Przez dwa majowe dni Chełm miał swój własny literacki rytm. Na Placu dr. Edwarda Łuczkowskiego nie było pośpiechu codziennego miasta, lecz gwar rozmów, szelest przewracanych stron, kolejki po autografy i spotkania, które często zamieniały się w małe, osobiste rozmowy między autorami a czytelnikami.
V Chełmskie Targi Książki przeszły do historii jako wydarzenie rekordowe pod względem frekwencji. Odwiedziło je ponad 8 tysięcy osób, a swoją ofertę zaprezentowało blisko 50 wydawnictw z całej Polski. Były setki sprzedanych książek, tysiące podpisów, zdjęć i uśmiechów. Ale przede wszystkim była atmosfera święta, w którym literatura nie stała za szybą ani na wysokiej półce. Była blisko ludzi.
Oficjalnego otwarcia targów dokonała dyrektor Chełmskiej Biblioteki Publicznej Katarzyna Sokołowska, w towarzystwie honorowych patronów: poseł Anny Dąbrowskiej-Banaszek i prezydenta Chełma Jakuba Banaszka. Chwilę później plac przejęli autorzy, aktorzy, muzycy i czytelnicy.
Miasto podziemi, fantastyki i trudnych rozmów
Pierwszy dzień rozpoczął się od mocnego lokalnego akcentu. Archeolog Teresa Mazurek z Muzeum Ziemi Chełmskiej zabrała publiczność w podróż pod powierzchnię miasta, opowiadając o książce „Tajemnicza studnia na Chełmskiej Górce”. Było to symboliczne otwarcie targów: od historii zapisanej nie tylko w książkach, ale także w ziemi, murach i miejskiej pamięci.
Potem przyszła kolej na najmłodszych. Joanna Olech, autorka kultowej „Dynastii Miziołków”, pokazała, że spotkanie z pisarzem dla dzieci może być żywiołowe, zabawne i pełne wyobraźni. Dzieci rysowały, śmiały się i udowadniały, że literatura najmłodszych nie potrzebuje nadęcia – potrzebuje energii.
Na scenie pojawiła się też Magdalena Szefernaker, która mówiła o książkach „Mama na obcasach” i „Samorząd na obcasach”. Rozmowa szybko wyszła poza ramy promocji wydawniczej. Dotyczyła siły kobiet, codziennych wyborów, stereotypów i łączenia życia rodzinnego z aktywnością publiczną.
Jednym z ważniejszych momentów pierwszego dnia było także rozstrzygnięcie konkursu „Pomocna dłoń”, podczas którego uhonorowano lokalnych liderów młodego wolontariatu. Zaraz później scenę wypełniły głosy młodych wykonawców ze Studia Wokalnego „Uwolnij Głos”.
Pilipiuk, Żulczyk i kolejki, które mówiły wszystko
Prawdziwe oblężenie rozpoczęło się przy spotkaniach z autorami, którzy od lat przyciągają wiernych czytelników. Andrzej Pilipiuk, jeden z najpopularniejszych twórców polskiej fantastyki, opowiadał o Jakubie Wędrowyczu, researchu historycznym i swojej fascynacji archeologią. Publiczność słuchała uważnie, bo Pilipiuk należy do tych autorów, którzy potrafią opowiadać tak, jak piszą – z detalem, ironią i wyczuciem anegdoty.
Chwilę później na targach pojawił się Jakub Żulczyk. Bezkompromisowy, uważny i daleki od łatwych odpowiedzi. Autor „Ślepnąc od świateł” i „Informacji zwrotnej” mówił o samotności, uzależnieniach, pogubieniu współczesnego człowieka i bohaterach, którzy często przegrywają nie dlatego, że są źli, ale dlatego, że nie potrafią zatrzymać własnego upadku.
To były spotkania, przy których najlepiej było widać, że czytelnicy przychodzą nie tylko po autograf. Przychodzą po kontakt z kimś, kto nazwał ich lęki, śmiech, wspomnienia albo ciemniejsze strony codzienności.
Aktorzy opowiadali o rolach, ale też o życiu poza sceną
Wieczór należał do ludzi teatru i filmu. Grażyna Wolszczak mówiła o pracy aktorki, dubbingu, teatrze i produkcji spektakli. Bartłomiej Topa przyciągnął publiczność kulisami serialu „1670”, ale też refleksją o tym, jak ważny w zawodzie aktora jest dystans i umiejętność wyjścia poza rolę.
Pierwszy dzień zamknął Jerzy Zelnik – legenda polskiego kina, niezapomniany Ramzes XIII z „Faraona”. Spotkanie z nim miało w sobie coś z lekcji historii filmu, ale też z rozmowy o pamięci i odpowiedzialności artysty za słowo. Później Zelnik wrócił na scenę podczas koncertu polskiej muzyki filmowej i poezji. Wraz z Patrycją Grecką, Anną Kuczok i Januszem Powolnym stworzył wieczór nastrojowy, skupiony, daleki od festynowego hałasu.
Pod chełmskim niebem literatura spotkała się wtedy z muzyką. I było to jedno z najbardziej eleganckich zakończeń pierwszego dnia targów.
Drugi dzień: Fredro, Polesie, Tatry i miasta z książek
Sobota rozpoczęła się od warsztatów dla seniorek „Nowa Ja – wizerunek pokolenia Silver”, które poprowadziła Aneta Dziedzicka. Było o stylu, pewności siebie i o tym, że dojrzałość nie musi oznaczać rezygnacji z własnego wizerunku.
Następnie scena zamieniła się w świat Fredry. Słuchacze Uniwersytetu Trzeciego Wieku przy PANS w Chełmie zaprezentowali „Śluby panieńskie”, udowadniając, że klasyka może być żywa, lekka i pełna wdzięku.
Hanna Pawłowska odkrywała przed słuchaczami „Sekrety Polesia Lubelskiego”, pokazując, że region ma opowieści, które nie potrzebują dalekich podróży, by fascynować. Wystarczy uważniej spojrzeć na miejsca pozornie znane.
Dzieci znów miały swoje literackie święto. Były warsztaty dogoterapii „Piesku, poczytam Ci”, przygotowane przez Sylwię Bedlińską-Górę, oraz spektakl „Koziołek Matołek” w wykonaniu Agencji Artystycznej PRYM ART. Dziecięcy gwar mieszał się z rozmowami dorosłych czytelników, tworząc atmosferę wydarzenia naprawdę wielopokoleniowego.
Tatry, komiks, architektura i Korea
Popołudnie przyniosło kolejne mocne spotkania. Hubert Ronek, rysownik i scenarzysta komiksowy, opowiadał o tym, jak trudną historię – taką jak wojenne losy Antka Srebrnego – przełożyć na język komiksu, aby trafiła do młodego odbiorcy.
Beata Sabała-Zielińska wniosła na targi temperament Tatr. Opowiadała o ratownikach TOPR, schronisku w Dolinie Pięciu Stawów Polskich i górach, które nigdy nie są tylko pięknym widokiem z pocztówki. W jej opowieściach Tatry były wymagające, surowe i prawdziwe.
Jednym z najciekawszych spotkań była rozmowa z Grzegorzem Piątkiem, architektem, publicystą i laureatem Nagrody Literackiej m.st. Warszawy. Autor książek „Najlepsze miasto świata” i „Gdynia obiecana” rozmawiał z prezydentem Jakubem Banaszkiem o tożsamości miast, architekturze i ludziach, którzy zostawiają po sobie więcej niż budynki.
Michał Szulim przeniósł publiczność do Korei Południowej, opowiadając barwnie i z humorem o codzienności, kulturze, zwyczajach i miejscach, które warto zobaczyć. Było podróżniczo, lekko, ale też ciekawie poznawczo.
Lubos, Plateau i Skytech na finał
Ogromnym zainteresowaniem cieszyło się spotkanie z Erykiem Lubosem. Aktor opowiadał o pracy przy znanych produkcjach, emocjach związanych z budowaniem postaci i kulisach zawodu, który wymaga odwagi, intuicji i dużej szczerości wobec samego siebie. Publiczność doceniła jego bezpośredniość i charyzmę.
Wieczorem święto literatury płynnie przeszło w muzykę. Zespół Plateau połączył poezję z koncertową energią, a finałowy występ Skytecha zamienił Plac Łuczkowskiego w przestrzeń żywiołowej zabawy. Dynamiczne brzmienia, światła i kontakt z publicznością sprawiły, że zakończenie targów miało niemal festiwalowy charakter.
Chełm pokazał, że kultura nie jest dodatkiem
Tegoroczne targi udowodniły, że Chełm potrafi organizować wydarzenia, które nie są jedynie lokalnym punktem w kalendarzu. V Chełmskie Targi Książki zgromadziły ponad 8 tysięcy uczestników i blisko 50 wydawnictw, a program łączył literaturę, teatr, film, muzykę, historię, podróże, regionalne opowieści i wydarzenia dla dzieci.
Najważniejsze było jednak coś innego: bezpośredni kontakt. Czytelnik z autorem. Dziecko z książką. Senior z teatrem. Mieszkaniec z historią własnego miasta. Kultura nie działała tu jak dekoracja do weekendu, ale jak żywa rozmowa.
Setki sprzedanych książek, tysiące autografów i długie kolejki pokazały, że literatura nadal ma siłę przyciągania. Nie tylko wtedy, gdy jest modna. Także wtedy, gdy pozwala lepiej zrozumieć siebie, swoje miasto i świat.
Plac dr. Edwarda Łuczkowskiego przez dwa dni był sercem kulturalnego Chełma. I jeśli po tym weekendzie można postawić jedną tezę, brzmi ona: Chełm nie tylko czyta. Chełm chce rozmawiać, słuchać i spotykać się wokół kultury.

Komentarze