Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Bandycki rajd porywaczy

Bandycki rajd porywaczy
Na chwilę przed udaną ucieczką na stacji w Bystrzejowicach (Dzięki uprzejmości lubelskiego Oddziału
Około 8 rano było wiadomo, że bandyci mogą przejeżdżać przez Lublin. Gdzie przekroczą Wisłę? Pierwsza wersja wskazywała na Annopol. W stan gotowości postawiono wszystkich policjantów. Ale z Radomia przez Przysuchę przestępcom udało się niepostrzeżenie przemknąć przez Puławy. Skierowali się do Lublina. Na trasie policja - w porozumieniu z Generalną Dyrekcją Dróg Publicznych - zorganizowała w Żyrzynie i Garbowie tzw. spowolnienia ruchu drogowego, czyli fikcyjne roboty drogowe. Miało to zmusić konwój do wolniejszej jazdy. Cała trasa była kontrolowana przez śmigłowiec, który podawał lokalizację porywaczy. Jeden z pierwszych lubelskich radiowozów stał w Jastkowie. O 9.30 obok stacji benzynowej przemknął seat na niemieckich numerach. Widok mroził krew w żyłach. - Zauważyłem jednego z porywaczy, który na widok radiowozu przystawił porwanej kobiecie pistolet do głowy - mówi policjant biorący udział w akcji. - Sytuacja była poważna. Wiedzieliśmy, że uciekający są uzbrojeni i w każdej chwili mogą otworzyć ogień. Mieliśmy rozkaz, aby nie używać broni. Z przodu jechał passat z KMP z Lublina. Za nim seat porywaczy i kilkanaście radiowozów - w tym także nieoznakowane samochody z KGP i CBŚ. Dużo było aut służb operacyjnych z warszawskimi i łódzkimi tablicami rejestracyjnymi. Zamiarem prowadzących akcję było skierowanie uciekinierów w stronę granicy możliwie bezpieczną drogą. Aby zmusić porywaczy do wjazdu w trasę W-Z zablokowano tirem al. Warszawską na wysokości al. Solidarności. Wszystko przebiegało zgodnie z planem, kiedy kierowca seata nagle zawrócił na pasie zieleni przed al. Kompozytorów Polskich i ruszył z powrotem w kierunku Warszawy. Powód? Zauważył, że cztery pasy ruchu są zablokowane. - Być może obawiał się, że postój w korku spowodowałby interwencję policji, albo po prostu zabłądził - tłumaczyli policjanci. Manewr powtórzył dwa razy, żeby ostatecznie pojechać al. Sikorskiego w kierunku Kraśnika. Na Poczekajce zawrócił i udało mu się w końcu wyjechać na trasę w kierunku Piask. W okolicach młyna Krauzego drugi tir uniemożliwiał wyjazd w kierunku Łęcznej. Nigdzie nie było blokad. Lubelska policja wysłała na trasę przejazdu siedem radiowozów. Dwa pojechały z kolumną do Dorohuska. W Bystrzejowicach bandyci tankowali. Wykorzystała to jedna z zakładniczek. Porywacz nie wyszedł z samochodu. Obserwował trzydziestodziewięcioletnią blondynkę z krótkimi włosami, która wlewała ropę do baku. Potem Niemka uciekła. - Zachowała się niezwykle rozsądnie - mówi jeden z policjantów. - Przypuszczała, że bandyta nie pociągnie za spust na stacji benzynowej. Mógł się obawiać, że dojdzie do wybuchu i sam zginie. Sierż. sztab. Waldemar Stępniak, który zajął się kobietą podkreśla, że bardzo martwiła się losem swojej koleżanki. - Co ona przeżyła, kilkanaście godzin w rękach porywaczy - mówi Stępniak. - Kiedy rzuciła mi się na szyję, wiedziałem że to będzie najszczęśliwszy dzień w jej życiu. Tak to przeżyła, że konieczna była interwencja lekarza. Była w szoku. Seat z bandytami i zakładniczką dojechał do Chełma już o godzinie 10.17. Z maksymalną prędkością przemknął przez miasto ul. Rejowiecką, a następnie al. Przyjaźni, z której miał już prostą drogę do przejścia granicznego w Dorohusku. Przejazd całej kolumny odbył się bez najmniejszych zakłóceń. - Ochraniało go 38 policjantów i 11 radiowozów - mówi nadkom. Bożena Piętak, rzecznik prasowy KMP w Chemie. - Tak ul. Rejowiecka, jak i aleja Przyjaźni należą do najbardziej ruchliwych w mieście. Stawką było wykluczenie ewentualnych kolizji, potrąceń pieszych, czy nieobliczalnych zachowań bandytów. Przejście w Dorohusku stało przed porywaczami otworem. Dokładnie o godzinie 10.39 kolumna przemknęła przez nie z prędkością około 120 km na godzinę. Funkcjonariusze Nadbużańskiego Oddziału Straży Granicznej przygotowywali się na jej \"przyjęcie”, kiedy bandyci z zakładniczkami byli jeszcze w centralnej Polsce. - Wszystko stało się jasne, kiedy dowiedzieliśmy się, że przestępcy za Piaskami nie pojechali prosto w kierunku Zamościa, lecz skręcili do Chełma - mówi kpt. Janusz Koczura, komendant Granicznego Punktu Kontroli w Dorohusku. - Gdyby wybrali drugi wariant, należałoby się ich spodziewać w Hrebennem. W Dorohusku zawczasu wstrzymano odprawy podróżnych i odsunięto ludzi. Nie mogło być mowy o kolizji, a tym bardziej niekontrolowanym zatrzymaniu samochodu. Zadaniem załogi przejścia było jedynie zapewnienie bandytom i ich eskorcie bezpiecznego przejazdu. Cała kolumna bez przeszkód i z szaleńczą prędkością przejechała przez graniczny most na Ukrainę.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama