Dla mistrzyń Polski była to także próba generalna przed zaplanowanym na sobotę meczem o Superpuchar Polski, gdzie rywalem będzie 1KS Ślęza Wrocław. Ten test wypadł dość przeciętnie, bo wprawdzie udało się pokonać MKS Pruszków, ale wysoka przegrana z Eneą AZS Politechnika Poznań musi budzić obawy.
W sobotę Turniej odbywał się w hali I Liceum Ogólnokształcącego im. Stanisława Staszica. Lublinianki w nowym dla siebie miejscu zagrały niezły mecz przeciwko Pruszkowowi. Wygrały aż 102:62, ale ciężko było spodziewać się innego wyniku. Pruszków jest typowany jako jeden z najsłabszych zespołów w Basket Lidze Kobiet. Na tle przeciętnego przeciwnika wyróżniły się Catherine Reese oraz Kourtney Treffers. Obie zdobyły po 20 pkt.
Prawdziwy sprawdzian miał miejsce dzień później, bo rywalem była Enea AZS Politechnika Poznań. Spotkanie zaczęło się znakomicie dla gospodyń, które grały tym razem w hali MOSiR im. Zdzisława Niedzieli. W połowie kwarty lublinianki prowadziły już 19:5 i wydawało się, że rozbiją wicemistrzynie Polski. Nic bardziej mylnego, bo drużyna prowadzona przez Wojciecha Szawarskiego szybko znalazła sposób na Lublinianki. Nasze koszykarki zupełnie nie radziły sobie z Feyondą Fitzgerald, która robiła co chciała z lubelską defensywą. Z kolei w strefie podkoszowej bezlitośnie obnażała braki Reese i Treffers Laura Miskiniene. Kiedy więc w trzeciej kwarcie Politechnika objęła prowadzenie, to można było być pewnym, że na koniec ze zwycięstwa będą cieszyć się przyjezdne. I tak właśnie się stało, bo Politechnika wygrała 79:62. - Początek meczu mieliśmy na pewno dobry. Dobrze wyszliśmy i kontrolowaliśmy to spotkanie. Później, w drugiej kwarcie, Poznań wrócił przez nasze proste błędy. Dużo wymuszonych strat, dwa razy oddaliśmy piłkę przez linię. Tego nie możemy robić, nie możemy oddawać łatwych punktów. Jeżeli to się dzieje, przeciwnik szybko wraca do meczu. Później myślę, że zabrakło nam trochę siły w trzeciej i czwartej kwarcie. Poznań postawił mocniejsze warunki, mocniej bronił. Słaba była komunikacja, jeżeli chodzi o proste rzeczy na zasłonach. Zabrakło też na pewno walki i zbiórki w obronie. Tutaj na pewno ta fizyczność z naszej strony musi być większa. Jeżeli tego nie będzie, to w takich spotkaniach, w których można powalczyć o zwycięstwo, przegrywamy 17 punktami. Na to musimy sobie zwrócić uwagę. Ale to jest mecz, który przyda się, jeśli chodzi o analizę, wyciągnięcie wniosków i to, co trzeba jeszcze zrobić przed ligą. Te spotkania są bardzo szczegółowe -powiedział Marek Lebiedziński.

Komentarze