Do zdarzenia doszło w sobotę, 23 maja, o godz. 4 nad ranem. Kierujący infiniti jadąc od strony Górki Lubartowskiej próbował pokonać zakręt przy kościele w Leszkowicach. Wszedł w niego zdecydowanie zbyt szybko - nie tylko ze względu na obowiązujące w tym miejscu ograniczenie prędkości, ale także swoje umiejętności. Auto wpadło prosto w ceglane ogrodzenie kościoła, staranował je i wjechał na teren świątyni. Zatrzymał się dopiero na jednym z drzew rosnących kilka metrów od budynku.
- To dobrze, że to drzewo tam rosło, bo inaczej samochód uderzyłby w kościół, a wtedy mógłby nawet wjechać do środka. To jest drewniany budynek obłożony cegłą. Straty dla parafii byłyby bardzo wysokie - mówi nam ks. Grzegorz Opoka, proboszcz parafii pw. Józefa Oblubieńca NMP i św. Jana Chrzciciela w Leszkowicach.
Na miejsce przyjechała policja, straż i karetka pogotowia. Zanim przyjechali, kierowca zdołał wyjść z samochodu. Ratownicy zabrali poszkodowanego i jednocześnie sprawcę zdarzenia do szpitala na badania. Nic poważnego mu się nie stało. Kontakt z nim był jednak utrudniony. Okazało się, że 22-letni mieszkaniec gminy Firlej był pijany. Badanie wykazało 1,5 promila.

Za swoją szarszę kierowca będzie musiał odpowiedzieć karnie. Na razie zatrzymane zostało jego prawo jazdy. Konsekwencje sobotniej szarszy w Leszkowicach na tym się jednak nie skończą. Za prowadzenie auta w stanie nietrzeźwości sąd może go skazać nawet na 3 lata więzienia. Kodeks za taki czyn przewiduje również dłuższy zakaz prowadzenia pojazdów oraz wysoką grzywnę. 22-latek odpowie również za spowodowanie kolizji.
Mężczyzna wyszedł już ze szpitala. Parafia czeka obecnie na rzeczoznawcę, który wyceni szkody. Poza zniszczonym przęsłem ogrodzenia i zrytym trawnikiem, kamienie wzbite w powietrze porysowały rynny kościoła. Na razie żadnych zbiórek na odbudowę ogrodzenia nie ogłoszono. Parafia liczy na to, że koszty pokryje sam poszkodowany, osobiście lub z pomocą ubezpieczyciela.















Komentarze