Marcin „Borys” Miksza w pierwszej dekadzie XXI wieku faktycznie był jednym z najlepszych policjantów w Polsce. Trafił do Centralnego Biura Śledczego Policji i elitarnego zespołu werbunkowego. Został naczelnikiem wydziału narkotykowego olsztyńskiego zarządu CBŚP. Wraz z podwładnymi udaremniał przemyty, likwidował laboratoria amfetaminy i plantacje marihuany. Znany był z bezkompromisowej walki z grupami przestępczymi.
W 2016 roku został odsunięty od służby. Usłyszał prokuratorskie zarzuty: niedopełnienia obowiązków, przekroczenia uprawnień. Opierały się one jednak w dużej mierze na zeznaniach i pomówieniach ze strony gangsterów. Miksza twierdzi, że oskarżenia były wynikiem wewnętrznych układów. Owocem zemsty rozbitych gangów i nieprzychylnych mu osób w resorcie. Jego sprawa zyskała ogólnopolski rozgłos. A samemu „Borysowi” udało się zachować dobre imię. Zyskał popularność. Posiada dar barwnego, plastycznego, zajmującego opowiadania o kulisach swojej działalności, więc stał się częstym gościem szeroko słuchanych i oglądanych podcastów.
Niedawno Miksza został przewodniczącym koła partii Konfederacja Korony Polskiej w Łukowie, z którym od kilkunastu lat jest związany.
Molo ku chwale ojczyzny
Informacja ta wzbudziła niemałe poruszenie w kręgach politycznych nie tylko na Lubelszczyźnie, ale też w innych rejonach Polski. W mediach społecznościowych pojawiło się zdjęcie Mikszy na molo w Sopocie w towarzystwie Sławomira Ozdyka i Mateusza Piskorskiego, dwóch bardzo kontrowersyjnych postaci związanych ze środowiskiem Grzegorza Brauna. Ozdyk chwalił się swojego czasu, że jego firma ochroniarska realizowała zlecenia na ochranianie ministra rolnictwa Rosji. I to za każdym razem, gdy ten przylatywał do Berlina.
- Sławomir Ozdyk miał też raz „przypadkowo” chronić samego Władimira Putina, gdy ten przyjechał na wystawę, a jego ochrona „w rozgardiaszu zaginęła” - czytamy na portalu OKO.press.
Mateusz Piskorski jest za to oskarżony o szpiegostwo na rzecz rosyjskiego wywiadu. Proces sądowy w jego sprawie toczy się przed polskim sądem. Zarzuca mu się organizowanie prorosyjskich akcji propagandowych, pozyskiwanie i kontaktowanie się z europejskimi politykami w celu promowania narracji zbieżnej z tajemniczymi wschodnimi interesami i interesikami, pobieranie wynagrodzeń za realizację działań dezinformacyjnych, branie udziału w spotkaniach operacyjnych i wykonywanie zadań zlecanych przez ludzi powiązanych z Kremlem.
Na wspólne zdjęcie panów Mikszy, Piskorskiego i Ozdyka zareagował Grzegorz Braun, który napisał: „Rozumiem, że wakacje nad morzem macie już zaliczone, a teraz do roboty. Odzyskajmy niepodległość!”. „Borys” też sprawiał wrażenie entuzjastycznie nastawionego: „Ku chwale ojczyzny”.
Szczęść Boże
10 czerwca Marcin „Borys” Miksza udzielił długiego wywiadu na kanale Jana Pińskiego, dziennikarza sympatyzującego z rządzącą krajem Koalicją Obywatelską. Ale też od lat dobrego znajomego i współpracownika... Grzegorza Brauna, z którym wspólnie wydawali książki.
- Szczęść Boże – przywitał się ze śmiechem Miksza z widzami na samym początku rozmowy.
Zrelacjonował, jak trafił do Konfederacji Korony Polskiej. Przekazano mu, że Braun chciałby go poznać.
- Długo to trawiłem. Nie śledziłem kwestii politycznych. Ale pewne wystąpienia pana posła zrobiły na mnie wrażenie, jeśli chodzi o kulturę wypowiedzi i ich kontrowersyjność. W niektórych kwestiach podzielam jego zdanie - opowiadał Miksza.
Podobno nie utożsamia się ze środowiskami LGBT. Nie jest też za tym, żeby „wyrzucać z kraju Ukraińców, którzy szanują naszą kulturę i nasze normy. Ale „otworzyliśmy przed nimi serca, a oni nie szanują Polaków” i to go irytuje. Krytykuje decyzje rządu Prawa i Sprawiedliwości podczas pandemii koronawirusa: maseczki, zamykanie lasów. I późniejszy brak rozliczeń afer z tamtych czasów.
Nie jest przy tym w stanie powiedzieć, co myśli o tym, że Braun neguje istnienie komór gazowych w niemieckim obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau, w którym podczas II wojny światowej masowo ginęli Polacy. Nie dostrzega też niczego skandalicznego w pozowaniu do zdjęć z Piskorskim i Ozdykiem.
- Mój przekaz jest bardzo jasny. Każdy zdrajca ojczyzny? Każda agentura? Won do puchy, a nawet rozstrzelać - grzmiał jednak Miksza.
Braun chce, żeby w partii zajął się tematem bezpieczeństwa. Miksza stwierdził, że wielu czynnych i byłych policjantów popiera jego dołączenie do Konfederacji Korony Polskiej.
- Największe kontrowersje wzbudza pan Braun. Ale do mnie mógł zadzwonić każdy. Przed 2023 rokiem ludzie z Koalicji Obywatelskiej dużo mi obiecywali. Mieli pomysły na rozwiązanie problemów policji. Zachłysnęli się moją wiedzą. Chcieli z niej skorzystać. A jak już doszli do władzy, doznali amnezji. Może pomyśleli, że nie jest im potrzebny człowiek, który nie będzie chodził na smyczy i tańczył, jak mu zagrają? Nie jestem ani „Kaczym-psem”, ani „Tuskowym-popychadłem”. Chciałbym uczestniczyć w procesie budowania silnej Polski. Za mną jest masa innych policjantów. I wcale nie po to, żeby budować „bojówki Brauna”. Wiem, że wiele osób weszło do polityki. I na tym przegrało. Ale skoro mam siłę, żeby ujadać, to nie będę robił tego tylko w internecie. Nie chowam się pod parasolem, kominiarką, krzywym nickiem. Występuje jako Marcin „Borys” Miksza z podniesioną przyłbicą - przekonywał były policjant na kanale Jana Pińskiego.
Osoby odważne i silne
Dzwonię do Bogusława Domańskiego, szefa struktur Konfederacji Korony Polskiej na Lubelszczyźnie.
- Powołanie Marcina „Borysa” Mikszy na szefa struktur w Łukowie traktuje pan jako ważne wzmocnienie partii?
Bogusław Domański: - Przyjmujemy osoby odważne i silne. Takie, które potrafią skupiać wokół siebie ludzi i mają zdolność do działania.
- To ruch pod wybory parlamentarne w 2027 roku?
- Jeśli chodzi o listy wyborcze, nie mogę w tej chwili udzielać żadnych informacji. W odpowiednim czasie zostaną one przedstawione. Pan Marcin Miksza został powołany do budowy struktur w Łukowie. Natomiast decyzję o tym, czy będzie kandydował do parlamentu i na którym miejscu, podejmą odpowiednie władze. O tym porozmawiamy więc w dalszej perspektywie. Ale pan Marcin na pewno jest dobrym kandydatem, żeby na tych listach wyborczych w przyszłych wyborach parlamentarnych się znaleźć.
- Słyszę, że jeździ pan po Lubelszczyźnie, spotyka się z ludźmi. Konfederacja Korony Polskiej w regionie rośnie jak na drożdżach?
- Bardzo dużo już mamy. Niemal we wszystkich powiatach są przewodniczący. Domykamy powołanie szefa struktur w Lublinie i powiecie lubelskim. Został jeszcze powiat świdnicki. Tam zastanawiamy się, kto powinien stanąć na jego czele. Wtedy mielibyśmy praktycznie wszystkie powiaty zorganizowane.
- Jesienią rozmawiałem z Ryszardem Zajączkowskim, byłym przewodniczącym struktur KPP na Lubelszczyźnie, który opowiadał mi, że jeszcze niedawno tutejsi członkowie partii spotykali się w bardzo wąskim gronie. Takim, które można byłoby sprowadzić do jednego stolika. Ale to już nieaktualne. Działaczy przybywa i przybywa. Proszę oszacować, ilu członków liczy ugrupowanie na Lubelszczyźnie?
- Nie znam dokładnej liczby. Aktualne dane posiada stolica. Na pewno mamy kilkaset osób będących członkami i kandydatami. Sympatyków są pewnie tysiące. Ale wszystko cały czas się zmienia, bo rejestracja odbywa się przez system komputerowy.
- Jest z czego czerpać kapitał polityczny, bo ostatnie wybory prezydenckie pokazały, że Lubelszczyzna jest obok Podkarpacia największym zapleczem politycznym i społecznym Grzegorza Brauna, który otrzymał tutaj niemal sto tysięcy głosów.
- Tak, byłem przewodniczącym okręgu numer 7, czyli okręgu Zamojszczyzna Podlaska. I tam Grzegorz Braun uzyskał najlepszy wynik w Polsce.
- Czy z pana obserwacji wynika, że tego rewolucyjnego ducha, a tak chyba trzeba nazwać polityczny plan Grzegorza Brauna, udaje się na Lubelszczyźnie podtrzymać? Czy obserwuje pan osłabienie tej euforii z czasów wyborów prezydenckich?
- Euforia nie osłabła. Ostatnio robiliśmy konferencję. I mieliśmy po niej bardzo duży odzew. Codziennie zgłasza się około stu osób. Ciągle odbieram telefony od ludzi, którzy chcą pomóc. Potrzebujemy ekipy do przeprowadzenia referendum. Chcemy zapytać mieszkańców, czy chcą mieszkać w mieście wielokulturowym i wielonarodowościowym, czy w jednonarodowym, jak to dotychczas było w Polsce.
- Na referendum potrzeba milionów złotych. Nie martwi was to?
- Nie przejmujemy się tym. Naszym kapitałem są ludzie. Najważniejszym planem jest organizacja referendum o odwołanie prezydenta Krzysztofa Żuka i umożliwienie mieszkańcom wypowiedzenia się, w jakim mieście chcą mieszkać. To jest nasza misja, którą musimy zrealizować. I to jeszcze w tym roku. Jesienią. Czy nam się uda? Nie wiem. Próbujemy, choć jest to bardzo trudne zadanie. Musimy zebrać trzydzieści pięć tysięcy podpisów. A później obsadzić wszystkie komisje wyborcze. To duże przedsięwzięcie organizacyjne.
- Grzegorz Braun stosunkowo często przyjeżdża na Lubelszczyznę. Jest zadowolony z rozwoju lubelskich struktur Konfederacji Korony Polskiej?
- Nie rozmawiałem z nim o tym. Ale po wynikach sądzę, że chyba tak, możemy być zadowoleni.

Komentarze