Nocne wezwanie i mały Aleksander
Rutynowy nocny dyżur w Stacji Pogotowia Ratunkowego błyskawicznie zmienił się w wyścig z czasem, gdy zespół otrzymał wezwanie do rodzącej kobiety. Po przybyciu na miejsce stało się jasne, że przyszła mama nie zdąży dojechać do szpitala na salę porodową – maluch postanowił przywitać świat tu i teraz.
W ciasnych ramach domowych wnętrz potrzebna była zimna krew i absolutny profesjonalizm. Zespół ratowników sprawnie przygotował miejsce oraz pacjentkę do procedury. Dokładnie o godzinie 3:30 w nocy urodził się mały Aleksander. Ratownicy nie tylko opanowali sytuację, ale zadbali też o wzruszający akcent – w kluczowym momencie zaangażowali tatę do przecięcia pępowiny.
Mundur w szafie, służba na sygnale
Bohaterską postawą wykazał się mł. chor. SG Andrzej Pomorski, który na co dzień pełni służbę w Strzeżonym Ośrodku dla Cudzoziemców w Białej Podlaskiej. Gdy kończy służbę na granicy, nie odkłada chęci pomagania na półkę – zasila wówczas załogi wyjazdowe pogotowia ratunkowego.
Historia ta pokazuje, że gotowość do działania i empatia nie zależą od koloru noszonego munduru. Prawdziwy funkcjonariusz niesie pomoc niezależnie od tego, czy stoi na straży państwowych granic, czy pędzi ambulansem do potrzebujących.
Szczęśliwy finał
Napięcie opadło w momencie, gdy izbę wypełnił głośny płacz noworodka. Rodzice przywitali syna łzami szczęścia, a ratownicy po udanej akcji mogli w końcu odetchnąć. Mama i noworodek zostali bezpiecznie przetransportowani do szpitala, a dzielnemu funkcjonariuszowi i jego zespołowi należą się ogromne brawa za opanowanie w tak wyjątkowej chwili.

Komentarze