Pan Andrzej z Dziesiątej do dziś pamięta koncert sprzed lat. Do Domu Kultury Kolejarza ciężko się było wtedy wcisnąć. Nic dziwnego, kapele rockowe Mech i Ogród Wyobraźni to były zespoły, które wówczas miały swoje „pięć minut”.
– To było coś więcej niż zwykły koncert – wspomina nasz rozmówca. – Energia, bunt, głośne gitary. Rodzice nie rozumieli tej muzyki, a my znaliśmy teksty piosenek na pamięć.
Tak zapamiętał Dom Kultury Kolejarza – nie jako gmach, lecz jako miejsce, do którego przychodziło się po emocje niedostępne na co dzień. Dziś tej sali już nie ma. Wiosną tego roku przy Kunickiego 35 stanęło ogrodzenie, pojawili się robotnicy i ciężki sprzęt. Rozpoczęła się rozbiórka budynku, który przez ponad siedem dekad był jednym z najważniejszych punktów na kulturalnej mapie tej części Lublina.
Najpierw był „Cichy Kącik”
Historia Domu Kultury Kolejarza zaczęła się wcześniej niż historia samego gmachu. Po wojnie środowisko lubelskich kolejarzy potrzebowało własnego miejsca spotkań. Kolej była wtedy nie tylko wielkim zakładem pracy. Tworzyła odrębny świat: z własnymi osiedlami, przychodniami, klubami sportowymi, orkiestrami, bibliotekami i zespołami artystycznymi.
W 1948 roku w budynku Związku Zawodowego Kolejarzy przy ulicy 1 Maja 51, w oficynie znajdującej się w podwórzu, otwarto pierwszą kolejarską świetlicę. Odbywały się tam przedstawienia, występy artystyczne, zebrania i odczyty. Była też czytelnia. Można tu było posłuchać radia, przejrzeć prasę albo spędzić czas przy grach towarzyskich. Świetlica stała się miejscem spotkań kolejarzy i ich rodzin oraz zalążkiem późniejszego, znacznie większego Domu Kultury Kolejarza.
Budowę gmachu przy ówczesnej ul. Bychawskiej, przemianowanej w 1951 roku na ul. Kunickiego, rozpoczęto w 1949 roku. Projekt przygotował lubelski inżynier Wacław Jungowski. W grudniu 1950 roku budynek był już gotowy w stanie surowym, a do użytku oddano go w 1951 roku.
Był duży, solidny i jak na swoje czasy nowoczesny. Nie przypominał późniejszych, seryjnie stawianych domów kultury. Miał charakterystyczną bryłę, przestronny hol i salę zdolną pomieścić kilkuset widzów. Robił wrażenie i tętnił życiem. Przychodzili tu ludzie z całego Lublina.
Kino dla całej dzielnicy
Jednym z najważniejszych miejsc w budynku było kino „Oaza”. Zaczęło działać w 1954 roku. Nazwa nie była przypadkowa. W tej części miasta kino rzeczywiście stawało się oazą – miejscem, w którym przez pewien można było przenieść się do zupełnie innego świata. W niedziele na filmowe poranki przed wejściem ustawiały się dzieci. Dorośli pamiętają wyświetlane kreskówki, szkolne wyjścia na filmy, skrzypiące fotele i charakterystycznego siwowłosego biletera, który pilnował porządku. Kino działało do początku lat 90.
- Na poranki chodziło się całymi grupami. Rodzice dawali kilka złotych na bilet, a jeśli coś zostało, kupowało się oranżadę albo gumę – opowiada pani Elżbieta, która dorastała na Dziesiątej. – Nie było multipleksów, komputerów ani filmów na żądanie. Na konkretny tytuł czekało się tygodniami. Kiedy wyświetlano coś popularnego, sala była pełna.
W domu kultury działały także zespoły taneczne, muzyczne i teatralne, odbywały się akademie, spotkania, odczyty, huczne zabawy noworoczne i uroczystości kolejarskie. Dzieci uczyły się gry na instrumentach, a dorośli śpiewali w chórach.
Artyści na Kunickiego
Choć formalnie DKK przypominał dzielnicową placówkę, jego działalność szybko wykroczyła poza lokalne granice. Na scenie przy Kunickiego pojawiali się artyści i zespoły znane w całym kraju. Wśród nazwisk i nazw przywoływanych w zachowanych materiałach oraz wspomnieniach mieszkańców są m.in. Urszula, Mech, Ogród Wyobraźni, Jan Pietrzak, Stanisław Tym i Andrzej Rosiewicz. To właśnie koncerty przyciągały młodzież z całego Lublina.
W DKK próby odbywały również lubelskie formacje „Cylindry” i „Tenders”. „Cylindry” należały do pierwszej fali lubelskiego bigbitu i działały do 1968 roku. Z Domem Kultury Kolejarza szczególnie mocno związany był zespół „Tenders”, który występował nie tylko w kraju, lecz także na Węgrzech, w Czechosłowacji, NRD i Związku Radzieckim.
Przy DKK powstał także amatorski teatr „TOR”, który w latach 70. wystąpił nawet na scenie warszawskiego Teatru Ateneum – tej samej, na której grali wówczas Roman Wilhelmi, Piotr Fronczewski i Andrzej Seweryn.
DKK organizował konkursy, przeglądy piosenki, występy dziecięce, imprezy dla seniorów i spotkania klubowe. Dla wielu mieszkańców był pierwszym miejscem zetknięcia ze sztuką.
Papużki, węże i oswojone wiewiórki
Jedną z najbardziej niezwykłych atrakcji był prowadzony w domu kultury kącik przyrodniczy. Jego opiekunem był pan Jan Zaleski, który sam doglądał zwierząt i potrafił opowiadać o nich odwiedzającym. W akwariach pływały ryby, w klatkach kołysały się papużki, a na piętrze można było zobaczyć trzy oswojone wiewiórki. Bywały tam również bażanty, gołębie, bociany, a nawet węże. Niektóre zwierzęta trafiały do placówki ranne lub osłabione i znajdowały tam opiekę.
„Królestwo pana Zaleskiego”, jak nazywali je bywalcy, można było odwiedzać niemal przez cały dzień. Dla dzieci był to dodatkowy powód, żeby zajrzeć do DKK – nawet wtedy, gdy nie wybierały się na film, przedstawienie ani zajęcia.
Wielu lublinian rozpoczynało tu także swoją przygodę ze znaczkami. To dzięki prężnie działającemu przy DKK kołu filatelistycznemu.
Lepiej nie chodzić za budynek
Gmach miał jednak również swoją ciemniejszą stronę. Od ulicy Kunickiego znajdowało się główne wejście, oświetlone i zwykle pełne ludzi. Zupełnie inaczej wyglądał teren za budynkiem. Mieszkańcy nazywali go „małpim gajem”. Było tam ciemno, rosły krzaki, a wieczorami zbierało się szemrane towarzystwo. Okolica nie cieszyła się dobrą opinią. Młodszym dzieciom rodzice powtarzali, żeby nigdy nie wracały tamtędy do domu. Pan Zbigniew przekonał się o tym na własnej skórze. Oberwał, bo nie miał papierosów, które zażądał od niego jakiś osiłek.
- W domu powiedziałem, że przewróciłem się na schodach, ale ojciec od razu wiedział, co się wydarzyło. Zapytał tylko: „Byłeś w małpim gaju?”. Nie musiałem odpowiadać – wspomina.
Opowieści o pobiciach i kradzieżach krążyły po dzielnicy latami. Jak zwykle w takich przypadkach część z nich zapewne z czasem urosła do rozmiarów miejskich legend. Faktem pozostaje, że tyły domu kultury długo uchodziły za miejsce, które po zmroku należało omijać.
Wolny rynek nie oszczędził kultury
Po 1989 roku nad domem kultury zebrały się ciemne chmury. Państwowe przedsiębiorstwa ograniczały finansowanie orkiestr, klubów sportowych, bibliotek i zespołów artystycznych. Oszczędności szukała także kolej, a utrzymanie ogromnego gmachu stawało się coraz większym obciążeniem.
Kino „Oaza” zakończyło działalność na początku lat 90. Dawne sale zaczęto wynajmować. W budynku pojawiły się sklepy i punkty usługowe, w tym sklep z używaną odzieżą. Obok był także komis samochodowy. Część pomieszczeń nadal wykorzystywała biblioteka i organizacje społeczne, ale DKK nie odzyskał już dawnego rozmachu.
Budynek starzał się razem ze swoimi widzami. Instalacje wymagały wymiany, dach i elewacja napraw, a sala widowiskowa gruntownej modernizacji. Placówka, która w latach 50. uchodziła za nowoczesną, w XXI wieku była daleka od ideału.
W 2008 roku ukazała się książka Haliny Danczowskiej „Dom Kultury Kolejarza w Lublinie 1948 – 2008”. Autorka ocaliła dziesiątki nazwisk, wydarzeń i anegdot. Publikacja była podsumowaniem 60 lat działalności, ale również sygnałem, że ważny rozdział właśnie się kończy.
Czekano 14 lat
O przekształceniu dawnego DKK w Centrum Sztuki Dzieci i Młodzieży zaczęto oficjalnie mówić w 2012 roku. Nową siedzibę miał tu otrzymać Teatr im. Hansa Christiana Andersena, który od powstania w 1954 roku nigdy nie doczekał się własnego, zbudowanego specjalnie dla niego gmachu.
Plany kilkakrotnie się zmieniały. Mijały kolejne lata, pojawiały się wizualizacje i zapowiedzi rozpoczęcia prac. W 2016 roku rozważano częściowe wyburzenie gmachu. W 2022 roku wybrano pracownię, która miała przygotować nową dokumentację projektową.
Dopiero jednak we wrześniu 2025 roku ogłoszono przetarg. Ostatecznie umowę podpisano 23 lutego 2026 roku z lubelską firmą Max-Bud. Wartość inwestycji wynosi 73,6 mln zł, a jej zakończenie zaplanowano na maj 2028 roku. Przedsięwzięcie ma być współfinansowane z funduszy europejskich.
Został tylko gruz
W połowie marca 2026 roku wykonawca przejął teren. Najpierw odłączono instalacje, rozpoczęto demontaż wyposażenia i zabezpieczono plac. Pod koniec maja ciężki sprzęt zaczął burzyć kolejne części budynku. Stary gmach został rozebrany niemal w całości. Powstające Centrum Sztuki Dzieci i Młodzieży ma posiadać dużą salę teatralną na co najmniej 300 osób. Zaplanowano scenę o wymiarach 12 na 12 metrów, zapadnie i profesjonalne zaplecze. Druga, kameralna sala pomieści co najmniej 100 widzów. Powstaną sale prób, pracownie artystyczne, garderoby, charakteryzatornia, przestrzenie warsztatowe oraz foyer przeznaczone dla około 400 osób.
Do kompleksu wprowadzą się Teatr Andersena, filia Miejskiej Biblioteki Publicznej oraz placówka prowadząca działalność środowiskową i animacyjną. Wokół budynku powstaną parkingi, droga pożarowa, chodniki, mała architektura i nowe nasadzenia. Obiekt ma być dostępny dla osób z niepełnosprawnościami. A po dawnym Doku Kultury Kolejarza pozostały jedynie wspomnienia kinowych poranków, koncertów, sylwestrowych bali i „małpiego gaju”. Wkrótce pod tym samym adresem znów rozlegną się muzyka i oklaski, choć będzie to już zupełnie nowy rozdział w historii tego miejsca.

Fot. DW

Komentarze