Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Skąd ten protokół?

Czwarta rozprawa brygadzisty i serowara przeciwko mleczarni z Radzynia Podlaskiego nie przyniosła rozstrzygnięcia. - To nie nasza wina, że w zakładzie panował nieład i skandaliczne warunki sanitarne - mówią pozbawieni pracy
Adam P. i Jarosław Ł. domagają się oczyszczenia z zarzutów, które były przyczyną zwolnienia ze Spomleku, wypłaty potrąconych premii i odprawy oraz przywrócenia do pracy. Na ostatniej rozprawie świadek Jadwiga W., kierująca laboratorium mleczarni, oglądała zdjęcia przedstawiające m.in. wilgoć i grzyb na ścianach Zakładu Produkcyjnego w Parczewie. - To, co widać, według mnie nie miało wpływu na jakość wytwarzanych tam serów - oświadczyła. - Nie mogę też potwierdzić, czy to są te pomieszczenia, które kontrolowałam - podkreślała. Pamięta natomiast dokładnie, co zobaczyła osiem miesięcy temu w dojrzewalni, w której brygadzistą był Adam P. - Włosy stanęły mi na głowie z wrażenia. Stwierdziłam rażące nieprzestrzeganie zasad higieny. Brudne, zakurzone półki z serem, zanieczyszczona instalacja c.o. i wodna, kałuże na posadzce a na niej kartony z towarem - wyliczała jednym tchem. Kiedy obrońca próbował podważyć obciążające klienta zeznania, wyszło na jaw istnienie drugiego protokółu kontrolnego, o którym powód nie miał pojęcia. - Badaliśmy mikrobiologicznie same wyroby - wyjaśniała Jadwiga W. - To niedopuszczalne. Dowiadujemy się o tajnym protokóle, świadek mówi wyuczonym tekstem - protestował mecenas reprezentujący powoda. Na rozprawie z powództwa Jarosława Ł. zwolnionego z końcem stycznia zeznawał były kierownik parczewskiego zakładu. - Nie zmuszano pracowników do składania podpisu na liście wyborczej (z nazwiskiem prezesa Spomleku - przyp. red.). Owszem listy były i to kilku ugrupowań. Kto chciał mógł się podpisać - odpowiadał na pytanie jednej ze stron. Ocenił Jarosława Ł. jako średniego pracownika. Zwolnieni starają się za wszelką cenę dowieść, że w zakładzie od lat miały miejsce \"kontrolowane” nieprawidłowości. Przyjmowanie niepełnowartościowych zwrotów i przerabianie ich na produkt dobry to według nich powszechna w Spomleku praktyka. Oczywiste, nawet zdaniem kierowniczki laboratorium, fałszerstwo polegające na przekwalifikowywaniu jednego rodzaju sera w zupełnie inny poprzez np. wędzenie, odbywało się wielokrotnie za zgodą przełożonych. - W czasie remontów nie zatrzymywano produkcji. W ramach oszczędności często wyłączano urządzenia. Czy to nie miało wpływu na jakość towaru - pytają zwolnieni pracownicy.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama