Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Tańszy biurowiec albo nic? Opozycja: Chełm mógł mieć skromniejszy projekt, zamiast dziury w ziemi

Według radnych Koalicji Obywatelskiej ARP Operator nie odwrócił się od Chełma, lecz proponował oszczędniejszy projekt biurowca, który mógł zostać zrealizowany. Ten — według opozycji — nie uzyskał akceptacji prezydenta Jakuba Banaszka, bo był za mało efektowny. Na najbliższej sesji mają paść pytania o dokumenty, odpowiedzialność i przyszłość jednej z najbardziej wizerunkowych inwestycji w mieście.
Fabryka Chełm
Wizualizacja alternatywnego projektu i „najdroższa w mieście ekspozycja dziury w ziemi”

Źródło: Klub Radnych Koalicja Obywatelska Chełm

W Chełmie znów wraca temat inwestycji, która miała zmienić wizerunek miasta, a dziś coraz częściej jest opisywana jednym, gorzkim obrazem: wykopem po wielkich planach. Chodzi o biurowiec klasy A spółki Fabryka Chełm, projekt realizowany z udziałem Miasta Chełm i Agencji Rozwoju Przemysłu.

Przez ostatnie miesiące władze miasta przekonywały, że inwestycja została zahamowana po zmianie władzy na szczeblu centralnym, a Agencja Rozwoju Przemysłu wycofała się z dalszego finansowania przedsięwzięcia. Opozycja od początku domagała się jednak pełnej dokumentacji i korespondencji między miastem, ARP oraz spółką Fabryka Chełm. Teraz radni Koalicji Obywatelskiej informują, że po trzech tygodniach oczekiwania i wielu monitach otrzymali wgląd w część materiałów.

I przedstawiają zupełnie inną interpretację sprawy.

Według Klubu Radnych KO, udostępnione dokumenty mają wskazywać, że ARP Operator jako większościowy udziałowiec Fabryki Chełm dążył do realizacji inwestycji, ale w zmienionej, oszczędniejszej formule. Chodziło o wariant mniej efektowny niż pierwotna wizja, ale — jak twierdzą radni — możliwy do sfinansowania i dokończenia.

„Zaproponowany nowy projekt biurowca — trochę skromniejszy, tańszy, ale możliwy do realizacji — nie zyskał jednak akceptacji prezydenta Jakuba Banaszka” — napisali radni KO w mediach społecznościowych.

Spór o ambicję i realizm

To sedno nowego etapu sporu. Do tej pory publiczna dyskusja krążyła wokół pytania, kto zatrzymał inwestycję: miasto czy ARP. Teraz dochodzi kolejne: czy lepiej było bronić pierwotnej, ambitnej koncepcji, ryzykując jej upadek, czy przyjąć mniejszy projekt, który dawał szansę na zakończenie budowy?

Radni KO stawiają sprawę ostro. Ich zdaniem odrzucenie alternatywnego wariantu doprowadziło do sytuacji, w której mieszkańcy nie mają ani nowoczesnego biurowca, ani uporządkowanej przestrzeni, lecz „najdroższą w mieście ekspozycję dziury w ziemi”.

To mocne określenie, ale politycznie chwytliwe, bo trafia w widoczny problem. Inwestycje publiczne często przegrywają nie wtedy, gdy pojawiają się trudności, lecz wtedy, gdy po wielkich zapowiedziach zostaje pustka. A w centrum tej sprawy jest właśnie pytanie o odpowiedzialność za pustkę po projekcie, który miał być symbolem nowoczesnego Chełma.

Dokumenty nie w pełnym zakresie

Radni Koalicji Obywatelskiej podkreślają przy tym, że dokumenty zostały im udostępnione dopiero po długim oczekiwaniu i nie w całym wnioskowanym zakresie. To nawiązuje do wcześniejszych zarzutów opozycji, która podczas sesji Rady Miasta przekonywała, że przy tak ważnym projekcie radni powinni mieć pełny dostęp do korespondencji, analiz, wariantów i decyzji.

