zacumowana w porcie rzecznym w Puławach. Czy wróci do pracy w Nasiłowie? 

- My zajmować się tym już na pewno nie będziemy, teraz koncentrujemy się na podstawowej działalności firmy. Ale chcielibyśmy, żeby ten prom wrócił. Wystawiliśmy go na sprzedaż (za ok. 200 tys. zł przyp.) i mamy nadzieję, że znajdzie się podmiot, który z naszej oferty skorzysta - mówi nam Jarosław Rejmak, szef Rejpolu. Jak zaznacza - w grę wchodzi zarówno sprzedaż, jak wynajem jednostki.  

- Sam jestem wodniakiem, rzeka to zawsze była moja pasja i naprawdę przykro mi dzisiaj patrzeć na Wisłę, gdy tego promu już nie ma. To wielka strata dla całego regionu. Wokół niego latami toczyło się życie, woził turystów i sam stanowił dla nich atrakcję - opowiada nasz rozmówca. - Liczę, że kiedyś wróci - przyznaje prezes spółki. 

Czekając na kładkę

Jego zdaniem, mimo niskiego stanu rzeki i najpewniej konieczności pogłębienia koryta, warunki w Nasiłowie są nieco lepsze od tych panujących w Kazimierzu Dolnym, gdzie operował prom z Janowca. Na razie jednak w jednym i drugim miejscu na promową działalność na Wiśle wody jest za mało. 
Transport pomiędzy obydwoma brzegami z pewnością ułatwiłaby planowana przed laty kładka pieszo-rowerowa. Na razie jednak o tej inwestycji słychać niewiele. Przedsięwzięcie, którego budowę zapowiedziało Województwo Lubelskie, nie ma jeszcze ani wymaganych pozwoleń ani finansowania. Koszt kazimierskiej kładki na razie nie jest znany. 

Warto wspomnieć, że w kwietniu tego roku nad Bugiem w Drohiczynie ruszyła budowa kładki pieszo-rowerowej o długości ponad 140 metrów i szerokości 3 metrów. Jej koszt wyniósł zaledwie niecałe 9 mln zł. Wisła to jednak zupełnie inna rzeka, o czym dwa lata temu przekonała się Warszawa. Stołeczna kładka o długości ponad 450 metrów kosztowała 154 mln zł. 

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama