2 września Przemysław Czarnek i Daniel Obajtek z Prawa i Sprawiedliwości apelowali pod Zakładami Azotowymi Puławy o dymisję ministra finansów Andrzeja Domańskiego i przekonywali, że „rząd pluje w twarz rolnikom”.
- Czy prawdą jest, że przy cenie mocznika dla polskich rolników 3200 złotych sprzedane zostały nawozy na Ukrainę za cenę 1700 złotych? Jeszcze raz, czy prawdą jest, że na Ukrainę nawozy wywożone są za 1700 złotych, a polski rolnik musi płacić 3200 złotych, gdy pan minister oferuje mu maksymalnie kilkadziesiąt złotych dopłaty? Czy prawdą jest, że tylko w tych zakładach Azoty w zeszłym roku wydano prawie 100 milionów złotych na ekspertów i obsługę prawną? Jak państwo sobie policzycie: 800 milionów złotych dla wszystkich rolników w całej Polsce jako pomoc przy nawozach, 100 milionów złotych dla ekspertów i doradztwo prawne tylko w tych zakładach. To jest po prostu jawne złodziejstwo! Z tymi pytaniami zostawiamy was w Puławach - burzył się Czarnek.
- Jesteśmy przy tych zakładach i zobaczcie państwo, ile dziś kosztują nawozy. Zobaczcie państwo, że dziś nie ma tak jak za naszych czasów, czyli 500 złotych dopłat do nawozów. Przychodzimy tu nie tylko krytykować, ale też z pomysłami. W 2023 roku chciałem jako Orlen przejąć Puławy z jednej prostej przyczyny: Orlen ma wydobycie gazu. Przejęcie Puław oznaczałoby zdecydowanie tańsze ceny nawozu. Nie zrobiono tego. W ogóle nie chcą tego zrobić. I następny skandal: dlaczego te zakłady z zarządem powiązanym częściowo z różnymi firmami ukraińskimi sprzedają nawozy na Ukrainę za 1700 złotych, a w Polsce za ponad 3 tysiące złotych. Czyli jedna czwarta produkcji tych zakładów, 800 tysięcy ton, idzie na Ukrainę! - dopowiadał Obajtek.
Czarnek i Obajtek sieją dezinformację
Na słowa polityków PiS zareagowali wiceminister rolnictwa i rozwoju wsi Małgorzata Gromadzka i poseł Michał Krawczyk z Koalicji Obywatelskiej.
- Chcemy zapytać, czy panu Czarnkowi i panu Obajtkowi nie jest wstyd występować w roli orędowników obrony Grupy Azoty i polskiego rolnictwa, skoro przez lata doprowadzali spółkę do sytuacji, w której się znalazła? Sieją dezinformację i manipulują w sprawie dotyczącej wywozu na Ukrainę nawozów wyprodukowanych przez Grupę Azoty. Oczywiście, Grupa Azoty, jako spółka kapitałowa. prowadzi eksport do innych krajów, wynika to z umów handlowych i spółka na tym zarabia, ale dba przede wszystkim o rynek krajowy. To trzeba powiedzieć z całą stanowczością. Za sprawą panów Czarnka i Obatjka pojawiły się zaś informacje, że mocznik był eksportowany na Ukrainę po 1700 złotych. Ukazała się treść interpelacji, która nawiązywała do informacji pochodzących z Ministerstwa Finansów i Gospodarki. Trzeba jednak podkreślić, że dane dotyczyły całej grupy nawozów. Tymczasem porównano tę cenę z ceną mocznika produkowanego przez Grupę Azoty. Dystrybutorzy, którzy handlują nawozami na polskim rynku, również importują je z różnych stron świata. Mamy import z krajów trzecich. W danych znajdowało się wiele rodzajów nawozów importowanych z różnych krajów, a podana kwota odnosiła się do całości. Absolutnie chcemy zdementować informację, że Grupa Azoty większość swojej produkcji eksportuje na Ukrainę. Udział Grupy Azoty w eksporcie mocznika na Ukrainę wynosi poniżej 1 procent. To bardzo mała skala - mówiła Małgorzata Gromadzka.
Wiceministra rolnictwa i rozwoju wsi przekonywała, że posłowie PiS manipulowali ceną.
- Nie można brać średniej z całego koszyka nawozów i przedstawiać jej jako ceny najdroższego produktu w tym koszyku. To tak, jakby porównywać zakup samochodu osobowego z zakupem samochodu ciężarowego albo specjalistycznego. Każdy gatunek i rodzaj nawozu ma swoją cenę i wartość. Te nawozy są jednak objęte jednym kodem, który na granicy jest odpowiednio weryfikowany pod względem sprzedaży i eksportu polskich nawozów - stwierdziła polityczka Koalicji Obywatelskiej.
Kto przeciera oczy ze zdumienia?
W podobne tony uderzał poseł Michał Krawczyk z KO.
