Odnalazłam w tej książce wszystko, co pamiętam ze swojego dzieciństwa. I wszystko, o czym opowiadają mi bohaterowie cyklu „Dziewczyny z Kaliny, chłopaki z Krochmalnej” (dziś kolejny odcinek wspomnień na str. 14). Odnalazłam dużo więcej, gdyż dla Andrzeja Bodysa Lublin stał się tłem do dużo szerszej perspektywy – Polski z czasów PRL-u.
Jest zatem trzepak, na którym bawiły się wszystkie dzieci z okolicznych bloków – symbol integracji ponad wszelkimi podziałami. Są bazy służące do konspiracyjnych spotkań w zaufanym gronie, które przetrwały do początków XXI (opowiada o nich również moja dzisiejsza bohaterka Alicja z ulicy Lipińskiego), opalanie na dachu bloku i prawdziwy plac zabaw, który – jak pisze autor – był czymś więcej niż dzisiejszym „ogrodzeniem pięć na pięć metrów z jedną ślizgawką”.
Są kolory i zapachy. PRL jest szary, pachnie dymem papierosowym, pastą do podłóg i smażonym tłuszczem. „Wszystko kojarzy mi się z betonowymi blokami, które były szare i monotonne. Były jasnoszare, ciemnoszare albo po prostu szare. Nawet ławki przed blokami były szare. Wydaje mi się, że to wszystko miało na celu zabicie chęci wybicia się ponad tę szarość.”
Są kryształy, duralex i fajans. Jest meblościanka i pierwszy w bloku komputer Commodore 16. Pralka Frania i proszek Pollena.
Ale w tej szarości, nijakości i bylejakości – na przekór wszystkiemu i wszystkim – są piękne, kolorowe sceny z życia. Dobrego, bezpiecznego życia na lubelskim blokowisku. Wśród osiedlowych sklepików – rowerowego, akwarystycznego i warzywniczego, na targu przy Wileńskiej, w kinie Grażyna, w cukierni Skierka. Jest wolność i radość.
Miejsca, przedmioty, zwyczaje i wydarzenia – widziane okiem dziecka, ale opisane z niezwykłą precyzją i dokładnością przez dorosłego Andrzeja tworzą obraz świata, który nas – dzieci PRL-u – ukształtował i naznaczył. Trochę się temu światu dziwimy, trochę nas on bawi, ale trochę też za nim tęsknimy.
Kiedy wracamy do swoich blokowisk to widzimy, że nasz blok nabrał żywszych kolorów, drewniane okna z lufcikami zostały zastąpione plastikowymi, a samochody szczelnie barykadują osiedlowe alejki. Przed blokami jest mniej dzieci, ale więcej starszych osób. Psy chodzą na smyczy, a ich właściciele po nich sprzątają. Można deptać trawniki, co kiedyś było surowo zabronione. 1 maja nie musimy maszerować w pochodzie pierwszomajowym, tylko wyruszamy na długi weekend.
I choć mieszkamy w tych samych blokach z PRL-u to jest zupełnie inaczej. Nie wiem czy lepiej, nie wiem, czy prościej. Po prostu inaczej.

Komentarze