Od wirtualnej rozrywki do realnego koszmaru
Tragedia rozegrała się w jednym z mieszkań przy ul. Krańcowej w Lublinie. To tam, 20 stycznia 2024 roku, śledczy dokonali makabrycznego odkrycia, odnajdując zwłoki 22-letniego mężczyzny z licznymi ranami kłutymi. Szybko ustalono, że za zbrodnią stoi jego rówieśnik i wieloletni kolega, Eryk W.
Dzień przed odkryciem ciała młodzi mężczyźni spędzali czas jak zwykle – jeździli samochodem, grali na konsoli i pili alkohol. Sielanka skończyła się około godziny 21:20. To wtedy sąsiedzi usłyszeli pierwsze niepokojące odgłosy awantury i uderzeń o meble.
Atak nożyczkami i śmiertelny odwet w amoku
Jak ustalił sąd, bezpośrednim zapalnikiem dramatu była zazdrość. Pokrzywdzony, znajdujący się pod silnym wpływem narkotyków, nagle zarzucił koledze, że ten ma romans z jego dziewczyną. Sytuacja błyskawicznie wymknęła się spod kontroli. Ofiara chwyciła za metalowe nożyczki i ruszyła na gospodarza.
W tym momencie doszło do tragedii. Eryk W. złapał leżący w pobliżu nóż i zaczął zadawać ciosy. Walka przeniosła się z pokoju do korytarza, a ostatecznie do sypialni. Oskarżony atakował pokrzywdzonego nawet wtedy, gdy tamten przestał już stawiać opór.
Sędzia Adam Daniel w uzasadnieniu wyroku wskazał na kluczowy aspekt prawny: Eryk W. działał w obronie koniecznej, ale rażąco przekroczył jej granice, zadając śmiertelne ciosy w szyję, brzuch i okolice podobojczykowe w momencie, gdy nie był już zagrożony.
Worki na śmieci, sprzątanie i ucieczka do piwnicy
Gdy emocje opadły, zamiast wezwać pogotowie, Eryk W. postanowił zatrzeć ślady zbrodni. Na górną i dolną część ciała martwego kolegi nałożył dwa foliowe worki na śmieci i szczelnie je zawiązał. Następnie dokładnie zmył krew w mieszkaniu, a narzędzie zbrodni, zakrwawione nożyczki oraz domowy wentylator zapakował i wyrzucił do pobliskiego kontenera na odzież używaną.
Nad ranem wsiadł w pociąg i uciekł do rodzinnego Chełma, gdzie przez pewien czas ukrywał się w jednej z piwnic, zanim wytropili go policjanci.
Surowa kara i rachunek za milczenie
Przed sądem Eryk W., który był już wcześniej wielokrotnie karany, nie przyznał się do winy. Sąd nie znalazł jednak okoliczności łagodzących dla brutalności, jaką wykazał się po zakończeniu bójki.
W miniony piątek zapadł wyrok: Sąd Okręgowy w Lublinie skazał Eryka W. na 17 lat więzienia. Mężczyzna będzie mógł ubiegać się o warunkowe przedterminowe zwolnienie dopiero po odbyciu 12 lat kary. Ponadto ma zapłacić po 100 tysięcy złotych nawiązki dla obojga rodziców zamordowanego chłopaka.
Na ławie oskarżonych nie siedział sam. Za utrudnianie śledztwa odpowiedział jego kolega, 23-letni Grzegorz G., który pomagał w zacieraniu śladów, ukrył jedno z narzędzi i ostrzegł sprawcę o obławie. Usłyszał wyrok jednego roku pozbawienia wolności.
Decyzja sądu jest na ten moment nieprawomocna.


Komentarze