- Wiele osób, oglądając rano konferencję pana Obajtka i pana Czarnka przed puławskimi Azotami, przecierało oczy ze zdumienia. Ci panowie raczej ze wstydu powinni omijać puławskie Azoty szerokim łukiem, a nie przyjeżdżać pod bramę zakładu, który ich środowisko niemal doprowadziło do upadku. Przez osiem lat rządów PiS pogrążali puławskie Azoty. Nominaci Jacka Sasina kolejno sprawowali funkcje prezesów, wiceprezesów i członków zarządu puławskich Azotów i Grupy Azoty, doprowadzając spółkę do katastrofalnej sytuacji na koniec 2023 roku. Zachowują się trochę tak, jakby przez osiem lat wynosili z domu rodowe złoto, a później przyszli do pozostałej części rodziny z pretensjami i pytali, gdzie to złoto się podziało. Panowie Obajtek i Czarnek, wstydu po prostu nie macie - grzmiał Krawczyk.
Polityk partii rządzącej przypomniał, że na koniec pierwszego kwartału 2023 roku strata netto Zakładów Azotowych Puławy, zarządzanych wtedy przez PiS, wynosiła 282 miliony złotych.
- Obecny zarząd od początku 2024 roku robi wszystko, żeby wydobyć spółkę z tej zapaści. Na koniec pierwszego kwartału 2026 roku, kiedy PiS już nie rządził, spółka wygenerowała 27 milionów złotych zysku netto. Spodziewamy się także zysku w drugim kwartale obecnego roku. Te dane finansowe nie zostały jeszcze opublikowane. Ale spółka wciąż ponosi konsekwencje katastrofalnego zarządzania zarówno puławskimi Azotami, jak i całą grupą przez nominatów Jacka Sasina, znajomych Obajtka i znajomych Czarnka. Wartość Grupy Azoty wynosiła kiedyś 11 miliardów złotych, a po rządach PiS niemal dziesięć razy mniej. Do tego doprowadzili. Przypomnę chociażby nietrafione inwestycje, z których wzięły się długi. Wystarczy pojechać do Puław i zapytać obecny zarząd albo pracowników o kocioł węglowy. Ponad 1,2 miliardów złotych utopionych pieniędzy. Po pierwsze, była to inwestycja przeszacowana. Po drugie, niepotrzebna, bo należało inwestować w gaz, a nie w węgiel. To inwestycja, która nigdy nie zostanie uruchomiona. I teraz ci ludzie mają czelność stanąć przed zakładem i pouczać obecny zarząd, który z ich straty na poziomie 282 milionów złotych wygenerował zysk na poziomie 27 milionów złotych, jak zarządzać Azotami? Nie mają wstydu - mówił poseł KO.
Plan naprawczy
Gromadzka i Krawczyk zapewniali, że rząd pracuje nad realizacją planu naprawczego dla Zakładów Azotowych w Puławach.
- Musimy uporządkować i porządkujemy ten bałagan. Wzmacniamy Grupę Azoty. Prowadzimy rozmowy z prezesem Celejewskim, który myśli o wsparciu polskiego rolnictwa i zabezpieczeniu polskiego rynku. I co się w tej sytuacji robi? Sieje się dezinformację na podstawie danych wrzuconych do jednego koszyka i porównuje poszczególne wartości. Bierze się pod uwagę cały import wszystkich nawozów, które znajdowały się pod jednym kodem. Jest to nierzetelne informowanie opinii publicznej. Trzeba było wyszczególnić poszczególne rodzaje nawozów produkowanych przez Grupę Azoty i eksportowanych do innych krajów oraz nawozy importowane i produkowane w innych państwach. Dystrybutorzy, a nawet sami rolnicy, zamawiają nawozy z innych krajów. Każdy walczy o to, żeby zoptymalizować produkcję. Nie wszystkie nawozy i nie wszystkie ich kategorie są produkowane w Polsce. Podjęliśmy więc działania z prezesem Grupy Azoty, żeby uruchomić know-how i kontakty handlowe, wzmocnić potencjał polskiej gospodarki i polskie bezpieczeństwo żywnościowe. Prognozy mówią, że w przyszłym roku luka nawozowa w Europie wyniesie 40 procent. Musimy myśleć do przodu i zabezpieczyć polski rynek nawozowy, żeby nie dochodziło do takich sytuacji, jakie miały miejsce w pierwszym i drugim kwartale tego roku - mówiła Gromadzka.
- Panowie Obajtek, Czarnek i reszta tej drużyny, która doprowadziła do katastrofy finansowej w puławskich Azotach, mam nadzieję, że więcej tam nie przyjedziecie. Robimy wszystko, żeby wspierać Marcina Celejewskiego, obecnego prezesa zarządu Grupy Azoty S.A. i Zakładów Azotowych Puławy. Puławy od wielu lat zabiegały o podniesienie swojej rangi w grupie. I dzisiaj prezes puławskich Azotów jest prezesem całej grupy. Dzięki temu ranga puławskich Azotów w Grupie Azoty wzrosła - dodawał Krawczyk.
- Chcę podkreślić dobrą współpracę z prezesem Grupy Azoty. Chcemy odbudować potencjał spółki. Gdyby nie sytuacja i decyzje podejmowane przez naszych poprzedników, Grupa Azoty nie miałaby ponad 18 miliardów złotych długu. Sama obsługa odsetek kosztuje rocznie ponad 800 milionów złotych. Musimy zrobić wszystko i robimy wszystko, żeby stawiać na dobrą produkcję, jakość i modernizację istniejących linii. Chcemy też stworzyć możliwość powstawania nowych linii, które mogłyby zaspokoić potrzeby polskiego rynku. Nad tym pracujemy i na to kładziemy szczególny nacisk - puentowała Gromadzka.

Komentarze