Władze miasta wcześniej odpowiadały, że informacje o problemach z inwestycją były przekazywane radzie i opinii publicznej. Wiceprezydent Radosław Wnuk zapewniał, że dokumenty będą dostępne do wglądu w biurze rady, a podczas jednej z sesji prezentowano także materiał mający pokazać, że miasto już wcześniej mówiło o rosnących kosztach i konieczności optymalizacji projektu.

Teraz jednak opozycja twierdzi, że sama analiza dokumentów prowadzi do wniosku odmiennego od narracji ratusza. Według KO problemem nie miała być wyłącznie decyzja ARP o odejściu od inwestycji, ale brak zgody miasta na wariant kompromisowy.

Czy rada powinna była zdecydować?

Najpoważniejszy zarzut polityczny dotyczy braku konsultacji z Radą Miasta. Radni KO pytają, czy prezydent Jakub Banaszek przed odrzuceniem oszczędniejszej wersji pytał radę o zdanie i czy w ogóle konsultował tę decyzję szerzej.

To istotne, bo projekt Fabryki Chełm nie był prywatnym przedsięwzięciem. Dotyczył miejskiego majątku, udziału samorządu w spółce i terenu przekazanego pod inwestycję. W takim przypadku rada ma prawo oczekiwać pełnej informacji, zwłaszcza gdy konsekwencją decyzji jest zatrzymanie przedsięwzięcia o dużym znaczeniu wizerunkowym i gospodarczym.

Opozycja zapowiada, że na najbliższej sesji Rady Miasta zada prezydentowi Jakubowi Banaszkowi i jego pierwszemu zastępcy Radosławowi Wnukowi kolejne pytania.

Miasto broniło pierwotnej skali inwestycji

Warto przypomnieć, że władze miasta wcześniej nie ukrywały, iż nie chciały zgodzić się na istotne ograniczenie projektu. Wiceprezydent Wnuk mówił podczas wcześniejszych dyskusji, że biurowiec był traktowany jako inwestycja flagowa, która miała zmienić wygląd ważnej części Chełma. Miasto miało akceptować rozmowy o optymalizacji kosztów, ale nie o znaczącym zmniejszeniu gabarytów budynku.

Tyle że polityczna i finansowa logika inwestycji bywa bezlitosna. Jeżeli pierwotnego projektu nie da się zrealizować, trzeba wybrać między korektą a impasem. I właśnie o ten wybór toczy się dziś spór.

Dla jednych mniejszy biurowiec byłby porażką ambicji. Dla innych — ratunkiem przed całkowitą porażką inwestycji.

Dziura jako symbol

Fabryka Chełm miała być zapoczątkowaniem nowego kierunku miasta: biurowca klasy A, nowych miejsc pracy, zmiany zdegradowanej przestrzeni i przyciągania instytucji oraz firm. Dziś ta sama inwestycja coraz częściej staje się symbolem politycznego klinczu, braku pełnej jawności i sporu o to, kto naprawdę odpowiada za jej zatrzymanie.

Radni KO pokazują wizualizację alternatywnego projektu i przekonują, że mógł powstać budynek skromniejszy, ale realny. Ratusz najpewniej będzie bronił tezy, że proponowane zmiany zbyt mocno ograniczały sens inwestycji i jej pierwotny charakter.

Mieszkańców może jednak mniej interesować, kto wygra spór o narrację. Bardziej interesuje ich odpowiedź na proste pytanie: co dalej z miejscem, które miało być wizytówką rozwoju, a dziś przypomina o niedokończonej obietnicy?

Najbliższa sesja Rady Miasta może być jednym z ważniejszych momentów w tej sprawie. Jeśli dokumenty rzeczywiście pokazują istnienie realnego wariantu kompromisowego, prezydent i jego zastępca będą musieli wyjaśnić, dlaczego nie zdecydowano się na tę drogę i czy radni zostali potraktowani jak partnerzy w sprawie miejskiego majątku.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama