Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Puste podcienia kontra wielki bazar. Czy giełda na Mokrym wysysa życie z Zamościa?

Podczas ostatniej sesji Rady Miasta wybuchł ostry, ideologiczny spór o gigantyczne niedzielne targowisko na podzamojskim lotnisku. Podczas gdy część samorządowców alarmuje, że podmiejski handel generuje dziesiątki pustostanów w zabytkowym centrum i drenuje lokalną gospodarkę, obrońcy giełdy widzą w niej regionalny fenomen przyciągający tłumy. Czy zamojskie Stare Miasto rzeczywiście przegrywa z podmiejskim bazarem, czy może problem leży zupełnie gdzie indziej?
Giełda Mokre
Lotnisko, na którym odbywa się handel, powstało już w 1928 roku na gruntach Ordynacji Zamojskiej

Źródło: Giełda Mokre

Reanimacja Nadszańca i widmo bankructwa

Temat handlowego giganta rozgrzał salę obrad, zbiegając się z dyskusją nad raportem o stanie miasta. Pierwszy kamień rzucił radny Kupczyk, który powiązał niedzielny handel na podmiejskim lotnisku Mokre z postępującym zamieraniem handlu w murach zamojskiej twierdzy. Według jego wyliczeń, to właśnie podmiejski bazar jest głównym winowajcą fali rezygnacji lokalnych kupców i przedsiębiorców.

„Giełda na Mokrym po prostu drenuje nasze miasto” – grzmiał zza mównicy radny Kupczyk.

„Przez ten niekontrolowany odpływ kapitału i klientów obserwujemy dziś dramatyczny wzrost pustostanów w zasobach ZGL, w tym w tak prestiżowych lokalizacjach jak zamojski Nadszaniec. Tracimy lokalnych przedsiębiorców, którzy nie są w stanie konkurować z gigantem zza miedzy” – argumentował samorządowiec.

Regionalny magnes czy internetowa rewolucja?

W obronie niedzielnego bazaru natychmiast stanęła jednak silna opozycja, na czele z posłem Ćwikiem oraz radną Fugiel. Ich zdaniem likwidacja lub ograniczanie giełdy byłoby ekonomicznym strzałem w stopę dla całego makroregionu, a zrzucanie winy za puste lokale na Starówce na handlarzy z Mokrego jest głębokim niezrozumieniem współczesnych trendów rynkowych.

„Nie możemy walczyć z czymś, co stało się handlowym fenomenem tego regionu” – replikowała radna Fugiel.

„Raz w tygodniu na to lotnisko przyjeżdżają dziesiątki tysięcy ludzi z całego województwa, a nawet z odległych zakątków kraju. Oni zostawiają pieniądze również w Zamościu. Poza tym umówmy się: zamojska Starówka przegrywa dziś przede wszystkim z internetem i e-commerce, a nie z tradycyjną giełdą. Ludzie zmienili nawyki zakupowe i zaklinanie rzeczywistości tego nie zmieni” – podsumowała.

W poszukiwaniu handlowego kompromisu

Debata na sesji pokazała, że Zamość znalazł się w kleszczach między tradycją a brutalną ekonomią. Z jednej strony miasto pilnie potrzebuje pomysłu na zagospodarowanie pustych, zabytkowych przestrzeni, które kiedyś tętniły handlem, a dziś przynoszą straty. Z drugiej – nikt o zdrowych zmysłach nie chce rezygnować z potężnego zastrzyku gotówki i ruchu, jaki generuje podmiejskie targowisko.

Jedno jest pewne: proste rozwiązania i szukanie kozła ofiarnego nie zapełnią pustych lokali w Nadszańcu. Zamość musi znaleźć sposób, by gigantyczny potok ludzki płynący co niedzielę na Mokre, choćby w części przekierować prosto pod renesansowe podcienia Rynku Wielkiego. W przeciwnym razie Starówka pozostanie jedynie piękną dekoracją, podczas gdy prawdziwe serce zamojskiego handlu będzie bić na trawiastym pasie startowym prowincjonalnego lotniska.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama